Tagi

Traktuję je z szacunkiem – ale nie na klęczkach.
Nie przyglądam mu się z lupą, nie wypatruję zmarszczek, fałdów ani zwisów – wiem, że są, ich obecność przyjmuję wzruszeniem ramion i nawet zdarza mi się przeoczyć któreś z kolejnych, nieuniknionych.
Nie jestem uzależniona od łazienkowej wagi, nie sumuję kalorii, nie odejmuję sobie od ust, staram się tylko nie obżerać i omijać to, co ewidentnie mi szkodzi.
Najczęściej.
Dbam więc o nie, ale na swój sposób. Dopieszczam piwem, a czasem kruchym plackiem ze śliwkami.
Ale codziennie ćwiczę, nawet z grypą czy na gigant kacu, nie ma bola, najpierw szyjny, potem lędźwiowy, z zegarkiem w ręku, tyle, ile trza, ani sekundy mniej, bo jeden-dwa dni opieprzania się i kręgosłup mi uprzejmie pierdolnie, wiem to, bo znam swoje ciało.
Nie zasuwam jednak na siłowni, nie dla mnie wyczerpujące treningi, żmudne wygibasy czy masaże, nie dla mnie maseczki, błotka, cud-zabiegi, żeby moja twarz i cała reszta była gładsza i wyglądała na parę lat mniej, niż faktycznie mam.
Czas i kasę poświęcam na inne rzeczy.
Jednego i drugiego nie mam zbyt wiele, dlatego muszę wybierać – i wybieram włóczenie się po mieście i porcelanę.
I karaoke w PodZiemiu, piwo w Schizo i machanie włosami w Garage Pubie – póki jeszcze daję radę.
Mam 63 lata, z hakiem.
Już nie będę młodsza, ani gładsza, ani szczuplejsza, chyba.
Ale nie płaczę z tego powodu w poduszkę.
No po prostu – takie są prawa natury, a skutki upływu czasu dotykają wszystkich.
I nawet gdybym miała wolny milion piniondzów – to znalazłabym lepsze jego przeznaczenie, niż jakieś chirurgiczne poprawki w moim starzejącym się ciele.
Pierdolę to.
Pierdolę tę nierówną walkę.
Może starość i wszystko, co się z nią wiąże: spadek formy, choroby i ogólna fizyczna destrukcja to nie najlepszy pomysł na tę ostatnią życiową prostą, ale póki co – nikomu nie udało się tego skutecznie przemodelować.
No, chyba że w filmach sf, ale nawet w „Forever Young” nie do końca się to udaje.
Ale czy to ważne?
Czy to, kurwa, naprawdę takie istotne?

Ćwierć wieku temu napisałam wiersz, nosi tytuł „Pamięć”, ale tak naprawdę o co innego w nim chodzi:

 

Więc ja, póki co, ciągle widzę w nim twarz dwudziestolatki    🙂

PS. Choć z tą pogodą to tak trochę się zgadza  😛