Tagi

To nie zdarza się często.
To nie zdarza się regularnie. I nie wiem, od czego zależy, że się pojawia, zupełnie.
Po prostu gdzieś w środku dnia rodzi się ta myśl, może bardziej uczucie czy nastrój i im bliżej wieczora, tym staje się silniejsze.
Nie potrafię go precyzyjnie opisać.
Zaczyna się jak lekka melancholia, żeby potem, powoli i stopniowo, przerodzić się w dojmujące poczucie smutku i beznadziei i kiedy przychodzi noc – jest już tylko ono.
I jest mi wtedy źle.
Czuję się stara, chora i samotna.
Boję się tego, co przyniesie przyszłość.
Boję się biedy, chorób, niedołężności.
Boję się, że przegrana sprawa o kamienicę totalnie mnie rozłoży finansowo, że do końca życia już tylko suchy chleb i zamartwianie się rachunkami.
Boję się, że totalnie przegrałam, wszystko.
Że dokonałam złych wyborów, podjęłam złe decyzje i że sobie z tym wszystkim nie poradzę.
Na szczęście wiem, że tej podły nastrój minie. I potrafię to przyspieszyć, wiem, co robić.
Rozmowy sama ze sobą opanowałam już do perfekcji, spokojną analizę punkt po punkcie i szukanie planów B i C a nawet K – także.
Teraz jest moment, żeby sprawę zamknąć, ukoić kołatanie serca, uspokoić oddech.
Wybieram film na dobranoc 🙂

To musi być coś specjalnego, idealnie pasującego do mojego nastroju, coś – co trafi tam gdzie trzeba i pomoże.
Wybrałam więc „Małe kobietki” z Winoną Ryder i Christianem Bale’m.

 


Podczas projekcji znowu poczuję się dzieckiem, bezpiecznym w swojej dziecięcej nieświadomości zła i skomplikowanego dorosłego świata – ale także silną dziewczyną, która się nie poddaje.
Udzieli mi się poczucie wspólnoty i wsparcia – jakie daje rodzina i przyjaciele.
I nie będzie mi przeszkadzać, że to film z lat 90tych, a jego akcja toczy się znacznie wcześniej – jego działanie będzie zupełnie współczesne.

I jeszcze ta zima w tle  🙂


Spokojny głos lektora czyta obsadę.
Już mi lepiej.

 

Reklamy