Tagi

To, że wzięłam wczoraj udział w marszu „Europo, nie odpuszczaj” to zupełny przypadek.
Chwilę wcześniej bowiem, łażąc sobie po Krakowie, w okolicach Krupniczej spotkałam G. i I.
Umawiam się z nimi od tygodni, wciąż coś pechowo nam wypada i ze spotkania nici, a tu – szast prask, cała nasza trójka znalazła się w odpowiednim czasie  w odpowiednim miejscu.
Kiedy powiedzieli mi, dokąd się wybierają – nie zastanawiałam się ani chwili.
I tak, z zaskoczenia, włączyłam się w nurt historii, czy dokładniej, dołożyłam do tego nurtu kroplę, która, być może i oby, pomoże przekierować ten nurt w zupełnie inne koryto.
Dlaczego nie zawsze robiłam to wcześniej?
Czemu ostatnio rzadko brałam udział w protestach tego typu?
Część odpowiedzi znajdzie się w wierszu, który miesiącami przerabiam i dopieszczam, ale może już wystarczy   🙂
Myślę, że także „już wystarczy” powiem zaprezentowanej w nim postawie, bo chociaż to licentia poetica i takie tam, to jednak, gdzieś na dnie, są moje prawdziwe myśli i odczucia.
Gorycz i zawód.
Ale może, jednak, istnieje inne rozwiązanie?

 

Karabin

Nie wyjdę z wami na ulice
ja już nie walczę
już nie krzyczę
więc nie
już żadnych marszy
żadnych transparentów
żadnych haseł
ucieczek przed ZOMO
oporników w klapie płaszcza
samizdatów w piwnicy
żadnych wzruszeń
gdy ogłoszą wyniki wyborów
to wszystko już było
to wszystko już miałam
miałam też radość
radość gasła boleśnie
z każdym miesiącem i rokiem
piękne hasła z transparentów
pokryła pleśń
a moi bohaterzy
moi bohaterzy się zestarzeli
urosły im brzuchy
twarze poczerwieniały od pychy
ludzie którym ufałam zawiedli
to w co wierzyłam rozsypało się w proch
to o co walczyłam umarło
kolejny raz nie dam się nabrać
kolejny raz już nie dam rady
dlatego nie wyjdę na ulicę
Ja już tak nie walczę
Ale jeśli mi dacie do ręki karabin

 

 

 

 

 

Reklamy