Tagi

Dzisiejszy dzień nie wyróżniałby się niczym szczególnym – gdyby nie moja nieoceniona Belit.
Więcej nawet – gdyby nie ona, to mogłabym ten dzień zaliczyć do zupełnie kijowych z powodu trzech upojnych godzin spędzonych w kolejce do alergologa.
Na dodatek objawy, które brałam za skutek uboczny wziewnych leków przeciwko astmie wcale takimi się nie okazały, to niemal wykluczone, raczej w konsekwencji zanosi się na wizytę u lekarzy kolejnych specjalności, naczyniowca względnie chirurga – a ja bym kurna wołała na imprezę, taką choćby jak ta wczoraj, w Szajbie, ostatnie przedwakacyjne wydanie Walk in Silence prowadzone przez niezawodnego Michała K.

 

Dzięki Deith, za podrzucenie fotek 🙂
Przy okazji dołączam kilka wcześniejszych, nigdzie wcześniej nie publikowanych – ze ś.p.Apoteki.

 

 

 

Jak widać – wolę tańczyć przy smętnych dźwiękach dark wave albo machać włosami do bardziej metalowych klimatów, a tu czeka mnie parę tygodni eksperymentowania z nowymi lekami, te, które brałam przeciw tym ewentualnym skutkom ubocznym mam odstawić – rewelka.
Długie kwadranse oczekiwania na wizytę umilała mi jedna jedyna myśl, która nie zrodziła by się w mojej ślicznej głowie – gdyby nie Belit, którą kocham i kochać będę forever and ever
Otóż wczoraj podesłała mi na fejsie fotki, cyknięte przez szybę, bo już po zamknięciu – sklepu, który odkryła w swojej okolicy.

Wystarczył pobieżny rzut oka, żeby się przekonać, że muszę się tam wybrać zaraz, teraz, natychmiast.

Jeszcze przed pójściem spać przerzucałyśmy się zdaniami w rodzaju „widziałaś ten dzbany, z szyją smoka czy coś?”

A że poradnia alergologiczna to rzut beretem od sklepu, wypełnionego skarbami, więc sami rozumiecie…
Jeszcze nie zdążyłam wejść, kiedy mój wzrok zatrzymał się na szybie wystawowej – i straciłam oddech.
Po prostu mnie zaczarowało.
Zapomniałam, że czas obiadu dawno już minął i od dawna burczy mi w brzuchu, bo poczułam zupełnie inny głód – głód porcelany.
Pragnienie, żądzę wręcz.
Miałam wrażenie, że za moment rozpłaczę się ze wzruszenia albo zacznę fruwać czy coś, bo emocje mnie wprost rozsadzały.
Z tych emocji zupełnie zapomniałam o dodatkowej parze mocniejszych okularów, przezornie zabranej z domu i spoczywającej na dnie plecaka i o odczytywanie sygnatur zamęczałam Przemiły Damski Personel.
Z tego przejęcia niezbyt grzecznie przerwałam wyczerpujące objaśnienia jednej z miłych Pań na temat stylu, epoki i datowania oglądanego dzbana, no bo jak to, tłumaczyć takie rzeczy – MNIE?
Taaaaa, do tej pory mi głupio …
Na szczęście wszyscy nadal byli dla mnie bardzo mili.
Oglądałam więc dzbanek za dzbankiem, skupiając się na tych empirowych, zmacałam chyba wszystkich przedstawicieli i przedstawicielki biedermeiera, bo zdarzały się i filiżanki, takie półlitrowe. Rozumiecie? pól litra urody, reliefów, zdobień, złoceń, kwiatków i kwiatuszków…. albo pod złoconą girlandą piękna, osobista dedykacja.
Urocza dziewczyna (teraz już wiem, że to pani Kasia Sosenko) otwierała mi coraz to nowe witryny, wyciągała kolejne cuda, wspólnie szukałyśmy sygnatur i zachwycałyśmy się trzymanym w ręku pięknem, elegancją, gustem a czasami szalonym wzornictwem. Zawsze uważałam, że mój porcelanowy gust jest ogromnie wybiórczy i dziwaczny, a tu nagle znalazłam się w miejscu, gdzie podoba mi się wszystko, zachwyca połowa, a ukradłabym jedną czwartą   😛   Tą ostatnią myślą podzieliłam się zresztą z Paniami, co wzbudziło ich spore rozbawienie    😛
Oczywiście buzia mi się nie zamykała, opowiedziałam Paniom połowę swojego porcelanowego życia i okazało się, że mamy wspólnych porcelanowych znajomych 😀
Zapytana o Marka K. odpowiedziałam, że tak, oczywiście znam, ale wirtualnie, pisujemy na tych samych, porcelanowych oczywiście, grupach na fb.
No a kiedy wspomniałam coś o wakacjach i wyszło, czym się zajmuję zawodowo – dwie Panie wzięły sobie na mnie namiary, bo matematyk z artystyczną duszą to rzadkość.
Przyznaję, że gdyby nie kilka większych licytacji, do których się właśnie przymierzam na allegro, to wyszłabym stamtąd biedniejsza o paręset złotych, kilka razy zawracałam, niemal od drzwi, wciąż się wahając…
Kilka rzeczy będzie mi się zapewne śnić po nocach… jeśli chcecie wiedzieć co konkretnie – odwiedźcie koniecznie https://www.facebook.com/AntykiSosenko/ a najlepiej wybierzcie się tam osobiście, nie pożałujecie.
Królewska 16, magiczne miejsce, fantastyczna obsługa klienta, (nawet jeśli nie wyda ani złotówki) najcudowniejsza porcelana i nie tylko.
Przy mojej porcelanozie to na inne cuda ledwo rzuciłam okiem – ale i mebelki, lampy, szkło…

PS.
Boziu, czemu ja nie kupiłam tego empirowego dzbana… albo tego różowego, jeju… nie zasnę, kurna, nie zasnę….

 

 

Reklamy