Tagi

Kolejny mój „porcelanowy” wpis miał tyczyć czegoś zupełnie innego, ale moje plany sobie – a życie sobie, i „Białe jest piękne” musi trochę zaczekać.
Czasem bowiem tak jest, że jakiś spontaniczny zakup okaże się wydarzeniem może nie roku, ale miesiąca, i emocje z tym związane muszą znaleźć upust.
Co ja Wam będę pierdzielić – jestem tak podjarana, że jak o tym zaraz nie napiszę to się rozpęknę   😀
Kiedy zobaczyłam ofertę na allegro, to przerwałam skrollowanie tylko dla porządku, nie z powodu planów zakupowych.
Zdjęcie było ciut niewyraźne, zainteresowało mnie jednak zdobienie tej prościutkiej w formie filiżanki.
Żadnych reliefów i innych żłobień, po prostu lekko rozszerzający się ku górze walec na szerokiej stopce, tyle.
Cała w złocie, jedynie w centralnej części biały owal z odręcznym napisem „Zur Erinnerung”, (na pamiątkę) otoczonym wianuszkiem kwiatków.
(Wiem, że ten owal ma jakąś fachową nazwę, ale zapomłam, nie medalion, nie etykieta… weźcie mnie oświećcie, ok?)

Jak widać  – malatura delikatna, rzekłabym – skromna czy nieśmiała wręcz, teoretycznie nic, co by mnie do niej przyciągnęło, a ja przecież kocham przepych zdobień wszelakich, przynajmniej teraz przeżywam taki etap    😀
Ale coś mnie tknęło 😀
Gdzieś w głębi duszy czułam, że to jest TO i że trzeba zapoznać się z ofertą dokładniej.
Tym, co zadecydowało – był jej tytuł, głoszący „STARA PORCELANOWA FILIŻANKA ANIOŁ”.
No, kurde, wszystko się zgadzało, na starą wyglądała, widziałam też, że filiżanka, nie nocnik – ale gdzie do kija ten anioł?
Może ja już niedowidzę?
Może, jak wysilę wzrok, to gdzieś wśród tych niemrawych różyczek dojrzę jakieś skrzydła czy coś, chyba, że znowu trafiłam na jakąś kosmicznie popieprzoną ofertę z opisem z czapy, Wy już tam wiecie, o co kaman   😀
Więc klikłam i patrzę. Szukam tego anioła.
I czytam.
I oglądam foty:

I oczy mi się robią jak pięciozłotówki i to te stare, aluminiowe, z rybakiem   😛
Bo ten anioł to nic innego a litofania (litofan), czyli prześwitka, na dnie filiżanki. Oto ona:

A takie zdobienie nie zdarza się, kurde, często, chyba że chodzi o głowę gejszy, a filiżanka ma pochodzenie orientalne:

Oglądane cudo jednak nie wydawało się mieć cokolwiek wspólnego z Japonią, a aniołek z prześwitki w niczym gejszy nie przypominał.
Rzuciłam się więc w odmęty neta i grafiki googla.
Znalazłam jeszcze litofanie na dnie piwnych kufli:

 

(dzięki, kochany Antyczku :* )

Ale żadnych aniołków na dnie filiżanek…
Nie, przepraszam, 1 (słownie jeden) wypenetrowałam   😛
A dokładnie to Berlin, KPM, z lat 1830 – 1840, cytuję „na dnie filiżanki wykonana metodą litofanii postać anioła z obrazu Rafaela Santi „Madonna Sykstyńska„.

 

 

Tak wyglądały filiżanki  z litofanią, odnalezione w necie:

 

Już porównując zdjęcia obu prześwitek byłam pewna, że gdzie tam tej „jeszcze nie mojej” do Berlińskiej. Oczywiście, podobieństwu nie sposób zaprzeczyć, obie litofanie przedstawiają tego samego, zamyślonego aniołka

 

jednak, niezależnie od stopnia podobieństwa do malarskiego oryginału – jedna od drugiej się różnią. Nawet biorąc pod uwagę odmienną jakość techniczną obu fotografii i ewentualne „podrasowanie” tej drugiej.

Wyniki mojego porcelanowego śledztwa (czy raczej ich brak) nie zniechęciły mnie do zakupu. Nie miałam pojęcia, kto ową tajemniczą filiżankę wyprodukował, ale zagadka tak mnie nakręciła, że potrzeba posiadania wygrała z rozsądkiem…
Ale to oznaczało – że trzeba wygrać licytację.
Naiwnie liczyłam, że zamazane zdjęcie główne nie zachęci potencjalnych kupujących do dokładniejszego obadania przedmiotu aukcji, że nikogo nie zastanowi ten „anioł” w tytule… o ja durna.

Na początku wydawało się, że faktycznie tak jest, nie widać było licytujących, choć odświeżałam stronę jak najęta. Na kilka minut przed zamknięciem aukcji – się zaczęło. Licytujących przybywało, jak mrówków a stawka zaczęła rosnąć jak wartości funkcji wykładniczej (se sprawdźcie w wiki, jak coś)
Chyba ze 3 razy podnosiłam swoją maksymalną kwotę, żeby za czwartym, na niecałą minutę przed końcem licytacji podjąć dramatyczną decyzję: filiżanka MUSI być moja, nie ma, że boli – i rzutem na taśmę zdążyłam wpisać trzycyfrową kwotę z 2 na początku. „Najwyżej o suchym chlebie i Romperze z Żabki trochę się odchudzę” pocieszałam w myślach samą siebie.
I wystarczyło, nawet z naddatkiem, wygrałam uff uff.
Czas oczekiwania na paczkę masakrycznie mi się dłużył, a jak na złość – licytacja miała miejsce w piątek, należało więc doliczyć jeszcze dodatkowe 2 dni, sobotę i niedzielę.
Kiedy w środę kurier przyniósł paczkę – w życiu nie przypuszczałam, że to TA.
Bo oczywiście nakupowałam, wróć, chciałam napisać, że przypadkiem zbiegły się terminy dostarczenia paru innych przesyłek   😉
A ta była tak niesamowicie wielka, tak ogromniasta, że spodziewałam się zupełnie innej zawartości.
Kiedy po otwarciu jednego pudła wśród papierowych kulek dojrzałam drugie – lekko mnie przymurowało.
Przelatywałam w myślach listę podejrzanych – nie, zupełnie nic mi nie pasowało.
Dopiero kiedy dostałam się do samego środka środka – sprawa się wyjaśniła.

To najsuper zabezpieczenie tak mnie zaskoczyło i uradowało – że walnęłam w paru grupach porcelanowych na fb taki oto tekst, wraz ze zdjęciem:

A potem bardzo uważnie zaczęłam się przyglądać zdobyczy 😛
Próbowałam, ha ha, zrobić lepsze zdjęcia litofanii, no spróbujcie tylko jedną ręką przystawiać filiżankę denkiem do lampki a drugą focić, ja odpadam.

 

 

 

 

Ale wreszcie zauważyłam, jaki kształt ma filiżankowe uszko, jak na moje oko – bardzo „stary”:

 

 

Jednak zagadka, kto i kiedy zmajstrował takie cudeńko pozostała nierozwiązana.
Jeśli macie jakieś sugestie, podejrzenia, pomysły – piszcie, będę wdzięczna nawet za najbardziej odjechane 😀

 

 

 

 

 

 
PS.
Dla zainteresowanych – link do aukcji na allegro z owymi przecudnymi filiżankami KPM:

https://allegro.pl/dwp-kpm-berlin-1830r-litofania-rafael-santi-i7447544568.html

Reklamy