Tagi

 

 

https://www.facebook.com/events/757805614343374/

Żeby dobrze się bawić – wcale nie potrzeba wielkiej imprezy, a żeby imprezę nazwać udaną – niekonieczny jest tłum ludzi.
Wczoraj, w Szajbie, na kolejnej odsłonie Walk in Silence – bawiłam się rewelacyjnie.
Sprawił to oczywiście Michał i jego starannie dobrana playlista.
Sprawiło to może niezbyt liczne – ale fantastyczne towarzystwo, zarówno stałych bywalców ( jak Dorota ❤ i Kuba ), bywalców rzadszych (Madzia, Deith, Michał zwany Laską) jak i zupełnych świeżynek na tej imprezie i w tym pubie: (Gobos, Robert)
Nasze wspominkowe pogaduchy – o rzucaniu majtkami na scenę podczas koncertu Lacrimosy, o seksie w Kazamatowym kibelku (o tym w trójkącie i o tym w duecie, ale z łamaniem deski klozetowej) i mniej hardkorowe wspomnienia na temat, w jakich okolicznościach i jak dawno temu się poznaliśmy – miodzio   ❤
Przelecieliśmy opowieściami wszystkie „nasze” dawne imprezownie – od Uwagi i Popka – poprzez Kartel, Notabene, Pixela, Face to Face
Omówiliśmy ze szczegółami zalety i wady wszystkich miejscówek (a pamiętacie te lustra z Pixela? a kanapy z Notabene? )
Z didżejki sączyła się chłodna Michałowa muzyka, w podziemnym labiryncie piwniczek panował cudny chłodek, przestronny dansflor zachęcał do tanecznych podrygów a świetnie zaopatrzony bar – do wzmacniania nadwątlonych tańcem sił – czym kto lubi. Ja wybrałam ciemnego Litovela, mniam   🙂
No i kibelki, kibelki, stały punkt moich relacji imprezowych (pozdro Front, gdziekolwiek jesteś   😛 )
Kibelki przecudnej wprost urody.
Zamykane.
Przestronne.
Dwupokojowe – czyli jedna panna siusiu a druga pudruje nosek przed pokaźnym lustrem (kto pamięta kibelek w Carycy, gdzie przed lustrem stawałaś na palcach ale i tak widziałaś tylko czubek fryzury?)
Kafelki o przyjemnym kolorze.
Ciepła woda!!!!
Mydło w płynie!!!!
Do końca imprezy obecna srajtaśma i ręczniki papierowe!!!!!
Och, jak żałowałam, że nie wzięłam aparatu i musiałam podarować sobie zwyczajowe kibelkowe selfie, buuu…
Było super, tak bardzo, że postanowiłam powtórzyć swój słynny numer z „czy ja mogę jeszcze dopić to pyszne piwo?” kiedy przeuroczy Pan Barman po raz kolejny przypomniał nam, że już zamykają.
Bawiłam się tak zajebiście (czytaj – dostałam ataku głupawki) że wyszłam z pysznym piwem na zewnątrz, zapewniając, że je skończę, zanim Pan pozbiera stoliki z ogródka.
I obeszłam wszystkich znajomych, którzy stojąc przed wejściem zastanawiali się, co począć z tak pięknie rozpoczętym wieczorem. Przecież ledwo minęła pierwsza, żaden szanujący się imprezowicz nie idzie o takiej porze do domu   😀
Nikt nie zostawił niewiasty w potrzebie, wszyscy zgodnie pomogli słabej kobiecie i wspólnymi siłami to pyszne piwo dopiliśmy 😀

Tę wiekopomną chwilę uwieczniła na fotkach Madzia, sory za komórkową jakość.

 

 

 

 

Reasumując – ogromniaste propsy dla miejscówki   ❤
Dla Miłego Pana Barmana o anielskiej wprost, czy raczej profesjonalnej cierpliwości   ❤
Dla Przemiłej Pani Barmanki ❤

Pozdro, Żelowe Misie!!!!
Speszyl Uściskas for Mario !!!!    😀

 

Reklamy