Tagi

Jak myślicie – jak długo można funkcjonować z połamanym kręgosłupem, nic o tym nie wiedząc?
Nie, nie jakoś poważnie złamanym, kompletnie nie – ale za to w dwóch, zupełnie różnych miejscach.
Bo właśnie się zastanawiam…
Ale od początku   🙂
Dziś właśnie wybrałam się do lekarza odpowiedniej, kręgosłupowej specjalności, coby zdiagnozować problemy z tą częścią mojego boskiego ciała.
Znaczy – zdecydowałam się jeszcze przed wakacjami, ale urlopy, terminy i te sprawy, więc wypadło, że dziś.
Zdecydowałam się wreszcie, po 30 latach bólów i zesztywnień, okresowo tak silnych, że uniemożliwiały schylenie się, a potem wyprostowanie, sięgnięcie po coś na stole, poprawienie się na fotelu… włożenie ręki do rękawa bluzki czy umycie sobie pleców. Plus długie próby przed snem takiego ułożenia rąk – żeby nie bolało, powtórka przy każdym przebudzeniu. Drżenie dłoni uniemożliwiające utrzymanie długopisu… kombinacje alpejskie z taką pozycją klawiatury, żebym była w stanie utrzymać nad nią łapy. No takie tam.
Co prawda masaże, ćwiczenia i drążek pomagały ostatnio utrzymać mój stan w jako takich ryzach – ale może mogę zrobić coś więcej? Może jakaś rehabilitacja czy coś?
Z tym generalnie wybrałam się do lekarza.
No i chciałam zapytać też o ten wypasiony fotel Systemu Kulik, za 8 stówek prawie, który miał mi pomagać, a jakoś się nie udaje, bo bo wielu podejściach (może mój ex coś nie tak złożył, może ja źle na nim siedzę) dostałam takich bólów kręgosłupa szyjnego, że masakra, bolały mnie ramiona, łokcie, drętwiały dłonie, jednym słowem chujnia.
Spędziłam u lekarza 3 godziny.
Bo kolejka, a moje opowieści o 30 latach choroby to też nie krótka historia. Mam wrażenie, że lekarz patrzył na mnie trochę jak na hipochondryczkę… albo na starą babę, której się nudzi, bo jeśli w tym momencie nic mi jakoś specjalnie nie dolega – to po cholerę zawracam mu głowę? Obadał mnie rutynowo, odruchy, ruchomość kręgosłupa w te i wewte i w każdą inną stronę też i wysłał na rentgen.
Kiedy włożył gotową już płytkę do kompa – zapadła długa cisza.
I od tego momentu rozmawiał już ze mną zupełnie inaczej jakby.
Zaprosił mnie do monitora i zaczął pokazywać co i jak.
Najpierw było śmiesznie, bo znalazł jakieś 2 metalowe zszywki, mniejszą i większą, w okolicy brzusznej, ale głęboko, zaledwie parę cm od kręgosłupa, pewnie po operacji pęcherzyka żółciowego. To się podobno zdarza, że lekarze zostawią, ale warto wiedzieć, bo wyklucza rezonans magnetyczny, przy dowolnym schorzeniu próba diagnozowania tą drogą mogłaby skończyć się tragicznym przefasonowaniem wnętrza mojego brzuszka   😛
Potem dyskopatia tu i tam i jeszcze tutaj, normalka, tego się w sumie spodziewałam.
Ale dalszej części – już nie, pan doktor też wyglądał na solidnie zaskoczonego.
Otóż, w części lędźwiowej mam odłamany kawałek kręgu, czy też bardziej ukruszone 2 części trzonu L3, cokolwiek to znaczy.
Na zdjęciu widać je wyraźnie.
Ale jeszcze bardziej wyraźnie widać odłamany wyrostek kolczysty C6, to w części szyjnej.
I tak, jak w pierwszym przypadku te części ukruszone widać na zdjęciu dosyć blisko miejsca odłamania, to ten wyrostek kolczysty to sobie solidnie powędrował 😛
Na rtg krąg jest tu – a ułamany wyrostek gdzie indziej.
No i wszystko fajnie, konieczna jest dalsza diagnostyka, TK obu miejsc i to mnie akurat nie szokuje.
Zadziwia mnie fakt, że absolutnie, ale to absolutnie nie mam pojęcia, kiedy się to mogło stać.
To jedno i to drugie.
Kiedy te urazy miały miejsce?
Pan doktor zaczął mnie wypytywać, ale grzebanie w przeszłości odsłaniało coraz to nowe fakty, dogrzebywałam się kolejnych wypadków i innych przygód, nieszczęśliwych epizodów, kraks i katastrof, więc się bidok poddał i wpisał, że to podczas upadku z drążka.
Ale to było w 2015 no i przecież wtedy jebnęłam na nogę i ją sobie skręciłam, a nie na dupsko.
Więc może to wiosną tego roku, kiedy walnęłam twarzą w krakowski bruk, głowa mi aż odskoczyła – mógł się wtedy odłamać ten wyrostek ten. Tak teoretycznie, bo w praktyce bolało mnie wszystko – policzek, łuk brwiowy, czoło, żuchwa, skroń – ale kark czy szyja to nie.
Jasne, pamiętam taki solidny upadek na dupę – na schodach do Towera, kto był tam choć raz, to pamięta te kręcone, śliskie schody. A było to zimą, (kiedyś to były prawdziwe zimy, ze śniegiem i mrozem i w ogóle) miałam oblodzone glany, a jak lód po wejściu do knajpy się zaczął rozpuszczać to zrobiło się lodowisko no i zjechałam na tyłku z 6 ostatnich schodków, podskakując na każdym, łup łup łup jak na kreskówkach 😛      Ale przecież poszłam potem na prześwietlenie, bo mnie krzyż masakrycznie bolał, a na samym środku, w słodkim miejscu, gdzie łączą się półdupki, miałam przepiękny siniak w kształcie motylka, niestety zdjęć brak. Ale na rtg wyszło tylko silne stłuczenie, no i ludzie kochani, kiedyż to było? Przecież Towera zamknęli 5 lat temu…
I jeszcze ten upadek ze złamaniem stopy w 2012, ale nie pamiętam, żeby mnie wtedy bolała szyja czy coś innego…
Więc zapytałam nieśmiało, czy to uszkodzenie kręgu szyjnego – to może od tańca być. Bo gdzieś czytałam w necie, że może.
Pan doktor popatrzył na mnie uważnie „zależy JAKIEGO tańca”.
Więc zaczęłam nieśmiało, a panu doktorowi z każdym moim słowem robiły się coraz większe oczy i widziałam, że albo zaraz parsknie śmiechem albo wpadnie pod biurko, więc cedzę powolutku, że takiego na koncertach metalowych, takiego skakania i machania włosami… no, takie szybkie kręcenie głową, że włosy aż fruwają, wie pan… (tu mój osobisty facepalm)
I niespodzianie włącza się pani fizjoterapeutka, siedząca obok, na oko 40, że ona świetnie wie, w czym rzecz, że pogo na koncertach i haedbanging i te sprawy, że się właśnie wybiera z córką na … i tu puszcza mi jakiś rzewny kawałek z kompa, a pan doktor nagle zaskoczył chyba, bo dodaje, że co to za muzyka, taka bez wykopu, a ja wyciągam z plecaka bilet, który po drodze do lekarza wyjęłam ze skrzynki, eventim wreszcie mi wysłał… i następuje pełne szacunku i rispektu podwójne kiwanie głowami, że hohoho, super, Marduk i Vader, no proszę.
I potem czuję, z jaką sympatią i troską Pan Doktor mi tłumaczy, że konieczna jest dalsza diagnostyka, trza wykonać tomografię okolic tych tajemniczych uszkodzeń. I tych objętych dyskopatią także.
A ten fotel to mam wystawić na allegro, albo sprzedać komuś zdrowemu, bo żeby siedzieć prosto, żeby utrzymać właściwą postawę, to może on jest ok, ale nie ma żadnego naukowego potwierdzenia, żeby fotel miał leczyć czy choćby pomagać w rehabilitacji, szczególnie przy problemach takiego rzędu – jak moje.
Więc, podsumowując moją dzisiejszą opowieść – jeśli ktoś chce fotel do pracy/siedzenia przy kompie, może dla dziecka, które się garbi (bo zakres wzrostu jest do 170cm) to ja chętnie.
Czarny, mroczny, chromowany, już poskładany, regulacja wszystkiego co tylko trza, gwarancja i te sprawy.

http://kuliksystem.com/

Ten mój to Classic, jakby co.

W poniedziałek ustalam termin na tomografię i zobaczymy, co dalej.
A jutro to na koncert idę, jakby kto pytał, Grodzka 42, grają Bleghskyrygh, F.Y.S.G. i Jason XXL, depressive suicidal black metal, będzie super.
I pewnie se pomacham włosami, a co, już mi wiele do odłamania nie zostało chyba 😛

PS.

Wiecie, co mi się przypomniało? Scena z filmu, cierpiąca na amnezję agentka CIA idzie na rutynowe prześwietlenie, a tam blizny, ślady po kulach, poważnych złamaniach i innych urazach, metalowe implanty… i lekarz patrzy na nią, a ona na to zdjęcie i patrzy i nic nie rozumie… więc ja dziś czułam się dokładnie tak samo.

😛

 

Reklamy