Tagi

,

Ten dzień nie zaczął się dobrze, absolutnie.
Najpierw był budzik o 8, bo o takiej porze radzono mi zadzwonić do poradni rodzinnej i poprosić moją panią doktor o zdalne wypisanie recepty na lek, który biorę stale i który właśnie mi się skończył.
No i dzwonię i inna niż poprzedniego dnia babeczka w rejestracji mówi, że nieeeee, moja pani doktor jest po południu i jak chcę z nią rozmawiać to po 15tej plis.
Walcząc z wewnętrznym wkurwem odkładam komórkę i przytulam policzek do podusi, ale znam siebie, wiem, że ze spania nici.
Zanim wkurw minął i zdążyłam zdrzemnąć się może na kwadrans sms od Poczty Polskiej poinformował mnie o 10tej, że dziś kurier doręczy mi paczusię.
2 godziny później, ale zaledwie po kwadransie drzemki kurier paczusię doręcza.
No i po spaniu, bo za godzinę miał przyjść fachowiec z Tauronu przestawić mi licznik prądu, bo zmienili godziny drugiej taryfy.
Pan przyszedł, przestawił co miał przestawić, zajęło mu to godzinę, ale nic to, do pani doktor się dodzwoniłam, receptę wypisze, tylko ja padam na twarz i zasypiam na stojąco.
A tu koło 18tej ma przyjechać Mój Ukochany, na chwilkę tylko, bo zarobiony po uszy, ale przyjaciół na koncert KISS do Tauron Areny zawozi z tego ich zadu… ekhem, nic nic, a potem zaraz z powrotem. Czeka więc nas parę godzin romantycznego tete-a-tete, a ja tu ani na romantyzm ani na tete-a-tete sił ni ochoty nie mam, ech, co za pech.
Ale ok, z każdą minutą obecność ukochanego staje się coraz milsza, przyjemniejsza i bardziej romantyczna, sił i ochot mi przybywa, aż tu – telefon. Już po koncercie, trza wracać, obowiązek wzywa.
No ale jak to?
Juuuuż?
Ale że teraz zaraz?????
Noż kurna, co za stare dziady z tych KISSów, że tak krótko grali, echhhhh.
Czułe pożegnanie więc, Ukochany w auto, ja do fejsa i…. i jesusmaria widzę. A raczej WIDZĘ!!!!
Kałamarz KPM zielony z piwnym wzorem, com się prawie posiusiała, jak go Renia na grupie chwilę temu pokazywała, a teraz go wystawia.

Do sprzedaży wystawia.
I chyba jeszcze nikt nie klepnął, boziuniu kochany, jest, jest do kupienia, więc klepię i krzyczę, że mój Ci on.
I jest.
MÓJ.
Renia potwierdza, trafiony, zatopiony, mój.
Mdleję.
Śpiewam.
Tańczę.
Może w innej kolejności, ale generalnie się zgadza.

I tak, jak miałam na fanpejdżu KISSów focha odwalić, że się opieprzają i grają za krótko, w amorach przeszkadzając, tak teraz to wszystko odszczekać chcę i jakiś hymn pochwalny chyba, bo dzięki temu na kałamarz zdążyłam.
Na TAKI kałamarz.

 

Kocham, Was, dziadki z KISS.