Tagi

W zeszłym tygodniu napaliłam się na Karolkowy środek stołu z allegro.
Dzbanek, cukiernica, mlecznik, może jeszcze jakiś duecik do tego (tak sobie kombinowałam) o ile starczy mi kasy.
No bo to licytacja i może się rozpędzić.
Sygnatura ok, TPM, ale nie najstarsza; orzeł bez berła i jabłka – ale nie kura czy kaduceusz, iykwim, natomiast forma i kolorystyka kosmiczne.
Najpierw był licytowany dzbanek.
Przekalkulowałam więc to wszystko, krzyknęłam sporą sumę, jak mi się wydawało i… przegrałam.
Wynik był czterocyfrowy, no a tego, kurde, się nie spodziewałam.
Byłam tak rozżalona – że się poryczałam, powaga.
No a potem strzeliłam focha.
Absolutnego.
Nawet nie przymierzyłam się do kupna cukiernicy, o duecikach nie wspominając, po prostu obraziłam się i tyle  😉
Natomiast gryzło mnie mocno, oj mocno.
Nie spałam dwie noce i chodziłam jak struta.
Nawet nie mogę Wam pokazać, co to za cudo przeleciało mi koło nosa, bo nie ściągnęłam fotek, chciałam to zrobić po wygranej – tak byłam jej pewna.
Teraz w necie wyszukałam tylko cukiernicę i duecik, dzbanek rozpłynął się w powietrzu… a nie, jest, kto znajdzie, jak nie ja, pierwszy haker Rzeczypospolitej 😉  no to se looknijcie, zrozumiecie mój ból:

Cierpiałam więc i mnie nosiło, bo w sercu czułam pustkę.
Jak rzuci Cię ukochany – masz podobnie, ssie Cię tak i boli od środka, mnie także ssało.
I tak jak mówią, że lekarstwem na miłość jest inna miłość – tak ja MUSIAŁAM tę pustkę w środku czymś wypełnić.
Ale wiecie… pustki po ukochanym nie wypełnisz belejakim związkiem, dziury w sercu po niekupionym dzbanku nie zacerujesz jakimś barachłem…
I to Zupełnie Nie Barachło samo wlazło mi w łapy.

Się napatoczyło, zachwyciło i przygarnęłam je z czułością.
No bo jak nie przygarnąć takiej urody i elegancji, i jeszcze z gotykiem w nazwie, co nie?  😛

W sam raz dla gotki, prawda?  😀

I jeszcze ten szalony, powywijany, poskręcany kształt… jak tak patrzę – to milion razy jest ładniejszy od tego ruziowego, który w porównaniu z gotykiem wydaje się taki jakiś… obleśny. Majtkowy.
No co tu będę strzępić klawiaturę: gotyk wygrywa z tym różem, bije go na głowę, na łeb i na szyję. Że o cenie o połowie mniejszej nie wspomnę    😛
Howgh.
Wkleję Wam bardziej naukowy opis tego skarbu, dodam wcześniej tylko, że skarb składa się z 2 elementów, bo dokupiłam jeszcze mlecznik, żeby imbrykowi nie było smutno i samotnie u mnie na półce 😀

 

 

 

 

Imbryk (dzbanek do herbaty) w stylu historyzującym wykonana przez CARL TIELSCH& CO PORZELLANMANUFAKTUR, która zlokalizowana była w dzisiejszym Starym Zdroju (dzielnicy Wałbrzycha). Fason Gotische Form.

Kobaltowa sygnatura z okresu 1850-1860 r. (znak nr 857 wg Encyklopedii Śląskiej Porcelany).
Gruba biała porcelana. Bardzo rozbudowana, silnie modelowana forma. Górna krawędź częściowo ażurowa, miejscami jest wygięta ku dołowi i „falbaniasta” w kształcie. Wyodrębniona prostokątna podstawa. Brzusiec czworoboczny o esowatym profilu z największą wydętością nad dnem. Silnie profilowany uchwyt. Pokrywka z uchwytem z stylu „koguciego grzebienia”. Przy nasadzie lejka plastyczne „liściaste” elementy. Dekoracja oszczędna ręcznie kładzionym złotem: owalne medaliony, kropkowania i paskowania, na lejku w formie motywu arabeskowego.
Wym. 18×24 cm cm.

Mlecznik w stylu historyzującym wykonana przez CARL TIELSCH& CO PORZELLANMANUFAKTUR, która zlokalizowana była w dzisiejszym Starym Zdroju (dzielnicy Wałbrzycha). Fason Gotische Form.
Kobaltowa sygnatura z okresu 1850-1860 r. (znak nr 857 wg Encyklopedii Śląskiej Porcelany).
Gruba biała porcelana. Forma silnie modelowana. Górna krawędź częściowo ażurowa miejscami jest wygięta ku dołowi „falbaniasta” w kształcie. Wyodrębniona prostokątna podstawa. Brzusiec czworoboczny o esowatym profilu z największą wydętością nad dnem. Silnie profilowany uchwyt wyciągnięty nad krawędź. Dekoracja oszczędna ręcznie kładzionym złotem.
Wysokość 14 cm.

No i staje się jasne, kto mi to cudo „napatoczył” 😀
Zakupu dokonałam w sklepie https://old-stuff.pl/ u nieocenionego Tomka Żura.
Kto robił tam zakupy wie doskonale, jaka to przyjemność i zetknięcie z super-profesjonalizmem, że o wyraźnie odczuwalnych upustach nie wspomnę 😉
Super uczciwość i staranność, także w pakowaniu drogocennych skarbów.
I to ostatnie bardzo się tu przydało.
Pamiętacie, jak gdzieś „na grupie” dyskutowano o tzw bezpiecznym pakowaniu i Tomek wspomniał o swojej, niezawodnej procedurze: mnóstwo folii bąbelkowej i 2 pudła, jedno w drugim i kulki papierowe, wewnątrz małego pudełka, między pudełkami i w dużym. Gdyby nie to – mój gotycki skarb nie przeżył by podróży. Wygląda na to bowiem, że zewnętrzne pudło zostało przebite czymś ostrym i dużym, dziura była tak wielka, że zmieściła bez problemu całą moją dłoń po nadgarstek.

 

Prawie zrobiło mi się słabo, gdy zobaczyłam ten otwór, poleciałam po aparat i zaczęłam focić, przekonana, że zdjęcia posłużą jako dowód w sporze z firma kurierską.

I jakież było moje zaskoczenie, jaka radość, gdy się okazało, że uszkodzenie nie sięgnęło wewnętrznego pudełka.
Uff.
Starania się opłaciły – dzięki, Tomku

I teraz, podczas jednej z ostatnich, mam nadzieję, tak upalnych nocy tego lata, siedzę przed komputerem popijając lodowatą mineralną i napawam się chłodną elegancją tej gotyckiej pary.

Tomek w swoim certyfikacie nazwał dekorację „oszczędną” , faktycznie, oszczędzono nam wzorków, kwiatuszków czy ataku różem 😉  ta oszczędna dekoracja nie odwraca uwagi od kosmicznie powykręcanej formy. I tak, jak od zawsze jestem amatorem przesady, wielbicielem barokowej malatury, nawalonych ozdób i ornamentów – tak tym razem ulegam miłemu, eleganckiemu chłodkowi.
Ulegam bez reszty.
I nie chodzi tu jedynie o temperaturę za oknem   😉

 
PS.
Ok, ok, to nie orzeł tylko „szybujący gołąb z gałązką”, muszę się kurde podszkolić w ptakach 😛