Tagi

Niby jakieś ferie były, prawda? ale jakoś nie zauważyłam przypływu wolnego czasu, ech… stąd moje zaległości w pokazywaniu wam moich nowych nabytków.
Śpieszę więc to naprawić  🙂
Oto więc dzbanek, może bardziej imbryk, który ze względu na zdobienie nazwałam „meandrowym”   🙂
Przyznam, że w porównaniu z innymi moimi zdobyczami, szczególnie tymi niedawnymi, prezentuje się dość skromnie, ale bardzo zyskuje przy „bliższym poznaniu”   🙂

Raz – piękna, proporcjonalna forma.

 

Dwa – rzadko spotykany geometryczny dekor, który w połączeniu z ciemnym, niemal miedzianym złoceniem nabiera jakiegoś takiego greckiego charakteru.

 

 

(Nie każcie mi tego tłumaczyć, bo nie potrafię, tak to odbieram i już   😛 )
Trzy – przepiękne ucho z „wystajączkami” i bogatą pozłotą 🙂

 

 

Podobnie obfite złocenie na długim, kształtnym wylewie.

W ogóle – jak się dobrze przyjrzeć, to powleczono grubą warstwą złota każdy brzeg, każdy rant, także trzymadełko dekielka… sami zobaczcie, jak się to wszystko cudownie komponuje….

 

 

Stan – niemal idealny, jedynie w miejscu, gdzie łańcuszek ocierał o pokrywkę miejscowe przetarcie meandrowej dekoracji.

 

A co do sygnatury… widzę coś jakby IO albo OI, bo nie wiem, gdzie góra gdzie dół, ale i tak nic mi to nie mówi…..

 

 

Jak widać też – niełatwo zrobić zdjęcia, ta świecąca żółć mocno odbija światło, nawet bez flesza.

 

 

Nie mogę też pominąć milczeniem samej transakcji. Szczególnie na tle tej ostatniej, gdzie, mówiąc delikatnie, sprzedający się nie popisał, a cała sprawa trąciła nierzetelnością, żeby nie powiedzieć „naciąganiem naiwnego klienta” .

Pan Tomasz natomiast wszystko super zorganizował: przywiózł mi czajnik aż spod samiuśkich Tater, dostarczył mi bezpiecznie i elegancko zapakowany do sklepu Antyki z Pasją, skąd mogłam go sobie odebrać w dogodnej chwili.

Dziękuję !!!!!!

 PS.

I sory za te foty w naturalnym dzbankowym środowisku – czyli na biurku, przy klawiaturze, obok monitora. Na wypasioną romantyczną sesję zdjęciową po prostu nie mam czasu. Doba powinna trwać 30 godzin, ale to już pisałam kiedyś, prawda? 🙂 Taka 24-godzinna jest kompletnie do dupy.