Tagi

Czwartek, 22:30.
Drzo skończyła zajęcia, zrobiła zakupy rzutem na taśmę tuż przed zamknięciem osiedlowego Lewka, wysłała Jednemu z Ulubionych Uczniów tematy kilku zadań do zrobienia, z innym umówiła się na zajęcia do matury, ufff. Prysznic, piżamka, uff uff. Co jeszcze jest do zrobienia tego wieczora? W planach – farbowanie łba, bo odrosty już straszą. I dogadanie ostatnich szczegółów z Nową Kochaną Sprzątającą, która następnego dnia, w samo południe, zjawi się na pierwszą dziewiczą walkę z klatkę schodową.
No to dogadywanie najpierw, farba musi poczekać.
I na fejsowym privie dziewczyny ustalają, że sprzęt bojowy wyda i wszelkich instrukcji udzieli Pani Maria z parteru, bo Drzo może jeszcze chrapać o tej porze, w środku nocy znaczy, potem oczywiście zaprasza na kawkę tudzież oglądanie porcelanowych skarbów.
I tu pada pytanie, którego Drzo się nie spodziewała – jaki jest nr na domofonie do Pani Marii.
Pytanie niby banalne, ale nie w kamienicy, gdzie na parterze z 2 połączonych mieszkań powstało jedno i Drzo nie była łaskawa obciążyć sobie pamięci, jak to wpłynęło na numery.
No bo jest mieszkanie na parterze przy drzwiach wahadłowych i przy wejściu na podwórko, kto by tam sobie zawracał głowę numerami, prawda?
Więc Drzo odpowiada rozbrajająco, że niestety, nie wie.
Ok – to jakie jest nazwisko na tym domofonie?
I to pytanie również nie należy do łatwych, ponieważ Drzo nie ma pojęcia, czy figuruje tam nazwisko głównej właścicielki, czy jej Mamy, rzeczonej Pani Marii, czy wnuka Pani Marii, a syna głównej właścicielki. Przecież do własnego domu nie dzwonisz domofonem, nawet na niego nie patrzysz, otwierasz bramę i już.
Drzo informuje więc Nową Cudowną Sprzątającą, że zejdzie na dół i looknie na ten domofon i po sprawie.
Tu następuję heheszki w temacie – co robi Drzo po nocy? Sprawdza numery na domofonach  😀
Drzo łapie więc okulary (coby odczytać co trzeba) komórkę (żeby w razie czego sobie poświecić) i przekracza próg mieszkania.
Zamyka drzwi, robi krok i…
Okurwa.
Zapomniała kluczy.
A zamek jest zatrzaskowy, z zewnątrz to tylko kluczem.
No i stoi na klatce schodowej w szlafroku, z komórką i okularami, zajebiście.
I się zaczyna   😀
Stuka do sąsiada, eksmęża, ten przecież od zawsze ma klucze do niegdyś wspólnego mieszkania, teraz przydaje się to w podobnych sytuacjach.
Za drzwiami cisza, więc łap za komórkę. Eks jest teraz u swojej kobiety, ale co tam.
No ale tu także dupa, Eks twierdzi, że nie ma tych kluczy (jak nie ma, jak ma!!!) że chyba dał synowi, a w ogóle, jeśli nawet ma, to nie wie, gdzie je położył.
Drzo wie, że w tej odmowie nie ma żadnej złośliwości, on po prostu NAPRAWDĘ nie pamięta, gdzie co ma (w takim bałaganie to nie trudne, ok, ok, nic nie mówiłam :P).
Ale Eks mięknie pod wpływem rozpaczliwych argumentów, dobra, wraca do domu i będzie szukał.
Następna część opowieści rozgrywa się w mieszkaniu Zaprzyjaźnionych Sąsiadów, zaprosili Drzo, coby się nie pętała jak sierota po klatce schodowej (niech im lecą z nieba same najlepszości za ich dobre serce 🙂

22:37
Drzo próbuje dodzwonić się do syna – nic, potem do jego żony, zero odzewu, pewnie śpią, albo coś 😉 I do Nowej Kochanej Sprzątającej, żeby przekazać, że info zaraz dostanie, ale po zakończeniu akcji z kluczami – tu też nie ma odpowiedzi.

22:41
Kochani Sąsiedzi znajdują numer w necie do Kluczowego Pogotowia.

22:45
Drzo telefonuje, centralę mają w Warszawie, ja pierdolę, cała Polska będzie wiedziała, że się zatrzasnęłam, myśli Drzo i podaje info, że chodzi o Kraków. Jaki typ zamka, mały Yale, koszt 147 zeta, plus ewent. dodatki, czy ma dokumenty, nie nie ma, jest w szlafroku, kapciach u sąsiadki, czy sąsiadka potwierdzi że jest właścicielką mieszkania, tak potwierdzi, ok, pan będzie za pół godziny, zadzwoni na podany numer.
Drzo się rozłącza, płacząc w myślach nad kasą, za którą jakiś dzbanek czy coś…. wtedy dzwoni jej komórka.
To Grześ, jej syn, jego telefon ładował się w przedpokoju a żona się kąpała, dlatego dopiero teraz.
W krótkich, żołnierskich słowach Drzo wyjaśnia, co się stało. Szlafrok, kapcie, klatka schodowa, klucze w mieszkaniu. Czy tata dał ci klucze?
Nie, nie dawał, ale przeca mam swoje, już szukam, wyjaśnia spokojnie Grześ.
Drzo jest tak zdenerwowana, że nie rozumie, jakie swoje, zapomina, że jej Ukochany Syn mieszkał razem z nią 30 lat, w tym mieszkaniu, teraz zatrzaśniętym. Parę lat temu wyprowadził się jakieś 2 przystanki dalej, ale klucze do rodzinnego domu zachował.
Matko jedyna, on chce otworzyć MOJE MIESZKANIE kluczami do SWOJEGO MIESZKANIA? myśli totalnie zdezorientowana Drzo, ale nie ma czasu na dłuższe dywagacje, bo Ukochany Syn melduje, że znalazł klucze.
– Moje klucze?
– Nie, MOJE klucze, odpowiada ze stoickim spokojem Grześ. (kiedyś go zamorduję, ekhem, nic, nic…)
Drzo prawie płacze, ale słyszy wyraźne: mamo, luzik, już jadę, zaraz będę.

22:53
Drzo łapie za telefon, trza dzwonić do stolicy odkręcić tego fachowca. Cała zwija się w przeprosinach i tłumaczeniach, ale pani w dyspozytorni chyba przywykła do podobnych sytuacji, tak, odwołane, na bank.

23:12
Jeszcze nie zdąży się nacieszyć, że jest do przodu o te 147 plus dodatki, gdy Najlepszy z Synów melduje się z kluczami.
SWOIMI kluczami, jakby kto pytał 😛
Dzwoni domofonem, bo od czasu jego wyprowadzki zamek w bramie był wymieniany – ale do mieszkania nie, ufff ufff.
Wchodzi, klucz pasuje, otwiera, ufffffff. Przy okazji z bardzo Grzesiowym uśmieszkiem przypomina „mamo, ja tu mieszkałem, pamiętasz? więc stąd mam klucze.” Wesołek.
Już w powrotnej drodze, w bramie, spotyka wracającego do domu Tatę, czyli Drzoannowego Eksa i następuje kontynuacja pasjonującej rozmowy w temacie kluczy (kto ma czyje, kto komu dawał i kiedy)

23:30
Drzo dziękuje obu panom za poświęcenie, burczy na Eksa, żeby zrobił porządek przynajmniej z kluczami, resztę bałaganu niech sobie hoduje, jak lubi.
I postanawia udać się zaraz następnego dnia do ślusarza, żeby dorobił dodatkową wiązkę kluczy.
Żeby sobie spokojnie leżała u zaprzyjaźnionych Sąsiadów, w razie wu, jak to mówią.
Zaraz, zaraz, Drzo od myślenia aż się spociła, przeca w tym domu jest jeszcze jedna para kluczy, z czasów, kiedy mieszkał tu Lukier (była żona Drzo, ale wciaż się kochają).
Lukier przeprowadził się do innego województwa, a klucze zostały.
Drzo, w odróżnieniu od Eksa doskonale wie, gdzie szukać kluczy, po to nakupowała tyle tych mebelków shabby chic, żeby było miejsce na wszystko.
Od razu kieruje się do fioletowego nakastliczka, sięga do szufladki – i wyciąga, co trza.
OK, to te z breloczkiem Koziorożca, ale czy na pewno pasują? Od Lukrowego pomieszkiwania na Orawskiej minęło paręnaście lat, Drzo parę razy zdarzyło się zatrzasnąć i czy przy tej okazji nie był wymieniany zamek aby nigdy?
Drzo postanawia to sprawdzić, robi krok w kierunku przedpokoju, zatrzymuje się, kręci głową i odkłada klucze z Koziorożcem.
Oczami wyobraźni zobaczyła bowiem, jak klucz wydawałobysięidealniepasujący zostaje w zamku i trzeba znowu dzwonić po Kluczowego Fachowca.
Nie, drugiego wezwania pod ten sam adres w sprawie Kluczowego Ratunku stolyca mogłaby nie znieść.
Drzo także.
Odkłada więc sprawę do jutra.
Farbowanie włosów chyba także.
Przy jej dzisiejszym szczęściu pewnie pryśnie sobie farbą do oka albo przywali ją spadający bojler.
Ograniczy się więc do wysłania info Przekochanej Sprzątającej, pod jaki nr ma dzwonić i jakie nazwisko figuruje na domofonie.
No i co tak naprawdę robiła w nocy 😀