Tagi

Czy ktoś zna jakiegoś świętego od Poczty Polskiej? No bo Antoni jest od rzeczy zagubionych, ale jak Poczta dokonała cudu to komu mam świeczkę zapalić?
A zrobić to muszę, kolejny już raz.
Bo gdyby przesyłkę zgubiła to byłoby zdarzenie niewymagające interwencji sił nadprzyrodzonych. To, czego dokonała dzisiaj, wyczerpuje znamiona cudu w 100%.
Pamiętacie mojego Ohmiaka za 13,50 którego sprzedająca tak zapakowała, że nie miał prawa dotrzeć w całości – a dotarł?

https://drzoanna.wordpress.com/2018/02/24/ohmiak-za-1350/

No to teraz historia się powtórzyła.
Zakupiłam na allegro półmetrowy półmisek. Naprawdę, 43 długości i prawie 30 szerokości, olbrzym.

 

 

V&B z decorem Fausta, w sam raz do serwisiku:

 

 

Pani sprzedająca z dużym stażem na allegro, sporo wystawiała porcelany, same pozytywne komentarze, mailowała ze mną przytomnie i sensownie, zatem nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby ją jakoś napominać co do odpowiedniego zabezpieczenia przesyłki. A talerze i patery, czyli generalnie duże a płaskie przedmioty są szczególnie narażone na uszkodzenia.
Obowiązuje więc zasada – zawsze pakujemy w pudełko znacznie szersze i wyższe, niż przedmiot i obowiązkowo z wszystkich stron zabezpieczany a to kulkami papieru, a to styropianowym grysem, szczelnie.
Prawie więc zasłabłam, kiedy miły ukraiński listonosz wręczył mi płaską jak pudełko po pizzy paczuchę.
Zwyczajowo nie ogarniał zapisu na kwitku, stał i mękolił „juś juś, tu stoi sziestnadcat, kakije sziestnadcat, eta waga ili ciena ili adries nie panimaju” a ja powoli osuwałam się na podłogę, niczym liść.
I nawet napiwku nie dałam z tej rozpaczy, no bo kurna przejebane i tyle. Idąc do kuchni poruszałam kilka razy pudełkiem w te i wewte – zawartość milusio i luźno zaszeleściła, w te i wewte.
Nic nie zadźwięczało, fakt, ale latało i stukało wewnątrz bez przeszkód.
Do końca zajęć siedziałam jak na szpilkach.
Po wyjściu ostatniego ucznia przygotowałam sobie krople na serce i wzięłam się do odpakowywania.
Po zdjęciu foliowego, pocztowego opakowania moim oczom ukazało się pudełko o wysokości poniżej 10 cm.
Nawet nie z tektury, a z miękkiego, pojedynczego papieru, w jaki pakują ciastka czy coś. Papier swobodnie uginał się pod moim palcem, zresztą od góry posiadał sporo wgnieceń.
Zażyłam pierwszą porcję kropli i uniosłam nakrywkę.
Wewnątrz smętnie się przetoczyły samotne 4 kulki papieru, do szczelności brakowało na oko 40.
Zażyłam drugą porcję kropli, odczekałam chwilę i rozwinęłam kilka warstw bibułki, którą „zabezpieczono” półmisek.
Wyjmowałam go ostrożnie, dwiema łapami, cały czas przygotowana na to, że część zostanie w pudełku, albo że rozleci mi się w dłoniach.
Jednak nic podobnego nie nastąpiło.
Z oczami jak pięciozłotówki oglądałam każdy centymetr dekoru, reliefów, od góry i od spodu – nosz kurna, półmisek był cały.

Krakelura i te sprawy, wiadomka – ale żadnych rys, pęknięć, ubytków.

Nic.
Gapiłam się na ten cud także podczas rytualnego mycia.
Półmisek był i wciąż jest cały.
No magia, panie, magia 😀

 

 

 

Fota na szybko, żadna tam artystyczna, bo Dżeku popędzał 😛

PS.
Święty Ekspedycie od rzeczy niemożliwych, dzięki za pomoc, już lete z psalmami pochwalnymi, świeczką i czego tylko zażądasz ❤ Wy,
Św. Judo Tadeuszu oraz Święta Rito – jesteście super!!!!
Hermesie – ty podobno także nie próżnowałeś   😀
Archaniele Gabrielu  ❤

A na Ciebie, kochany listonoszu, uściski, przytulasy i jakiś drobny piniondz czeka ❤