Tagi

 

 

https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/przemoc-wobec-dzieci-wraca-u-bitych-rodzicow/r1ge6k7

Nigdy nie byłam bita.
Moi rodzice w wychowywaniu mnie i siostry popełnili kupę innych błędów – ale nie podnieśli ręki na żadną z nas.
Pamiętam tylko jedno takie wydarzenie z czymś na kształt „klapsa”.
Mam kilka lat, wchodzimy z siostrą i mamą na jakiś spory, stromy pagórek za miastem, w pewnym momencie z jakiegoś powodu odwracam się i zaczynam iść z powrotem, w dół, coraz szybciej i szybciej.
Mama tknięta przeczuciem woła „powolutku, Asieńko, pomału, nie biegnij, tylko nie biegnij!!!!” ale we mnie wstępuje diabeł.
Zaczynam biec, mam wrażenie, że stopy same mnie niosą, że frunę, to uczucie bardzo mi się podoba, przyśpieszam więc, pędzę, w tle mama krzyczy rozpaczliwie a ja potykam się i zaczynam koziołkować.
W końcu walę plecami w trawiaste podłoże, mama jest już obok i mnie podnosi – ale nie mogę złapać oddechu, tak potężne to było uderzenie.
Mama trzyma mnie mocno, powtarzając dobitnie, żebym spokojnie próbowała nabrać powietrza, ale widzę w jej oczach przerażenie, bo wciąż się duszę, jeszcze jedna próba i jeszcze – w końcu się udaje. Pierwszy haust, drugi, ulga, zaczynam oddychać normalnie. I w tym momencie czuję klapsa w tyłek, zabolało, ale nie jakoś specjalnie, patrzę na mamę i widzę jej zalaną łzami twarz – zanim sama zacznę płakać, chyba bardziej poruszona i przerażona tym, że mama płacze – niż z bólu… bardziej dlatego, że dociera do mnie, jak strasznie ją wystraszyłam – ja sama nawet nie miałam na to czasu, tak szybko wszystko się działo.
Moja siostra wreszcie podchodzi (zejście z góry zajęło jej trochę czasu, a chyba wolała nie przyśpieszać zanadto kroku, by i jej nie porwał ten dziki pęd) i patrzy na nas, zaskoczona, że trzymamy się mocno w objęciach i obie zanosimy szlochem. Tulimy się i przepraszamy nawzajem raz po raz, każda – za co innego.
Chyba nigdy potem mama nie była mi tak bliska jak wtedy, gdy przepraszała mnie i przepraszała za tego klapsa, którego wymierzyła w skrajnych emocjach.
Może dlatego nie wyobrażam sobie wychowania wzmacnianego przemocą.
Tych wszystkich okrutnych rytuałów, związanych z biciem, opisanych w artykule.
Wymyślnych, perwersyjnych, najpodlejszych.
Po prostu, kurwa, nie jestem w stanie spokojnie o tym rozmawiać.
Bo jaką kanalią trzeba być, by zrobić coś takiego własnemu dziecku?
Jakim zwyrodnialcem, by fundować mu publiczny gwałt, jak ten ojciec z artykułu – dorastającej dziewczynce?
Tak potworne upokorzenie, totalnie rozpieprzające psychikę, bo że tak się wtedy dzieje czuję niemal instynktownie.
Mnie nie trzeba tego tłumaczyć ani przekonywać, dla mnie, z moją przeszłością, to jest po prostu oczywiste.
To, co spotkało tę dziewczynkę to najbrudniejsze i najbardziej ohydne z możliwych doświadczeń, psychiczna tortura, zadana w białych rękawiczkach, ale z pełną, skurwysyńską świadomością.
Nie mam słów, żeby to inaczej skomentować.
Skończyły mi się przekleństwa.
Opadły mi ręce.
Czasem jest taka podłość, taki ból, taka niegodziwość – że słowa odmawiają posłuszeństwa.
Więc już nie będzie słów – tylko całe moje serce, ciepło, zrozumienie, współczucie, wsparcie, deklaracja pomocy dla tej dziewczyny/kobiety, dla wszystkich ofiar.
I życzenia – niezłomnej siły, by uporały się z traumą.
Wsparcia i konkretnej pomocy od odpowiednich placówek i instytucji.
Sprawiedliwych kar dla sprawców.
I zmian w społecznym myśleniu.
Oby wreszcie nastał koniec epoki „pedagogicznego klapsa”.
Dość bzdur o „skutkach bezstresowego wychowania”, nie w tym sensie.
Dość „jeszcze mi podziękujesz”, „zasłużyłeś!!!” koniec poniżania, zastraszania, szantażowania, poszturchiwania, popychania, dość bicia.
A dla tych, którzy/które zdobyły się na gigant odwagę, zebrały siły i opowiedziały o tym światu, ale przede wszystkim stanęły naprzeciw krzywdziciela i rzuciły mu w twarz prawdę o rozmiarach wyrządzonej krzywdy, nazwały tę krzywdę po imieniu – cały mój podziw i szacunek.

PS.
I ogromnie, ogromnie chcę przeczytać książkę tej dzielnej, niesamowicie silnej Dziewczyny.
I jeszcze mocno ją uściskać i przytulić.