Tagi

Z taką pewną nieśmiałością przyznaję, że wśród moich gothyckich i metalowych znajomych uchodzę za znawcę porcelany.
Nie dementuję tych opinii, pusząc się radośnie i zadzierając nosa, z przyjemnością pławiąc się w morzu komplementów oraz pełnego sympatii zadziwienia, och, ach, jakaż jestem zajebista, matematyk, blogerka, starsza pani skacząca na koncertach, no i jeszcze ta porcelana, ach, och.   😛
Nie dementuję, a powinnam, bo tak naprawdę to cóż ze mnie za znawca, co za kolekcjoner od siedmiu boleści, całe mieszkanie w skorupach – a wiedzy tyle, ile znajdę w necie.
Moja przewaga polega tylko na tym, że potrafię szukać, ponieważ wiem, gdzie, jak i czego konkretnie.
Skutecznego i efektywnego używania przeglądarki nauczyło mnie moje dziecko, dzięki Ci Grześku, za Twą cierpliwość   ❤
I na tym to generalnie polega: dobór słów kluczowych i cierpliwość. Morze, ocean cierpliwości plus kojarzenie faktów. Plus oczywiście pamięć, aby to wszystko, poskładane do kupy, jakoś zapamiętać. Ale od czego opcja „zakładek”, ” ulubionych„, „często odwiedzanych„, pliki, notatniki itp.
Kiedy jednak o tym mówię – nikt mi nie wierzy i ja to rozumiem, też tak miałam na początku „mojej porcelanowej przygody„, zdawało mi się, że to wiedza tajemna, rezultat przeczytania tysięcy ksiąg, magia, mistyka i metafizyka   😛
Zdarza mi się jednak, co ze wstydem i skruchą przyznaję, wzdychać i przewracać w duchu oczami, gdy ktoś z moich-zupełnie-nie-porcelanowych znajomych prosi mnie o identyfikację, wydatowanie czy przybliżone oszacowanie wartości.
O matko, myślę sobie…
Bo często to koreańska czy bawarska masówka i wtedy pojawia się konieczność dyplomatycznego wytłumaczenia, że te szabelki to jednak nie Miśnia.
Delikatnego uświadomienia, że to nie Złoty Pociąg.
Nie skarb.
Rozwiewanie czyichś nadziei, przekonywanie, że to co widzę nie jest dziełem rąk starych mistrzów, że zero perfekcji, kunsztu i porcelanowej wirtuozerii, że jednak tandeta i pospolitość – to wszystko nie jest ani łatwe ani przyjemne, dlatego krzywię się w myślach wyobrażając sobie, co może mnie czekać… ale wiem, że nie powinnam, szczególnie przed obejrzeniem zdjęć, więc plasiam, biję się w piersi i czołgam na kolanach.
A po wczorajszej przygodzie czynię to z jeszcze większą mocą.
Bo oto pokazano mi coś takiego, z pytaniem o tę dziwną sygnaturę.

 

 

No i mnie zatkało, bo w życiu takiego znakowania nie widziałam.

Nigdy never.

Tak na gorąco zasugerowałam, że to mi wygląda na znak malarni, ale poszukam. I zrobię to z tym większą chęcią, bo mnie sprawa zainteresowała mocno, znaczy – ten tajemniczy ptaszek.   🙂
No i zaczęło się.
Najpierw przejrzałam dostępne katalogi, te z „zakładek” – nic.
No to wpisujemy „sygnatura ptaszek„, a po dokładniejszym przyjrzeniu się – „porcelana sygnatura mewa„, jak uczyło mnie Moje Dziecko   🙂
I już.
Wystarczyło.
Żadna tam, panie, magia, czy wiedza tajemna.
Żadne tam czary – jest i to w pierwszej linijce wyników grafiki googla.

 

No i odpowiedź znalazłam na Antyczku.
A dokładniej – to dwie.   🙂

http://antyczek.pl/rozane-puzdereczko-na-bibeloty-rosenthal-1900-r.html

http://antyczek.pl/filizanka-mocca-w-stylu-empire-rosenthal-limitowana-edycja.html

Dla leniwych – zrzuty ekranu plus pogrubienia tego, co najistotniejsze.

 

 

Ponieważ zwrócono się do mnie prywatnie i nie jestem uprawniona do pokazywania zdjęć tej wczorajszej filiżanki, dodam więc tylko, że posiadała koniczny kształt a różany wzór i girlandy złoceń – jak puzderko z oferty Antyczka.
Więc tym razem – to jest Złoty Pociąg   🙂
Albo przynajmniej – jeden wagon czy komin lokomotywy.   😉
Bo choć Rosenthal i ogromna większość jego wyrobów nie rusza mnie kompletnie – to tu jest inaczej.
Jest niezwykle rzadka sygnatura i tajemnica limitowanej edycji.
Piszę więc o tym z kilku powodów.
Po pierwsze – więcej zrozumienia i optymizmu w kontaktach międzyludzkich, to do mnie   😉
Po drugie – mój porcelanowy śledczy znowu miał wczoraj trochę roboty, najsuper 🙂
Po trzecie – nawet olewany przeze mnie równo Rosenthal potrafi mnie zaintrygować.
No i ta zagadka – ocokaman?
Ktoś coś?
Czemu takie dziwne, zupełnie nie-rosenthalowe znakowanie?
Co to za limitowana edycja, owiana tajemnicą?

Przejrzałam neta, pobieżnie, ale przejrzałam – poza tymi paroma zdaniami na Antyczku nie znalazłam niczego, nigdzie…
Wierzę w miłośników tej manufaktury, kolekcjonerów Rosenthala, pewnie poszukam na odpowiednich grupach na fb – ale może jednak pomoże mi ktoś z moich czytelników?
Bo, jak dla mnie, różyczki jak różyczki, żadne tam cudo, ale tajemnica pociąga mnie od zawsze.
No i ten ptaszek 😛

PS.

Mam nadzieję, że kochany http://antyczek.pl/ nie będzie miał nic przeciwko wykorzystywaniu jego fotek   ❤