Tagi

Muzyka.
Ulubione dźwięki pod codzienną gimnastykę i do samochodu, przebudzanki i kołysanki, wszechobecne tło twojego życia.
Utwory specjalne, do których sięgasz przy szczególnych okazjach, kiedy jest ci źle, gdy coś ważnego się wydarzy.
I takie, do których wracasz nieustannie, jak do filmów z Meg Ryan czy Stevem Buscemi. Utwory tak bardzo „twoje”, że zatarła się granica między nimi a twoją duszą i możesz powiedzieć o nich po prostu „to ja, tak, to ja”.
Są jednak kompozycje, o których możesz powiedzieć to samo, ale się ich boisz.
Została w nich zamknięta tajemnica, ta część prawdy o tobie, której nie pokazujesz światu, nie przyznajesz się do niej nawet przed sobą samym.
Jest w nich cały twój ból, rozpacz i tęsknota, cały twój gniew i krzyk, twój grzech i wstyd.
Cała twoja przeszłość, za którą zaryglowałeś drzwi, zasunąłeś wszelkie możliwe zasuwy i kłódki i starasz się o niej zapomnieć.
Dlatego nie wracasz do tej muzyki, kochasz ją dziko – ale starasz się wymazać z pamięci, bo słuchanie jej cię zabija.
Mijają miesiące i lata i nie zostaje już nic, tragicznie piękne dźwięki pochłania litościwa niepamięć.

Ale jednak…

czasem…

czasem wystarczy sekunda, jakiś odgłos za oknem czy nuta w ścieżce dźwiękowej ulubionego serialu… klakson samochodu czy dżingiel w radiu… i nagle przeszłość wraca, uderza w ciebie jak huragan.
Puszczają zasuwy i rygle, przerdzewiałe kłódki rozsypują się w proch, drzwi się otwierają a ty przekraczasz próg.
Wiesz, jak mocno będzie bolało, że łzy zaleją ci twarz a ciało zadrży od szlochu.
Ale już nic cię nie powstrzyma.
Pragniesz tego bólu, bo on jest twój, jest tobą a ty jesteś nim.
Zawsze tak było, tylko starałeś się o tym zapomnieć.
Wymazałeś też z pamięci tytuł i autora tej piosenki, zrobiłeś to dla własnego bezpieczeństwa, ale teraz musisz wiedzieć, musisz ją odszukać, musisz posłuchać.
Nie masz jej na kompie, nie mógłbyś, ale przecież jest YT i nieprzebrane zasoby internetu.
Więc szukasz, zaczynasz od zera bo pamiętasz tylko 1 dźwięk, przegryzasz się przez Youtube, żeby ten dźwięk odnaleźć, mógłbyś zanucić te kilka tonów, które zwróciła ci pamięć, nucisz, ale monitor nie odpowiada. Te kilka tonów brzmi w twojej głowie coraz wyraźniej, słyszysz uderzenia orkiestrowych dźwięków jak chór klaksonów samochodowych i już wiesz, że złapałeś trop, że już to masz, już ci nie ucieknie.
Sygnał „Radia kierowców” sprzed lat, francuskie nazwisko na literę „M„, Piotr Kaczkowski prezentujący ten utwór w którejś ze swoich audycji – otwierają się kolejne i kolejne klapki zapomnienia, a net jest wielki, przepastny i dobry, jak oswojone zwierzę, da ci to, o co prosisz, jeśli użyjesz odpowiednich słów…

Więc mam.
Znalazłam.
Już pamiętam, że to cover The Moody Blues, że Paul Mauriat i „Melancholy man„.
Mam link na YT i boję się go odpalić.
Bo ta piosenka otworzy drzwi, za którymi jestem inna ja.