Tagi

I wszystko jasne   🙂

„Lords Of The Boards” Guano Apes czyli erupcja wulkanu, wybuch bomby, czysta energia i huragan.
Utwór, który od zawsze powoduje, że rodzi się we mnie dziki wrzask i czuję, jak ogarnia mnie szaleństwo.
I naprawdę nie wiem, skąd się to bierze – czy to zasługa melodii, czy rytmu, czy jednego i drugiego, czy może chodzi o jeszcze coś, czego nie potrafię nazwać, ale mam wrażenie, że ta nienazwana, niewidzialna ręka podkręca we mnie jakiś potencjometr na full.
Nie mogę opanować żywiołów, które atakują moją duszą i ciało, więc się im poddają i krzyczę, tańczę, skaczę!
Czuję, że jeśli odbiję się od podłogi wystarczająco mocno – to pofrunę. Nie udaje się – więc próbuję jeszcze raz, i jeszcze.

I tak dzieje się ze mną zawsze, za każdym razem, od pierwszego dźwięku, który rozpoznaję w ułamku sekundy i w tym samym ułamku sekundy czuję w sobie to niesamowite, dzikie, ogłuszające AAAAAAaaaa!!!!!! 🙂
Doskonale pamiętam gdzie i w jakich okolicznościach usłyszałam ten kawałek po raz pierwszy – było to jakieś 15 lat temu w Pubie Popularny na Grodzkiej, w nieodżałowanej pamięci Popku, cudownej, magicznej, zatęchłej norze, przesiąkniętej oparami piwa i innych piwnicznych zapachów, których pochodzenia nie będę tu dociekać. Niektórzy twierdzili – że to po prostu kocie szczyny, ja tam się nie znam.

Już na wejściu atakowała Cię się gęsta jak wata na choince mgła papierosowego dymu, którym po chwili przesiąkałeś aż po najmniejszą komórkę ciała i nosiłeś w sobie jeszcze parę dni, mimo wielokrotnego prysznica i zmiany ciuchów.
W Popku, najlepszej metalowej imprezowni wszech czasów, gdzie często witał Cię ten sam zestaw osobowy mebli barowych, gdzie za każdym razem czułeś się, jakbyś wracał do domu. W Popku, w którym znaliśmy na pamięć każdą wnękę i zakamarek wśród niezliczonych zakamarków i wnęk i gdzie każdy miał upatrzone hipotetyczny kącik, gdzie mógłby zalec, zwinąć się w kłębek i przekimać do rana 🙂

Dla niektórych niekoniecznie hipotetyczny 🙂

Gdzie Olaf R. nauczył mnie pić piwo jasne pół na pół z porterem, czyli tzw řezané i wciąż powtarzał, jak bardzo przypominam mu Björk.
Gdzie poznałam Monikę i do dziś kontynuuję tę niezwykłą znajomość   ❤

Gdzie tańce odbywały się spontanicznie, także między stolikami.

Gdzie wspomnianemu wyżej Olafowi zdarzało się tańczyć topless na kiwającym się stoliku wielkości Pizzy Max – ach, jak bosko fruwały wtedy jego warkoczyki, siekąc wokoło powietrze nawałnicą koloru blond.
Gdzie spędziłam pół nocy z Tilo i Anne z Lacrimosy – także dzięki Olafowi

https://drzoanna.wordpress.com/2013/11/03/to-wciaz-ja-drzo-blog-nr-2/

I to tam, właśnie tam, usłyszałam „Lords Of The Boards” po raz pierwszy i razem z Olafem i całą resztą ogarniętych muzyczną gorączką metali kręciłam te swoje pierwsze headbangingi.

Bo za każdym razem, gdy pierwsze dźwięki utworu zaczęły dobiegać od strony baru –  ta muzyczna gorączka porywała każdego, wyrywała od stolika, i rzucała w sam środek młynu.

Kiedyś jednego takiego porwało tak mocno, że ogarnięty muzycznym szałem jebnął kuflem w kamienną ścianę, szkło prysnęło wokół jak fontanna, a ze my z koleżanką Ewą znalazłyśmy się w polu rażenia – to oberwałyśmy najmocniej. Były przeprosiny, fachowa pierwsza pomoc z plastrami i przemywaniem ran i zadrapań oraz darmowe piwo od baru, co ucieszyło nas najmocniej   😀
Ale tak szczerze – to się koledze wcale nie dziwię, czuję taki sam szał, zawsze, tylko kufla mi żal   😀
Najzabawniejsze jest to, że tekst utworu doczytałam dopiero parę dni temu, kiedy zaczęłam o nim pisać. Wcześniej nic mnie do tego nie zachęcało, no bo co może być interesującego w tekście piosenki o sporcie zimowym, myślałam   😀

https://www.tekstowo.pl/piosenka,guano_apes,lords_of_the_boards.html

I jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że czytać go faktycznie nie musiałam, ponieważ odebrałam przekaz w stu procentach nie znając, nie rozumiejąc słów.
Żeby poczuć całą tę szaloną moc, dziki power – nie potrzebuję tekstu, nie potrzebuję słów.
Mam ponad 60 lat, nigdy nie jeździłam na desce, ale słucham „Lords Of The Boards” i czuję – że mogę wszystko.
Mogę latać tak wysoko, mogę spaść tak głęboko.
Jestem królową, władczynią, księżną snowbordu, damą wszystkich desek świata i całej reszty.
I lecę jak anioł w stronę słońca
Moje stopy się palą, a ja przenoszę się w inny świat.

PS.
Co do tego „wypadku z kuflem” to zdania są podzielone, jest także opinia mocno naukowa, że, cytuję „kufel poleciał nie w ścianę tylko w wentylator
dlatego właśnie szkło mogło dokonać takich obrażeń
wszystko polega na odpowiednim podkręceniu kufla w końcowym momencie rzutu
gdy szkło styka sie ze ścianą odpryski zależą od konta uderzenia w płaszczyznę
w przypadku zderzenia z wentylatorem rozbryzg (high velocity splatter) jest bardziej efektowny (efektywny) bo szkło uderzone z kontrsiłą,i na sporej wysokości, nabiera swego pędu i tnie ciało pozostawiając piękne, aczkolwiek brzydko sie gojące, rany
” (pisownia oryginalna) 😛