Tagi

Tę krótką opowieść dedykuję tym, którzy znają mnie lepiej, niż ja sama znam siebie.
Przed którymi nie udało mi się ukryć prawdy, cholercia, a tak się starałam…
Ale przed ich przenikliwością nic się nie schowa, bo spojrzą tylko – i już wiedzą.
I widzą.
Więc dokładnie widzą, co mam w sercu.
Widzą, że ja nie chodzę na koncerty dla muzyki, dla emocji, dla przeżyć… nie po to, żeby słuchać.
No przecież, że nie.
Ja chodzę tam dla lansu.
Zakładam na siebie wszystko, co tylko mam w czaszeczki i rozglądam się, kto mnie w tym zauważył.
I jeszcze to moje nowe hobby, takie zupełnie niegotyckie i niemroczne, a fe!!!!! Zresztą też pewnie udawane i lansiarskie.
Ale jakie elitarne, co nie?
Lans na kolekcjonera porcelany, super sobie to wymyśliłam, co nie?
Muszę jeszcze tylko wykombinować, jak połączyć ten lans z lansem na gota. Może jakaś czaszunia z porcelany, i to z jakąś porządną, szpanerską sygnaturą?
Coś wymyślę.
A jak nie sama, to z pewnością pomożecie, to naprawdę miło, że mogę na Was liczyć.
A jakbyście mieli problemy – oto parę podpowiedzi:

 

 

 

 

Reklamy