Tagi

Każdy, kto śledzi muzyczne wpisy na moim blogu z łatwością zauważy, że ostatnio nie przybywa ich tak wiele, jak kiedyś.
Cóż, trzeba przyznać, że moja nowa miłość – porcelana, rozpanoszyła się trochę na tym swoim najwyższym miejscu na podium moich zainteresowań i zepchnęła w cień pozostałe.
Przyznam, że kiedy się ostatnio nad tym zastanawiałam, to przyszło mi na myśl coś na kształt konstatacji: „może w jakimś stopniu muzycznie się wypaliłam? mniej muzycznych zachwytów, mniej czasu na słuchanie i na koncerty, mniej chęci na pisanie o tych zachwytach i koncertach, no i może inni zrobią to lepiej…”
Troszkę się zasmuciłam, westchnęłam nad zmiennością ludzi oraz świata i wróciłam do pisania felietonu na temat mojej kolejnej zdobyczy porcelanowej.
I pewnie byście właśnie teraz o tej zdobyczy czytali – gdyby nie pewne zaproszenie do znajomych.
Obco brzmiące personalia zapraszających oznaczają dla mnie zazwyczaj kolejnego emerytowanego, amerykańskiego weterana, przerabiałam już ich niemal tylu, co Kasia Kant i wiem doskonale, że w którymś ze wzruszająco romantycznych maili pojawiła by się prośba o przelew na bagatelną kwotę paruset czy tysiąca dolców, dlatego po zerknięciu w profil i chwili heheszkowania od razu wywalam je w kosmos. Tym razem jednak spotkała mnie niespodzianka, i im dłużej przyglądałam się profilowemu info tym bardziej byłam pewna, że zaproszenie należy do gatunku tych najsuper 🙂
Zaprosił mnie bowiem Richard Inazulina, Staff Assistant w: staff de INAZULINA.
Czyli – gość od biletów, płyt CD i merchu wraz z informacjami o zbliżających się terminach koncertów czy wydawnictw.
A Inazulina to nazwa kapeli.

https://www.facebook.com/inazulina.gothic.metal.rock.argentina/

Chwilę po mojej akceptacji dostałam zapro do lajknięcia fp.

Zdarzało mi się już dostawać takie zaproszenia ni z gruchy ni z pietruchy, od kapel czy osób z nimi związanych gdzieś z końca świata, nigdy nie dowiedziałam się, łaj mi   😀
Tą razą to pewnie dlatego, że na profilowym dzierżę kielonek z urodzinowym Żytkiem, hłe hłe   😛
Albo dlatego, że ogólnie jestem zajebista, co widać, słychać i czuć 😉
Do takich wyróżnień już więc przywykłam i moja dzika radość wzięła się skądinąd.
Bo prawdziwie była to dzika radość, mój banan na pyszczku sięgał daleko za uszy 😛

To, jaki gatunek muzyki prezentuje kapela –  widać było jak na dłoni.

 

Zestaw kolorów, maski, makijaż, cylindry, ciemne okulary, na pierwszym planie pręży się czarnowłosa kobitka w lateksie i łańcuszkach, logo z tajemniczymi znakami i jeszcze ten gwiezdny pył….
Oboziujaniemoge   😀
Goty jak nic, ale goty bez zadęcia i śmiertelnej powagi, a raczej z pomponikami i brokatem, omatko, nie mogę przestać się śmiać   😛
Polubiłam więc kapelę, której nazwa od pierwszego wejrzenia skojarzyła mi się z nazwą antybiotyku – jeszcze zanim posłuchałam pierwszego kawałka   🙂
Moje uczucie spotęgował fakt, że pochodzą z Argentyny, osoby pochodzące z tamtej części świata wyglądają w makijazu „na pandę” i w gotyckiej stylówie podwójnie pociesznie   ❤
No i oczywiście już szalałam z radości myśląc o upojnych godzinach z translatorem, bowiem fp kapeli w całości napisano po hiszpańsku.
Looknijcie na skład, cytat z fp:

Gatunek
GOTHIC METAL ROCK
Członkowie zespołu
Anílorac – Voz y guitarra –

Buda – Batería –

Duszá – Guitarra –

Sotchmo – Bajo –

Black Tear -Teclados

Odnalazłam tez stronkę    http://inazulina.com/    i zaczęłam słuchać…

INAZULINA – No Cure – Video Oficial    https://www.youtube.com/watch?time_continue=1&v=o7yf3rHEFqs

Myself Victim – Video Oficial    https://www.youtube.com/watch?v=2R7yBi-HnXk&index=2&list=RDEMJ4n1E6vk3n8ngolAYpLU1A

VAMPIRE CHILD -VIDEO CLIP OFICIAL – 10/2017,     https://www.youtube.com/watch?time_continue=2&v=4SMMfzLX4J0

No i powiem wam, że mnie lekko zatkało.
Bo stylówa stylówą, makijaże, lateks i pomponiki także – ależ jaki niesamowicie dziwny ma wokal ta Anilorac!!!! Zastanawiałam się nawet, czy nie jest elektronicznie podrasowany, bo skrzypi i chrypi, drży i wibruje… nawet momentami popada w scream.
Skojarzenia?
Ależ prosz, tylko się nie śmiejcie 🙂
Steve Harley z Cocney Rebel… nawet Sopor Aeternus, no dobra tu trochę przesadziłam    😀
I chyba faktycznie w niektorych utworach coś podkręcono w wokalu, ponieważ nie słyszę tego efektu w innych nagraniach.

Secret Wish – INAZULINA – FUERTE DRACONICA 2012 https://www.youtube.com/watch?v=fIeR1mqhav8

Live:

INAZULINA Cosquin 2014 – Completo – 2.03.2014 – Santa Maria Punilla – Cordoba

Ok, o tym 18minutowym występie na żywo mogłabym napisać, że bezlitośnie obnażył wszystkie niedoskonałości wokalne Anilorac… że w śpiew to ona nie bardzo, że skrzeczy i meczy jak koza i że tonację utworów wybrano za nisko jak na jej możliwości, bo w tych rejestrach po prostu nie daje rady.
Ale czy można traktować tak sieriozna kapelę, której najbardziej mroczny clip „Vampire child” ozdobiono grzybkami z kolorowej, metalowej folii, kukiełki a’la laleczki barbie w gotycko-wampirzej stylówie wstają z malutkich trumienek, a całość otwiera zapamiętale cosik przeżuwający chomik w kapelutku  😛
Więc jeśli liczycie na to, że będę się nad tym wokalem pastwić, że wyśmieję te kiczowate clipy w fiolecie i różu, to się zawiedziecie.
Całokształt oceniam zdecydowanie na plus.
Przede wszystkim dlatego, że podobają mi się melodie i rozbudowany, daleki od ascezy aranż, te pierwsze może nie zawsze jakieś super wyszukane i może ilość utworów na płytach należałoby nieco zmniejszyć na korzyść jakości – ale i tak. Aranżacje, elektronika, wszelkie efekty itp są natomiast dopracowane do ostatniego szczegółu, wręcz dopieszczone. Coś więc jest w klimacie, który tworzy Inazulina swoją muzyką, coś takiego – że wierzę im, mimo tandety i kiczu clipów.
Przemawiają do mnie muzyczne historie, które opowiadają ze sceny… może, kiedy nie chcesz się chichrać, a raczej wsłuchać i wzruszyć, to po prostu zapuść sobie Inazulinę ze Spotify?
Ja, nad czym średnio ubolewam, przegrałam walkę z tym serwisem, jak już udało mi się samodzielnie ściągnąć co trza i poinstalować, to i tak okazało się, że działać mi nie chce, bo stary komp, stary Firefox, wszystko antyczne   😉 Ale od czego są nie całkiem legalni muzyczni pomocnicy zza wschodniej granicy, iykwim   😛
Tak więc wsłuchuję się w dźwięki albumów, gdzie wokal Anilorac brzmi przecudnie i intrygująco, w Indestructible Sixstar — 2008, Fuerte Dracónica – 2012, Glow in Dark – 2016.
Przysięgam – studyjnie jest powalająca   ❤
I im dłużej słucham tych 3 płyt, kawałek po kawałku, album po albumie, tym trudniej mi się od nich oderwać.
Nie przeszkadza mi hiszpańsko brzmiący angielski… zresztą hiszpański w utworach wykonywanych w tym języku dodaje im zupełnie nowych barw i intrygujących odcieni.

Jaram się frapującą, wręcz hipnotyzującą muzyczno-słowną opowieścią, zmianami tempa i metrum (np w "I Can Love You” z Indestructible Sixstar) i łapiącymi za serce harmoniami, płaczącymi gitarami, prześlicznymi solówkami („It’s Enough” z Glow in Dark) . Podniosłym klimatem i wokalnym „echem” w „Just Survive” z Fuerte Dracónica. A kolejny utwór („Golden Crystal Faith”) z tego samego albumu kocham za całokształt – a przede wszystkim za chwilami orientalną instrumentację, za posępną, pełną goryczy i zwątpienia atmosferę. „Secret Wish” to już w ogóle –  z tym powolnym, dostojnym rytmem jest jak pompatyczna pieśń, cmentarny hymn. I jeszcze te mniamniuśne solóweczki mmmmm.
A „Alone” to ja już naprawdę.
I jeszcze te klawisze w „Alexiseyes”. I solówki.

I wiecie co?
Zabijcie mnie, ale i tak to napiszę: są chwile, kiedy scream Anilorac przypomina mi ten Tilowy, a aranż i solówki gitar przywodzą mi na myśl wczesną Lacrimosę.
To Wy sobie do mnie strzelajcie, a ja odpływam 🙂

PS.
Natomiast, gdyby nadarzyła się okazja, to zapytałabym członków kapeli, skąd, do kurwy nędzy ten pomysł na fiolet, róż, cekiny, brokat i pomponiki… ja rozumiem, że gotyckie stylizacje, typu pogrążone we mgle cmentarne figury aniołów naprawdę mogły się już przejeść, ale zamienić kruka na świnkę morską w cylindrze to jednak dosyć kontrowersyjne posunięcie   😉
I wypytałabym Anilorac o to skrzypliwe vibrato, czy włącza je w sposób naturalny, kiedy chce – czy potrzebuje jakichś elektronicznych wspomagaczy.
I na koniec zapewniłabym, że te 3 albumy Inazuliny to dla mnie w sam raz na jesienne smuteczki, idealne na jesień i chyba nie tylko.
Jak dla mnie – odkrycie roku 🙂
Polecam i Wam, najszczerzej i najgoręcej, tylko nie traćcie nadziei i przebijcie się przez tę fasadę wizualnych błyskotek.