Tagi

Czerwcowy, niedzielny wieczór na Kazimierzu, dni długie, więc o 20tej zupełnie jasno. Z okolicznych ogródków dobiega gwar rozmów, śmiechy i okrzyki, po dusznym dniu upał trochę zelżał, ale mnie najbardziej pomaga ciemny Litovel, Szajbowa specjalność.. Ale nie dla piwa tu przyszłam, choć stanowiło ważny element zachęcający    😉
Przyszłam posłuchać Emila    🙂

https://www.facebook.com/events/197973774258256/

https://www.facebook.com/wilczy.band

Kojarzyłam go z Apotekowych imprez, któż by nie zapamiętał długowłosego blondyna, c’nie? 😉

Nie miałam jednak pojęcia, czym się zajmuje na co dzień.
A tu – wot siurpryz 😉
Zaskoczenie, że on to TEN Wilczy, plus szacun i podziw dla odważnego wyboru stylu życia, a ja wiem, co mówię, bo również nie wstaję na 7 do roboty, nie mam szefa i nie załapuję się na Zusowską obiecaną jałmużnę. Ale żyć wyłącznie z grania? No po prostu rispekt, Emil.

We wstępie do fejsbukowego wydarzenia czytamy:

Wilczy – czyli nocny muzyk uliczno-barowy, ex-poeta, szarlatan, najemnik i wariat. Uparcie i wbrew rozsądkowi stara się żyć wyłącznie ze sztuki.
Podczas jego występów szalona harmonijka towarzyszy równie niespokojnej gitarze, energia miesza się z nostalgią, a blues i rock z poezją.

Leonard Cohen? Rolling Stones? Kaczmarski? Lynyrd Skynyrd? Któż wie, co jeszcze!”

Ja dodałabym jeszcze Wysockiego, Dżem i paru innych, których utwory usłyszeliśmy wczorajszego wieczora. Plus nieliczne utwory autorskie, na to czekałam najbardziej.

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec jeszcze dwa zje… ekhem, nieudane zdjęcia: jak zwykle chętnie pozującego Michała K. ze swą prześliczną towarzyszką i Tomasza Cz. w odróżnieniu ode mnie – fotografa z prawdziwego zdarzenia.