Tagi

Jak zapewne zauważyliście – od dłuższego czasu nie podejmuję na blogu tematów społecznych, szczególnie tych drażliwych, jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Czasem wręcz świerzbi mnie klawiatura, myśli same układają się w głowie, ale na tym się kończy, choć nie zawsze – mam w notatniku kilka gotowych felietonów, których opublikowanie wciąż przesuwam w czasie.
Nie, nie dlatego, że nie są dopieszczone – wycyzelowałam każdy akapit, zdanie i słowo, wypolerowałam do białości, ale zupełnie przeszła mi ochota, żeby jeszcze na ten temat dyskutować, bronić swoich racji. Cóż, po prostu miałam możliwość się przekonać, jak łatwo jest rzucić szyderą, jakimś durnym żartem, który komuś wydaje się dowcipny – a mnie zrani do żywego. Znacznie łatwiej – niż podjąć rzetelną dyskusję.
Gdzieś w necie przeczytałam, że niezależnie od statystyk, pokazujących poparcie dla różnych opinii i hipotez – znacznie chętniej wypowiadają się oponenci niż osoby „za” – niezależnie jakiej dziedziny temat dotyka. A w necie te głosy „przeciw”, nie krępowane przez kulturę, ogólną ogładę czy strach przed spojrzeniem interlokutorowi w oczy – potrafią dobitnie i boleśnie korzystać z tego braku skrępowania…
Przez lata pisania w necie odpierałam te ataki, nie odpowiadałam na chamskie zaczepki (przynajmniej bardzo się starałam) i szukałam argumentów.
Ale chyba się kurde starzeję   🙂
Przestało mi się chcieć przyjmować ciosy na klatę (choć jest kurna na co  😛 )
I straciłam cały zapał, jeśli chodzi o przekonywanie rozmówców, którzy nawet nie przeczytali dokładnie tego, co napisałam, że nie wspomnę o rzetelnej analizie.
Chyba skończyła mi się cierpliwość, żeby w jednej dyskusji odpowiadać po raz nasty na zarzuty, które odparłam 7 linijek wyżej.
Chyba jestem już na to za stara.
I żeby była jasność: ja się nie skarżę, nie jojczę, nie narzekam, nie mam pretensji i nie czynię zarzutów, po prostu i na spokojnie mówię, jak to z tym jest.
Takie są fakty.
I oczywiście niesamowicie cieszy mnie odzew na moją pisaninę, tylko odporność na złośliwości zmalała u mnie do zera.
Rzecz w tym – że kiedy się jest w moim wieku, to (najczęściej) ma się świadomość nieubłaganego upływu czasu.
Dociera do człowieka, że już znacznie, znacznie bliżej – niż dalej… nie, że minął półmetek – ale że meta tuż tuż.
Przynajmniej ja mam taką, bardzo jasną, świadomość.
Zostało mi niewiele czasu, parę, może paręnaście wiosen, nikt nie wie ilem ja także. Trochę wieczorów, gdy na spacerze poczuję oszałamiający zapach fiołków czy deszczu, albo potupię po świeżym śniegu… jeszcze trochę rozmów z przyjaciółmi, dysput z synem, zabaw z wnukiem, jeszcze trochę muzyki i koncertów… i nie, nie jestem chora, nie umieram, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo – ja po prostu umiem liczyć. I wybieram te fiołki, deszcz, koncerty i wnuka, nie chcę tracić czasu, którego coraz mniej, na wkurwianie się i daremną polemikę z jakimś debilnym komentarzem na fejsie.
Oczywiście – chęć przelewania myśli na klawiaturę jeszcze we mnie nie umarła, to nie, ale coś muszę zmienić.
Dla własnego dobra i spokoju.
Dlatego chcę Was prosić o komentarze, wciąż jestem ciekawa Waszych opinii – ale na blogu.
Nie na gorąco, na fb, pod linkiem.
Jeśli na końcu jakiegoś tekstu poproszę o to właśnie – to postarajcie się spełnić moją prośbę.
Może ta naturalna poprzeczka powstrzyma co bardziej krewkich czy, pożal się boże, dowcipnych.
Może uda mi się już ani razu nie płakać, podczas lektury komentarzy…
I nie chodzi mi oczywiście o to – by każdy był pozytywny, by nikt ze mną nie polemizował, by wszyscy grzecznie się ze mną zgadzali i potakiwali.
Nie, nie w tym rzecz.
Chodzi o to – by dyskutować rzeczowo, bez wycieczek osobistych, lekceważenia i pogardy, bez drwiny i jadu. A komentarze podłe, chamskie, kompletnie nie w temacie – będę po prostu bez zbędnych tłumaczeń wywalać w kosmos.

Ostatnio takimi wydarzeniami, które wywołują niekończące się polemiki, obrzucanie się inwektywami i złośliwościami – a niewiele sensownej argumentacji, są strajki nauczycieli i z ostatniej chwili – pożar Katedry Notre Dame w Paryżu. Nie odniosę się do tych spraw bezpośrednio, chciałabym jedynie zwrócić uwagę na to, że obie sprawy są ze sobą w pewien szczególny sposób powiązane.
Kiedy bowiem czytam wypowiedzi w necie pod artykułami tyczącymi obu wydarzeń, ich ton i ich poziom – widzę wyraźnie, jak bardzo głębokiej reformy potrzebuje polska szkoła.
Ponieważ od tego, jacy nauczyciele nas uczą, w jaki sposób to robią, jakie mają w tym zakresie możliwości – zależy przyszłość naszych dzieci i wnuków, zależy, jakimi będą oni ludźmi. Na nas samych już to nie wpłynie znacząco – ale cała nadzieja w następnych pokoleniach.
Cała nadzieja w ich nauczycielach.
I kiedy czytam te pogardliwe, lekceważące, pełne buty i okrucieństwa wypowiedzi na temat pożaru katedry to myślę o tej nadziei. Ale żeby dać nauczycielom tę szansę – konieczne są zmiany systemowe. Całościowe.

Gdy czytam w necie, że wielkie mi halo, spłonął jakiś tam kościół, wielkie mi mecyje… jeśli piszący te słowa nie ma pojęcia, czym jest dziedzictwo kulturowe, czym są skarby, przechowywane pieczołowicie przez setki lat, ile znaczą dla naszej cywilizacji, naszego człowieczeństwa wręcz….. jeśli wypowiadający te opinie nie wiedzą i nie czują, że takie budowle i przedmioty tworzą naszą historię, nas samych i bez nich jesteśmy ubożsi nie tylko materialnie, także i duchowo, mentalnie… gdy dorośli ludzie z fakultetami, a jakże, wytykają ci, że nad katedrą to płaczesz, a gdzie byłeś, kiedy (tu wpisać dowolne tragiczne wydarzenie, dramat o odpowiedniej skali) pouczają Cię, która tragedia jest straszniejsza i ważniejsza i kiedy powinieneś płakać a kiedy nie… wtedy myślę o szkole, o wychowawcach i nauczycielach. I o tej nadziei. Bo to nauczyciele, prócz tych wszystkich sinusów, cosinusów i rozkładu „Lalki” na czynniki pierwsze, to przecież oni pokazują drogę. Przekazują system wartości, zasady moralne. Wspierają rozwój duchowy, uczą – jak być porządnym człowiekiem. System edukacji powinien im to umożliwiać, organizacja nauczania i warunki pracy nauczyciela powinny być dla rządzących najwyższym priorytetem.Czy więc nie potrzebna nam potężna zmiana w tym systemie?
Popieram więc strajk nauczycieli, ponieważ uważam, że powinni mieć możliwość godnej pracy i za ogrom swojej pracy winni być godziwie wynagradzani. Za wiedzę – i tę przedmiotową i tę spoza meritum, którą przekazują uczniom.
Za przykład, jakim są dla uczniów.. Za postawę wobec życia i świata, za system moralny, zasady postępowania – których uczą, nawet jeśli są „tylko” matematykami czy „panami od wuefu”.
Tylko należy im to umożliwić, ułatwić – a nie rzucać kłody pod nogi.
Bo to od nauczycieli zależy, jakie będą nasze wnuki i prawnuki, jaki będzie nasz kraj i świat.
To również od nich zależy, czy będziemy płakać nad tragediami takimi jak pożar Notre Dame – czy pogardliwie wzruszać ramionami, heheszkując z płonącej cierniowej korony czy spuścizny pana V.V.
Płace – to tylko wierzchołek góry lodowej. Zmian potrzebuje cały system edukacji.
Bo z pewnością źle wynagradzany nauczyciel, przepracowany i zniechęcony – nie będzie dobrym przewodnikiem w świecie wiedzy i norm etycznych… nie nauczy rozróżniać spraw ważnych od mniej istotnych ani podejmować świadomych decyzji, dokonywać mądrych życiowych wyborów. Ani tego, że na każdy problem i każdą sprawę warto spojrzeć z szerszej perspektywy, posłuchać, co mówią i myślą inni.

https://www.facebook.com/groups/dziewuchydziewuchom/permalink/766371197095901/

I z tymi rozkminami zostawiam was na resztę Świąt.

I, jeśli mogę prosić – komentujcie na blogu, plis   ❤