Tagi

Kiedy byłam dzieckiem – miałam dosyć dokładne wyobrażenie o tym, jak wygląda skarb.
Zapytana – barwnie opisywałabym skrzynie pełne złota i drogich kamieni, walący po oczach blask szlifowanych rubinów i szmaragdów, złotych łańcuchów i kandelabrów, zimny ogień pereł i gorący złotych sztabek. I taki obraz utrzymywał się w mojej głowie bardzo długo, niemal do dziś, a przynajmniej do czasu, gdy poznałam monochromatyczną porcelanę z początków działalności Manufaktury Miśnieńskiej – porcelanę böttgerowską.
Wcześniej jednak znana byłam z często wypowiadanej opinii, że nie lubię ascezy – ani w formie przedmiotu ani jeśli chodzi o zdobienia.
Jestem prostą kobietą i nie potrafię docenić oszczędnej ale wyrafinowanej prostoty elegancji – kocham, jak forma jest na maxa powykręcana i kosmiczna, a natłok złoceń, kwiatków, ptaszków, owoców, listków oraz innych wzorków i zdobień z lubością określam „ale tego nawalili” (zwykle używam mocniejszych słów, ale teraz mam na względzie moje drogie, wrażliwe czytelniczki i oczywiście nieubłagane nożyce cenzury adminek porcelanowych grup, nie będę wskazywać palcem, ale wszyscy wiemy, że o kogokolwiek by chodziło – to cierpliwość dla mojego barwnego języka ma swoje granice   😛 )
No i nagle – trach!!!!
Marek Kruczek z galerii Antyki z Pasją pokazał mi bielusieńki dzbanek, dzbanuszek w zasadzie, z wypukłymi kwiatowymi reliefami.

 

I mnie zatkało.
Jak coś tak prostego, oszczędnego w formie, może być tak powalająco piękne?
A, kurna, jest.

 

 

 

 

Kiedy do dzbanuszka dołączyła filiżanka postanowiłam dowiedzieć się więcej, czyli jak to jest z tą böttgerowską porcelaną…

 

 

 

 

I znowu podczas wędrówek po necie okazało się, że wpadam w czarną dziurę zawikłanych historii i sprzecznych informacji, ale tak zajebiście fascynujących, że aż się dziwię, że jak do tej pory żaden Oliver Stone czy inny Tarantino nie nakręcił o historii porcelany europejskiej jakiejś superprodukcji, sensacyjnego thrillera z elementami fantasy czy sf.
Wstęp do głównego wątku mógłby zawierać opis daremnych prób wykradzenia Chińczykom strzeżonej jak oko w głowie receptury… potem – pierwsze europejskie eksperymenty we Włoszech, Francji i Holandii… mógłby wspomnieć o frapującej zagadce porcelany medycejskiej i frytowej, pierwsza z połowy XVI wieku, produkowana we Florencji, druga sto lat później w Rouen, Francja. Jednak przedmioty, wykonane z porcelany miękkiej, z definicji kruchej, zachowały się w jedynie nielicznych egzemplarzach.
I tu zaczyna się wątek główny, który sponsoruje literka P, jak Polska 😉
Trochę to naciągane, ale na miejscu tego całego Tarantino postawiłabym na sensację i zaskakiwanie widza, a stwierdzenie, że wytworzenie pierwszej porcelany i w ogóle powstanie Miśnieńskiej Manufaktury zawierają mocny polski akcent, bankowo spowodowało by takie zaskoczenie i ogólny opad szczeny.
I chodzi o taki naprawdę „mocny” akcent – bo o elektora saskiego, a przy okazji polskiego króla – Augusta II Mocnego.
Przyznaję, że nie przeczytałam dokładnie całej biografii króla, bo jest w cholerę nudna: nic, tylko jakieś sojusze, bitwy, traktaty i okupacje, nuuuuda, tak że, drogi panie Tarantino, męcz się pan z tym sam.
Ale nie jestem taka, mam parę podpowiedzi: pamiętaj o wypadku z bronią, o ostro zakrapianych imprezach, hulankach i swawolach. Ale także o nieposkromionej fantazji, zamiłowaniu do eksperymentów i zapewne sporych pokładów chciwości, bo cóż innego skierowałoby marzenia Auguścika w kierunku produkcji złota, co zawiodło by go ku czarom alchemii?
Cóż innego spowodowałoby jego zainteresowanie, wręcz fascynację, niemal szatańskimi sztuczkami młodziutkiego Johanna Friedricha Böttgera, który metodą transmutacji próbował przemienić metale nieszlachetne w złoto?
Dalej, drogi panie Tarantino, jest jeszcze lepiej: ucieczka niespełna dwudziestoletniego alchemika przed jednym królem prosto w łapy drugiego, co prawda niektórzy nazywają to „opieką” , ale żeby tak nazwać uwięzienie przez polskiego króla w tzw Dziewiczej Baszcie twierdzy Drezno – to trza mieć naprawdę sporo fantazji  😛 . Tajemne laboratorium, kolejni współpracownicy, alchemiczne eksperymenty – i kosmiczna siurpryza!!!! Bo złota wyczarować jakoś się nie udało (czemu nie dziwię się specjalnie) ale po 8 latach prób w końcu otrzymano… porcelanę.
I jeszcze nie do końca wyjaśniona rola w tym całym „cudzie” matematyka, fizyka i mineraloga, Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa – to już do pana należy, drogi panie Tarantino, czy uzna pan Böttgera za jego ucznia czy partnera w pracy i odkryciu.
Mam nadzieję też, że uda się panu zaskoczyć widzów faktem, że ta „najpierwsza (pra)porcelana” nie przypominała tej „dzisiejszej” – bo wcale nie była biała….

że opowie pan o tzw czerwonej kamionce (böttgerowskiej) i o tej pierwszej białej, tzw twardej – źródła wskazują, że stało się to 28 marca 1709 roku. O szukaniu właściwych proporcji między kaolinem i skaleniem. O Wielkanocnych Targach w Lipsku w maju 1710 roku, gdzie po raz pierwszy zostały sprzedane naczynia z czerwonej porcelany jaspisowej i zaprezentowano próbki białej porcelany.
No i koniecznie o Królewsko-Polskiej i Elektorsko-Saskiej Manufakturze Porcelany (niem.: Königlich-Polnische und Kurfürstlich-Sächsische Porzellan-Manufaktur), która rozpoczęła swą działalność decyzją króla Polski Augusta II Mocnego z 23 stycznia 1710.
Ciekawa jestem, ilu kolekcjonerów porcelany, o pana, panie Tarantino widzach nie wspominając nawet, zna tę pełną, pierwszą nazwę Miśnieńskiej Manufaktury.
Może pan także wspomnieć, że nasz uroczy król August nadal upierał się, że chce złota, nie porcelany i Böttger bidulek, obawiając się o swoje życie, słał do niego ze swojego „więzienia” błagalne listy z prośbami o litość, by w końcu wyznać, że z tym złotem to mu się nie uda, nie ma szans. Jednak, w obliczu problemów finansowych już działającej manufaktury Böttger w 1713 roku na wezwanie Augusta Mocnego znowu staje do pracy nad produkcją złota. Kronikarze donoszą, że 20 marca tegoż roku, w obecności króla, przeprowadził alchemiczny eksperyment i „wyprodukował” złoto oraz srebrną bryłę. Oba cudeńka można do dziś zobaczyć na wystawie Państwowych Zbiorów Sztuki w Dreźnie. Mam nadzieję, że opisze pan widzom, panie Tarantino, kulisy tej ewidentnie oszukańczej sztuczki.
W końcu na Wielkanocnych Targach w Lipsku w 1713 wyroby z białej porcelany są już dostępne. I najlepsze: dopiero 19 kwietnia 1714 roku, czyli po 4 latach działalności Miśnieńskiej Manufaktury, J.F. Böttger odzyskuje pełną wolność osobistą. Musi jednak przysiąc naszemu drogiemu Auguścikowi, że nie opuści kraju, zachowa arkana produkcji porcelany w tajemnicy i (uwaga) wreszcie zrobi złoto.
Jesusicku…
No naprawdę, nieźle był walnięty ten nasz król, co nie?
Dobra, starczy o tym złocie, panie Tarantino, jest sensacja, jest odrobina fantasy czy sf – ale trochę o meritum, dobrze? Pokazałby pan te pierwsze wyroby z białej, prawdziwie thr00-porcelany.

 

https://scottishantiques.com/bottger-meissen

—————————————————————————————-

 

 

An Early Meissen Böttger Porcelain Teapot and Cover


 

 

https://www.kollerauktionen.ch/en/317735-0020-1174-boettger-porzellan-koppchen-und-1174_78586.html?RecPos=5


——————————————————————————————-

 

 


 

 

Oto dzieła, których produkcję Johann Friedrich Böttger przypłacił przedwczesną śmiercią w wieku zaledwie 37 lat, już obłożnie chory w czasie kilku ostatnich. Wspomina się o „chronicznym alkoholizmie” i nadmiernej eksploatacji zdrowia.
Hmmm… to mógłby być naprawdę świetny film: królewska obsesja, uprowadzenie, 13 lat w twierdzy, stracona młodość i zdrowie, trochę magii i alchemii, przypadkowe odkrycie, mozolne udoskonalanie procesu technologicznego, sukces, jego wielkość i jego cena.
I co pan na to, panie Tarantino?

Bierz pan ten scenariusz, spuszczę z ceny w podzięce za „Pulp Fiction”   😛