Tagi

Jak daleko sięgam pamięcią w przeszłość – od zawsze były w niej obecne dźwięki wydobywające się z radioodbiornika.
I nie chodzi mi tu wyłącznie o dźwięki muzyki, choć o muzykę przede wszystkim.
Poza nią bywała na przykład powieść w odcinkach, w Trójce, o ile pamiętam mniej więcej w porze wczesno-obiadowej (boziu, ależ tam mieli repertuar, tytułów nie przypomnę sobie za cholerę, ale pamiętam swoje zasłuchanie i paznokcie wbite w oparcie kanapy) zaraz potem „Powtórka z Rozrywki” i „60 minut na godzinę”… były też radiowe reportaże, które uwielbiałam i uwielbiam nadal i nigdy się nie zgodzę z opinią, że ich formuła się wyczerpała, zestarzała …. podczas wakacji w Rabie był cowieczorny odsłuch „Głosu Ameryki” z niewielkiego, czarnego radioodbiornika, ukrytego w babcinym kredensie, a w domu, regularnie, Radia Wolna Europa.
I już muzyka w Radiu Luxembourg, matko, to rozpaczliwe kręcenie gałką w poszukiwaniu zanikającej fali, w ogromniastym, lampowym radioodbiorniku Beethoven.

 

O audycjach muzycznych pisałam wielokrotnie, przy różnych okazjach, więc krótko: na pierwszym miejscu, oczywiście i bezapelacyjnie nocne (i nie tylko) Trójkowe programy Tomka Beksińskiego, ale słuchałam też tych Kaczora. Lista Przebojów Marka Niedźwieckiego raczej mnie nie ruszała – no bo ja generalnie nie słuchałam przebojów  😛
Ale ruszały mnie audycje muzyczne Irka Białka w Radiu Kraków, później w Radiu Alfa, niedużej, lokalnej krakowskiej rozgłośni. Pamiętam też stamtąd inne programy muzyczne, z dźwiękami idealnie pasującymi do mojej mrocznej duszy, jak choćby Artura Chachlowskiego i pewnego Księżycowego Grzesia  ❤
Jednak rok po śmierci Tomka B. w reportażu Irka „Romantycy Muzyki Rockowej” wypowiedziałam słowa, które okazały się prorocze: „Ja wiem, że nic tego nie zastąpi. Zupełnie nie wiem, co ja z tym… co ja z tym zrobię.”
Jeśli nie rozumiecie dokładnie, o co mi chodziło, niech Wam pomoże ten link:

https://drzoanna.wordpress.com/2014/08/28/moj-tomek-beksinski/

Albo sam reportaż:

Powiedzmy to wyraźnie: w nowe tysiąclecie wchodziłam bez swojego muzycznego i duchowego przewodnika, bez żadnego drogowskazu.
A był to czas rewolucji w moim życiu prywatnym, czas wielkich zmian, dramatów i nadziei, bardzo więc takiego przewodnika potrzebowałam.
Potrzebowałam kogoś, kto pokaże mi nową muzykę i utuli tą już znaną. Kto będzie wiedział, czego w danej chwili potrzebuję. Kto mnie poprowadzi wśród mnogości dostępnych brzmień.
Bez jego wskazówek czułam się jak dziecko we mgle, totalnie zagubiona i ogłupiała, nie wiedziałam, gdzie szukać i czego szukać, tak naprawdę to wcale nie byłam pewna, co mi się podoba, co jest chwilowym zauroczeniem a co zapowiada się na dojrzałą miłość.
Kupno komputera totalnie odmieniło moje życie.
Jeszcze przed zakupem zwykłam mówić pół żartem pół serio, że to generalnie po to, by znaleźć Miłość Swojego Życia, że dzięki sieci, grupom i forom dyskusyjnym bankowo ją spotkam.
I, kurde, dokładnie, dokładniutko tak się stało, szach mat, niedowiarki   😛
Ale komputer odegrał w moim życiu także inną, równie ważną rolę: stał się moim oknem na świat, przede wszystkim muzyczny. Początkowo przez zawiłe ścieżki komputerowych umiejętności i sztuczek cierpliwie prowadził mnie mój syn – pamiętam zapisaną po brzegi kartkę A4, gdzie rzeczowo, acz równocześnie robiąc sobie z rodzicielki bezczelne jaja wyłuszczał, jak włączyć i jak wyłączyć komputer.
Kocham go podwójnie, albo i potrójnie za spokój i wytrwałość, z jakimi tłumaczył mi, jak się korzysta z YT, jak zapisać plik muzyczny, matko, najpierw – co to w ogóle jest ten cholerny plik 🙂
Pomagał mi w rejestracji na przeróżnych forach i portalach, między innymi angielskojęzycznym mojej ukochanej Lacrimosy, instalował Winampy-nie-Winampy i pokazywał, co się z tym robi.
Jak pomyślę, jaka drogę przeszłam, jakie przeszkody pokonałam, dzięki niemu, to czuję się, jakbym wdrapała się na szczyt Everestu i to w szpilkach i gotyckich koronkach.
Potem dołączył do niego Kruk, dostarczając mi tony najpiękniejszych na świecie dźwięków i opatrując to nieśmiertelnym „a ściągnąłem se takie coś, mi się nie podoba, więc jak znam życie – spodoba się Tobie” – i to oczywiście działało 🙂
I Yaga, wyciągając mnie do Popka i na gotyckie krakowskie eventy, równocześnie podrzucając kolejne wory z muzyką.
Kiedy zaczęłam słuchać trójkowej Trzeciej Strony Księżyca – byłam już zupełnie samodzielna.
Poruszałam się już zupełnie odważnie w świecie muzyczno-komputerowym, ale także poukładałam sobie resztę tego świata, wyznaczyłam kierunki i cele… bardzo różniłam się od tej pogubionej, bezradnej osoby, jaka byłam parę lat wcześniej.
A co do muzyki – już wiedziałam, gdzie szukać, ale przede wszystkim – nauczyłam się wybierać. Mój gust muzyczny rozwinął się i okrzepł, jasne, zdarzały mi się wpadki (tu pozdro dla kumatych z AG) ale dawałam sobie radę bez prowadzenia za rękę. Wciąż interesowały mnie nowe propozycje, nowe kierunki, nowe brzmienia – ale już nie potrzebowałam guru.
Wciąż jednak potrzebowałam radia.
Radia stricte muzycznego, żeby sobie leciało w tle, kiedy wykonuję ćwiczenia na kręgosłup (żart żart), ale przede wszystkim ze względu na te propozycje.
Chodziło też o inne aspekty słuchania muzyki, które mogło mi zapewnić wyłącznie radio.
Generalnie bowiem rzadko zdarza się, żebym miała ochotę wysłuchać całego albumu jakiegoś wykonawcy, no chyba, że nazywa się Lacrimosa, ale ileż można słuchać Lacrimosy!!! 😛
Wolę, żeby utwory były wymieszane, kapele i gatunki, od ambientowego smęcenia, poprzez zimną falę i wszystkie odcienie gotyku – po te metalowe, od melody po black, od folk przez power do death metalu i nie, nie mówcie mi o robieniu sobie playlist, bo nie mam na to czasu, poza tym moja, żeby mnie zadowolić, musiałaby mieć z tysiąc pozycji, bez powtórzeń.
Dlatego więc radio, tylko radio.
Jasne, mam mnóstwo muzyki na kompie, ale bez radia żyć nie mogę.
Historie moich ukochanych rozgłośni netowych opisywałam już na blogu.
Najpierw było jakieś metalowe Radio, jeżu, chyba z Brazylii, już nie pamiętam…. pokochałam ich, bo mieli niesamowicie szeroką, elastyczną ofertę, mnóstwo nowości, ale i słodkie starocie, niestety przestali nadawać pewnego lata z powodu miłości  🙂  ich dwuosobowa ekipa zakochała się w sobie i postanowiła pobrać, jak się doda do tego dziecko w drodze to widać gołym okiem, że spadło na nich mnóstwo spraw i obowiązków… więc choć z żalem, to niestety, musieli zamknąć za sobą ten rozdział życia. Wiem co i jak tak dokładnie, bo napisali wszystko obszernie na stronie radia.
Ten komunikat wisiał w necie chyba jeszcze przez kilka tygodni, wchodziłam na stronkę tylko po to, żeby poczytać szalenie fajne komentarze słuchaczy z całego świata i pobyć z nimi wszystkimi jeszcze przez chwilę, matko, uwielbiałam ich a teraz nie pamiętam już nawet nazwy …. 😦
Potem odkryłam Radio Heavy Metal Attack, ze Szczecina, puszczali Lacrimosę i sporo gotyku i w ogóle najsuper – i kurde też w końcu zamilkli…. wcześniej podsunęli mi mnóstwo kapel do moich późniejszych recenzji płyt.
Kiedy w końcu parę lat temu trafiłam na Goth’N’Metal poczułam, że złapałam pana Boga za nogi.
Uwierzcie, jestem naprawdę mocno wybredna i rzadko trafia się stacja, z której słucham kawałek po kawałku i po chwili nie lecę wkurwiona zmienić kanał na inny.
Co ja gadam – to jedyna taka stacja, jedna jedyna, pierwsza i jak na razie ostatnia o tej czarodziejskiej mocy, jaką udało mi się spotkać na swej drodze.
Nie wiem, na czym to polega, ale działa tak, jakby ten facio od zapuszczania muzyki siedział w mojej głowie. Albo sercu, w duszy, znał je na wylot.
Przysięgam, ofertę muzyczną mają niezwykle różnorodną, bo prócz tego, co w nazwie, to zapędzają się w odległe muzyczne rejony kołysząco-szemrzących brzmień znanych z Walk in Silence, a jak parokrotnie usłyszałam wokal Olafa i jego wersję „Night in White Satin” to prawie się poryczałam…. zapisałam dziesiątki nazw kapel do poszukania i być może recki i pewnie w tym życiu się nie wyrobię, na bank.
No w każdym razie link do odsłuchu mam w ulubionych, coby tylko: poranny pyk – włączam kompa, pyk, i Mozilla, pyk – i gra mi moje ukochane radio   🙂
Ok, więc wczoraj rano, jeden pyk, drugi, trzeci – i nie gra.
Zamiast strony, którą znam na pamięć i mogłabym opisać piksel po pikselu, jest jakaś niebieska przestrzeń i zachęta w obcym narzeczu, żebym sobie coś tam create, chyba jakieś muzyczne ulubione coś, ale ja nie chcę, nie chcę, przecież TU WŁAŚNIE mam, czy też miałam, swoją ulubioną muzyczną stronę, moje wrota do muzycznego raju, mój Goth’N’Metal.
Ok, odnajduję stronę główną Radionomy, platformy, w ramach której moje ukochane radio działało, przeszukuję wszystkie kategorie, w kategoriach katalogi rozgłośni – i nie ma.
Jest Gottica, Gothic Paradise, dziesiątki okołometalowych – ale mojego radia niet.
Mój mózg nie chce przyjąć do wiadomości, że zostało zlikwidowane, umarło, może znowu ktoś się w kimś zakochał i znowu jebut! I zostały ruiny i zgliszcza, chlip chlip.
Ok, zaciskam zęby i próbuję, ostrożnie, pierwszą netową rozgłośnię z brzegu.
Tracklista nie wygląda źle:

 

Ale niestety, po chwili mam dość, dobre się kończy, zaczynają kaszanić i muszę znaleźć coś innego.
I z kolejnym „czymś innym” sytuacja się powtarza, wytrzymuję jeszcze krócej.
Wracam do spisu, patrzę, co która stacja aktualnie nadaje – i kurde, nic mnie nie przyciąga, nic mi się nie podoba.
Ze łzami w oczach próbuję na ślepo, pierwszą z brzegu – i chujnia, syf i malaria, chyba przyjdzie mi przeżyć resztę życia bez radia, i jak ja to zniese aaaaaaaa…..
Z rozpaczliwą pewnością, że oto moje życie straciło sens, i zupełnie już bez nadziei na ratunek wpisuję nazwę Goth’N’Metal w okienko wyszukiwarki Googla.
Widzę kilka linków, te pierwsze prowadzą do platformy, którą przed chwilą dokładnie już przeszukałam, ale widzę też inne, bez „radionomy” w nazwie.
Klikam w pierwszy z brzegu, http://www.goth-n-metal.com/ i widzę stronę główną:

 

 

poniżej linki do odsłuchu:

 

 

 

Jeszcze nie skaczę z radości, przecież z radiem Heavy Metal Attack też było tak, że stronka sobie długo jeszcze wisiała, linki wypisane, a jakże, tyle, że żaden nie działał…
Drżącymi palcyma najeżdżam kursorem na pierwszy z brzegu link, klikam, chwila niepewności, serce mi tupie dziko i ……. i jesusmariaiwszyscyświęci działa, DZIAŁA, jest!!!!!!
Jest, słyszę, gra, moje ukochane radio nie umarło, tylko pewnie zrezygnowało ze współpracy z Radionomy, albo tamci zrezygnowali, jeden chuj, nieważne, ważne że znowu jest, jest, mam po co żyć!!!!!
Już znacznie spokojniej przeglądam możliwości odsłuchu i wybieram staroświecki Winamp, tylko 128 kbps, ale nazwy utworów wyświetlają mi się na pasku zadań i widzę, kto gra, nawet przeglądając Allegro.
I słucham jednego utworu, drugiego, piątego – i wszystko super, nawet zapisuję sobie kolejne 2 nazwy kapel do obczajenia na YT czy gdzie tam się da 😉
Przy dźwiękach „First Light” Moonspella przyglądam się szczegółowemu spisowi aktualnych słuchaczy, matko, ile krajów, nie wiedziałam, że w ogóle jest tyle krajów, poświęciłam się i policzyłam, halo, uwaga, podaję wyniki: ponad 160.

 

A widzicie, ilu słuchaczy z Polski? 4 kurde tysiące 425, było 424, ale dołączyłam JA.

 

I żadne tam śmieszki – heheszki, looknijcie bardziej w prawo i co?
Co widzicie?
Jakie jest ostatnie trafienie?
A Kraków, Małopolskie 😀
To właśnie kurde MUA. 😀
Jak można nie kochać radia, które cieszy się, że Cię swoją muzyką „ustrzeliło” i chwali się tym faktem całemu światu   ❤

A to całe Radionomy to odlubiłam, znaczy na fejsie.
Niech se nie myślą.

PS.

I kocham Cię Radio Goth’N’Metal, jesteś najsuper  ❤

A jakby kto pytał, czego teraz słucham, to prosz:

 

I jest mi bosko  ❤  ❤  ❤

Reklamy