Tagi

Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia.
Nie wierzę, żeby można było obdarzyć dojrzałym uczuciem kogoś, kogo dopiero co ujrzało się na oczy.
Nie wierzę, że można zakochać się w kimś, kiedy nic o nim nie wiesz.
Nie wiesz, czy słuchał audycji Tomka B. czy kocha horrory i Stevena Kinga… czy lubi włóczyć się po mieście nocą i jakie ma ulubione knajpy.
Nie masz pojęcia, czy przypadkiem nie prosi barmana o rurkę do piwa, albo niedajboże – sok… czy mógłby codziennie wcinać pomidorową i ruskie… a może ze śpiewem na ustach zrywa się z wyra nawet w soboty i o szóstej rano robi zdrowotną przebieżkę wokół osiedla??… i że sam biega, to pół biedy, ale Ciebie także miałby chęć zabrać ze sobą?
Pomyśl tylko – 6 rano, a ten jednym ruchem – ciach! zasłony czy rolety! A słońce – ciach! Ci po oczach! A on – ciach i RMF na pełny regulator!
I ta Twoja miłość niedoszła krzyczy Ci do ucha „wstawaj, wstawaj, zobacz jakie piękne słoneczko” a Ty w niego poduszką, nie pomaga, sięgasz po nóż…
No i tak rodzą się tragedie.
A wszystko dlatego, że zakochałaś się od pierwszego wejrzenia, nie obadawszy zawczasu, jak z tym sokiem, rurką, pomidorową i słońcem.  Więc tak to wygląda.
Natomiast porcelanowe miłości od pierwszego wejrzenia, prawdziwe, głębokie i dojrzałe zdarzają się na porządku dziennym, w każdym razie – mi się zdarzają  😀
Ostatniej środy także  🙂
Właśnie w środę, nareszcie, udało mi się zdążyć do sklepu, zamykanego o 18 i gdzieś w połowie rundki po trzech, ciasno wypełnionych porcelaną pokojach, zauważyłam JEGO.
Stał na szczycie wysokiej witryny, w otoczeniu innych dzbanków – ale ja widziałam tylko TEN JEDEN.

I nie chciałam już oglądać niczego innego, choć wokół mnie rozpościerało się morze naprawdę zacnej porcelany.
Ja już wiedziałam.

Wiedziałam, że kocham tylko JEGO i musi być MÓJ.

Byłam tak oszołomiona jego urodą i moim uczuciem, że niemal nie zauważyłam, jak przemiła Pani Sprzedająca sama z siebie dała mi prawie 30% zniżki.
Nie musiała, wzięłabym i za pierwotną cenę, przecież chodziło o miłość.
Z moją Nową Miłością, troskliwie owiniętą wieloma warstwami folii i grubego papieru – wędrowałam potem do domu.
Powoli i bocznymi uliczkami, żeby mnie nikt nie potrącił, czy coś.
Niosłam to swoje Porcelanowe Ukochanie ostrożnie i z taką uwagą, jakby to było niemowlę.
Żaden menel nie niesie z meliny półlitrówki bimbru z taką atencją i miłością – jak ja targałam ten dzbanek.
Lekki nie był, najcięższa to ta pokrywka, spójrzcie tylko, jak ją ktoś kiedyś naprawił – szczyty maestrii:

 

 

Odłamane trzymadełko dekielka zastąpiono mosiężnym (?) idealnie pasującym ze względu na kolor i kształt. Druga fotka pokazuje mocowanie od spodu.

Ale to nie w pokrywce się zakochałam, choć w sumie też, ale zadecydowała biedermeierowska przysadzistość (wielka dupa, jak napisałam do kogoś zaraz po zakupie).

 

No i ta malatura.

 

 

Wstydzę się strasznie, ale przytaknęłam Pani Sprzedającej, że to kalka (ten upust, ten upust, rozumiecie…) ale IMO to natrysk wybierany, połączony z ręcznym malowaniem.
Przysięgam, w życie nie widziałam takiego obfitego zdobienia, jest nawet na dekielku. Plus niesamowita kolorystyka w odcieniach szarości. No i ten łabądek.

 

Z sygnowaniem będzie kłopot, bo wyraźna jest tylko ta siódemka, choć na środku dna jest jeszcze coś jakby dodatkowy wycisk:

 

 

Forma, na ile się znam, świadczy o 19 wieku. Kształt odrobinę podobny do tego oto KPM-a:

 

Ale uszko jest nieco bardziej finezyjne:

 

No i spójrzcie na miejsce, gdzie spoczywa pokrywka. W większości dzbanków dekielek wspiera się na takiej jakby galeryjce, której zewnętrzną część często sięga wyżej, obejmując go ze wszystkich stron. W paru moich dzbankach i czajniczkach to łączenie jest na styk, pokrywka nie wystaje poza, ani nie wchodzi do środka.
Tylko w jednym moim dzbanku, tym francuskim, pokrywka wyraźnie wystaje poza okrąg wlewu.
W omawianym skarbie nie tylko wystaje poza, ale jest lekko wywinięta ku dołowi, nachodząc na wylew.
A ten z kolei kończy się gładko, zwężającym się ku górze lejkiem.

Wszystko to wydaje mi się dosyć nietypowe.
Ale czy pomoże w datowaniu i rozszyfrowaniu sygnatury?
Mam wrażenie, że podobne rozwiązania widywałam jedynie w bardzo starych dzbankach – ale czy faktycznie tak jest?
Bracia porcelanoholicy, pomóżcie!!!!

PS.

Część fotek, te bardziej „artystyczne”, robiłam w świetle dziennym, część – wieczorem, z fleszem, stąd różnice.

 

 

Reklamy