Tagi

Fejsowe grupy.
Do paru należę, a w niektórych czynnie się udzielam, bardzo czynnie   😉
I nie wiem, jak jest na innych, ale śmiem twierdzić – że niektóre to coś w rodzaju mikroświata, takiej rzeczywistości w pigułce 🙂
Te pigułki są oczywiście w różnych kolorach – czarnych, fioletowych i tęczowych, jeśli rozumiecie   😛
Niezależnie czy jesteś miłośnikiem rosyjskiej fantastyki, piszesz wiersze czy kolekcjonujesz porcelanę, „na grupę” wchodzisz jak do zaprzyjaźnionego pubu, gdzie zawsze ktoś znajomy, a bywalcy siedzą przy barze i sypią żarcikami. Czasem ktoś się z kimś pokłóci, czasem obrazi, ale najczęściej panuje swobodny klimat pogaduszek i dygresji. Bo oczywiście prócz tematu głównego, prócz meritum – trafiają się historyjki z zupełnie innej beczki. Po pewnym czasie rozpoznajesz już imiona i ksywki, zaczynasz niektórych naprawdę lubić (choć wciąż są jedynie nickiem, wzbogaconym o profilową fotkę). Dzielisz się więc radością z narodzin wnuczki, strachem przed operacją, pokazujesz uratowanego jeżyka o imieniu Porcel i Najsuper Kota Ludwiczka. Bo pasja łączy, miłość do tej samej rzeczy (poezji, secesyjnych reliefów czy miśnieńskich szabelek) buduje poczucie bliskości i zrozumienia, jest źródłem serdeczności i współodczuwania…
Może ktoś powie – że to jedynie iluzja, że to pozór, że tak naprawdę nic o sobie nie wiemy – ale czy w realu jest inaczej?
Co tak naprawdę wiemy o drugim człowieku… ok, trochę się rozpędziłam   😀
Dziś chciałam zwrócić jedynie uwagę na jeden szczegół – na hermetyczne, „grupowe” określenia. Na całe morze grepsów. Ach, te specyficzne teksty, czytelne tylko dla, he he, członków   😛
Nic tak bardzo nie spaja mikrospołeczności wirtualnej – jak język.
No bo wiecie – tiszerta ze stosownym logo nie założą, raczej, bo ja to bym w czarnej damskiej koszulce z dekoltem i Schumannowym dzbankiem popylała, ale nie wiem, jak inne panie, panowie zresztą także… 😉
Ale powiedzonka, cały system żartów sytuacyjnych, słownych reakcji, szczególnych zachowań – to jak najbardziej.
Jednym z takich grupowych grepsów stała się od niedawna opowieść o tym, jak to całkiem przypadkiem trafiliśmy na jakiś porcelanowy skarb. Opowieść niekoniecznie prawdziwa, z naciskiem na to „niekoniecznie”, praktycznie jednozdaniowy wstęp, poprzedzający prezentację jakiejś Karolkowej patery czy baletnicy spod znaku dużego Wu.
„Poszłam po bułki”, „wyskoczyłem do mięsnego a tu po drodze…” czy „kupowałam na bazarku marchewkę dla królika i…”
Im bardziej absurdalnie – tym lepiej   😀
Tak więc swoją opowieść rozpocznę od „wyszłam tylko po cebulę i…”
Tak naprawdę to wygonił mnie z domu chłód, długo oczekiwana temperatura znośna dla mojego organizmu. Plus parę urzędowych spraw do załatwienia, a urzędy, cholery jedne, kończą urzędowanie, kiedy ja siadam do śniadania. Wyrwałam więc z domu o nieludzkiej porze i planowałam łazić po mieście do wieczora, a co    😛
Ale niestety musiałam to łazikowanie zakończyć nieco wcześniej – po rundce Ludwinów -> Hala Targowa -> Kleparz jeden i drugi -> Długa. Bo wtedy właśnie, na wystawie Lumpexu, zobaczyłam dzbanek. Za 13 złotych polskich. Jak go zobaczyłam, to już musiał być mój.
A jak się znalazł w moim plecaku to trza było już do domku, bo niebezpiecznie jest z porcelaną zawiniętą w jeden jedynie arkusik papieru po mieście wędrować.
W domu, choć głód już skręcał kiszki – najpierw dziada do wody, trochę Ace, trochę szorowania Cifem, bo zarośnięty był brudem po dekielek.
Ale po wyszorowaniu…

Nie, spoko, żaden z niego Karolek czy Miśnia, zero sygnatury, ale te niesamowite reliefy mnie urzekły.

 

Takiego ucha w życiu nie widziałam. Jest zupełnie niesymetryczne.

 

Dekielek kompletnie nie pasuje, ale także jest stareńki i w pięknych reliefach.

 

 

A na nim – ślady złocenia i przecudne trzymadełko. Takie sercaste 😉

 

 

Forma także ciekawa, lekko przysadzista dołem.

 

 

Jak dla mnie – to taki trochę jakby Limoges czy coś 😉
A poważniej – to po prostu chciałam koniecznie kupić jakiś fajny kawałek porcelany w okolicznościach, które później zaowocują historią „wyskoczyłam tylko po cebulę” 😉
A ten stareńki staruszek stał na wystawie Lumpexu i szeptał do mnie „Weź mnie, no kup mnie…” no to się ulitowałam    😀
Jeszcze tylko muszę mu wybrać stosowne miejsce, żeby się ładnie z towarzystwem skomponował.
Powinno się udać, bo już kolejne półki na złożenie czekają    😀

 

Reklamy