Tagi

, , ,

https://www.facebook.com/events/212093439589883/

Gdyby ktoś mnie zapytał, jak długo słucham metalu, to prychnęłabym mu śmiechem prosto w twarz.
Bo raz – że nie tylko słucham.
Ja żyję metalem, piję go wraz z poranną kawą i wieczornym piwem, metal płynie w moich żyłach, moje serce pulsuje w metalowym rytmie.
No i tak jest od zawsze. I to nie od mojego „zawsze” ale od „zawsze” metalowego, czyli od jego narodzin.
Kiedy jeszcze nikt go nie grał, nikt go nie wymyślił – słuchałam tzw hard rocka, Deep Purple czy Led Zeppelin, zawsze mnie ciągnęło do mocnych brzmień.
Z czasem mój gust muzyczny ewoluował, zahaczył o rock progresywny, zimną falę, na dłużej i mocniej związał się z wszelkimi odmianami gotyku – ale większa część mojego serca pozostaje metalowa i nic tego nie zmieni, nigdy. Ani najazd kosmitów, ani jak przekroczę siedemdziesiątkę, do czego w sumie już nie tak daleko, hłe hłe hłe 😛
I to jest kurewsko zajebiste, że „w środowisku” nikt mi w metrykę nie zagląda i wieku nie komentuje. Tak, jasne, kiedyś usłyszałam, że jestem „najstarszą metalówą w Krakowie” ale to był wyraz szacunku i rispektu, że tańczę do Korna i w ogóle. To było tak słodkie, że do dziś pamiętam kto i gdzie te słowa wypowiedział 🙂
Ale ogólnie nikt nie patrzy na mnie jak na debila, jak na jakąś posraną starą babę, pod sceną jestem jedną z wielu, jestem częścią czegoś większego i pięknego, które właśnie się tu odpierdala.
I ja to kocham.
Uwielbiam, jak się odpierdala tak, jak w sobotę w Cemetery Pubie, kiedy ogień ze sceny rozszerza się na publikę i ja też płonę i jest pięknie.
Nikt, kto choć raz nie wybrał się koncert tego typu, nie zrozumie tego, o czym piszę, nie poczuje tego, co ja czułam, nie zrozumie, dlaczego chodzę na takie koncerty i „po co”.
Bo czasem słyszę takie pytanie, szczególnie od rówieśników i patrzę na ich zdziwione miny, na garniturki, w których chyba nawet kurwa śpią, na takie garniturki mentalne, których nigdy nie zdejmą, nie zerwą z siebie, by rzucić się w młyn, albo, żeby objąwszy się ramionami, w 6 czy 8 osób pomachać synchronicznie włosami. By wyskoczyć na scenę i przybić piątkę z wokalistą, by powrzeszczeć skandując to kultowe „NA- PIER – DALAĆ NA – PIER – DALAĆ”. By wracać potem do domu, umęczonym i upoconym, że aż kapie – ale szczęśliwym po uszy.
I naprawdę nic to, że potem cały plecak mam w piwie i odłamkach szkła, że wizyta w klubowej toalecie wymagała wspięcia się na szczyty heroizmu (albo na czubki palców :p ) – no, sory, jak ktoś robił siku w Popkowym wucecie tego już nic nie ruszy 😛   Po tamtych doświadczeniach oddychanie powietrzem, które w 90% składa się z petowego dymu to mały pikuś.
To wszystko nic, to tylko śmieszkowa przyprawa do głównego dania, na które składają się wszystkie te chwile pod sceną, kiedy muzyka przypływa przeze mnie jak gorący prysznic i kiedy płynę w niej, a ona we mnie. I kiedy czuję każde uderzenie basu, kiedy staję się więźniem rytmu, a mój kark niemal bezwiednie łamie się i podnosi, łamie i podnosi…

F.Y.S.G.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bleghskyrygh

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec uwaga natury, ehkem, artystycznej 😛
Zazwyczaj zdjęcia z koncertów metalowych, a blackmetalowych szczególnie, to zdjęcia czarno-białe, może w związku z oczywistym skojarzeniem z nazwą tego rodzaju muzyki.
Dla mnie to nie działa tak prosto.
Bo ja miałam wrażenie, że biorę udział w jakimś podniosłym rytuale, w tajemniczym misterium (i to nie tylko z powodu fragmentu kolędy, jaki wspólnie odśpiewaliśmy, choć trzeba przyznać, że ten wspólny śpiew, ten chór głosów płynący ze sceny i spod sceny, wypełniający wnętrze pubu – miał wymiar mistyczny).
Miałam wrażenie, że w tym jednym miejscu spotkało się i starło w walce niebo z piekłem, a może raczej sacrum i profanum, nie jestem pewna… ogień tych zmagań, żar i płomienie walki, krew ofiar i majestat zwycięstwa starałam się pokazać na fotach.

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy