Tagi

Jeśli sądzicie, że nie można wirtualnie zaprzyjaźnić się z kotem – to jesteście w błędzie i to poważnym.
Ja nie tylko posiadam przedstawiciela tego gatunku w znajomych na fb, ale prowadzę z nim uroczą, a często pouczającą dysputę o sztuce i życiu, mało tego, dostaję od niego prezenty.
Oczywiście – to nie zawsze tak działa.
Kotka do zaprzyjaźnienia się należy wybrać bardzo starannie, a najlepiej, dla niepoznaki, omotać też jego właściciela.
Takie dwa w jednym to niezawodny sposób, daję słowo, spróbujcie sami  🙂
Mój starannie wybrany kotecek o wdzięcznym imieniu Ludwik, należy dodatkowo do zwierzaków niezwykle słownych, co jest rzadką cechą, także u ludzi. Jeśli coś obieca, ale wydawałoby się – rzuci ot tak, od niechcenia, podczas rozmowy, to masz to jak w banku. Zapamięta i z obietnicy się wywiąże, choćby się waliło i paliło.
W sytuacji, o której chcę opowiedzieć, pożaru co prawda nie było – ale prawie, bo zdarzyła się inna katastrofa.
Otóż kotecek wiele tygodni temu przyrzekł wysłać mi prezent, prześliczną filiżanusię do mokki, Wałbrzyskiego Karolka, więc sami rozumiecie.
Filiżanusia pokonała długą drogę przez lasy i góry, morza i oceany – aby wreszcie znaleźć się w naszym pięknym kraju, w domu kotecka Ludwiczka.
I przystąpił on ochoczo do pakowania, pamiętając o rokokowej kobaltowej taśmie i o tym, że kocham różowy… i chyba z tej radości, zupełnie niechcący, wypuścił porcelanowe maleństwo z kosmatych łapek.
Tu krzyk rozpaczy, miauk bólu – bo filiżanusi utłukło się uszko i rozpadło na milion kawałków.
Ludwiczek zaprzągł swojego właściciela do pomocy i niemal do świtu czołgali się pod meblami, zbierając porcelanowy okruszek po okruszku.
O wszystkim opowiedział mi, zalewając się łzami i mocząc swoje błyszczące, czarne futerko.
Jeśli jednak myślicie, że załamał się z powodu tego nieszczęścia – to znowu się mylicie.
Ludwiczek zakasał futerko na łapkach i wziął się do roboty, postanowił bowiem przysłać mi paczkę mimo wszystko.
Mało tego, do paczki dołożył skarb, wartością przewyższający znacznie CeTeka, po prostu bezcenne dzieło sztuki – wykonane własnoręcznie, czy raczej własnołapkowo.
Piszę o tym zdając sobie sprawę z faktu, że nagłośnienie sprawy w mediach, którego właśnie się dopuszczam, skutkować będzie musiało dodatkową Gerdą w drzwiach, a najlepiej zatrudnieniem kilku osiłków z Justus czy coś. Bo porcelana porcelaną – ale grafika, wykonana przez Ludwiczka, to klejnot wśród obrazów, rarytas i unikat. Wystarczy pobieżny rzut oka, by zauważyć kunszt i mistrzostwo wykonania oraz niezwykły talent, jakim dysponuje autor.
To genialne dzieło pokażę niżej, zacznijmy jednak od początku.
Kochany kotecek zaopatrzył paczkę w instrukcję, której dokładnie się trzymałam:

zgodnie z zaleceniami – zaczęłam od rozpakowania tego oto, płaskiego pakuneczka:

I  oto Ludwiczkowe dzieło o wstrząsającej urodzie:

Ochłonąwszy nieco po artystycznych emocjach i wrażeniach przystąpiłam do rozpakowywania dalszej części fachowo zabezpieczonego prezentu:

I tu z moich ócz polały się łzy wzruszenia.

Okazało się bowiem, że to, co ukazało się po zdjęciu folii bąbelkowej  – to trumna. Tak, trumna z nieszczęsnym CeTekiem.

Drżącymi dłońmi uniosłam jej wieko…

I zalała mnie kolejna fala wzruszenia i szloch wyrwał się z mej bujnej piersi…

Ostrożnie i z czcią ujęłam filiżanusię w dłonie i uniosłam ku oczom. I wtedy spotkała mnie niespodzianka!!!!

Ludwiczku, skarbie, ta filiżanka nie jest martwa, ona tylko wypoczywa, jak mawiał mistrz Monthy Python   🙂
No sam popatrz:

Na razie nabiera sił, otoczona troskliwą opieką, ale obiecuję zdjęcia, kiedy całkowicie wróci do zdrowia  🙂

A Twoje wiekopomne dzieło, Ludwiczku, zawisło w godnym, mam nadzieję, towarzystwie:

Jeszcze raz ogromne dzięki

jesteś NAJSUPER

pozostaję z wyrazami szacunku i podziwu

wdzięczna

Drzo.