Tagi

Niewiele osób na świecie jest mi tak bliskich – jak Belit   ❤

Bo ile jest dla mnie tak ważnych, jak ta słodka dziewczyna, ile z nich okazało mi tak wiele zrozumienia, serca i konkretnej pomocy, ile dało mi tyle wsparcia i pewności, że następnym razem także wyciągną przyjacielską dłoń.

Nie ma więc chyba nic dziwnego w tym, że to, co dzieje się w jej życiu jest istotne także i dla mnie. Że jej radości są moimi radościami, a wszelkie, oby już nigdy, dramaty odczuwam bardzo głęboko także.
Dziś jednak chcę pisać o tych pierwszych, o wydarzeniach najradośniejszych z wszystkich możliwych, cudownych i zajebistych – bo tyczących miłości.
Miłość Belit i Karmelka miałam okazję i szczęście obserwować od samego początku  ❤
Uczestniczyć w wielu wydarzeniach związanych z rozwojem tego uczucia i związku, a także w planach, zdradzanych mi cichutko, na ucho, podczas naszych z Belit   nocnych fejsowych pogaduszek    ❤
Nie macie pojęcia, jak wysoko zadzieram nos i się puszę z powodu, że o wielu zamierzeniach wiedziałam jako jedna z pierwszych   😀   ( dzięki temu mały prezencik dla Młodej Pary czeka już spokojnie, głęboko zamaskowany w mojej przepastnej szafie, od ponad roku   🙂 )
Moje przygotowania do Wieczoru Panieńskiego zakłócił, jak wiecie, nieudany telemark ze skutkami w postaci solidnie poobijanej twarzy, ale jak wiecie także – pisząca te słowa jest uparta, łatwo się nie poddaje i byle spuchnięta facjata nie przeszkodzi jej w imprezie, a w TAKIEJ imprezie to już w ogóle.    😀
Niech więc poniższa fotograficzna opowieść pomoże zapamiętać ją na zawsze tym, którzy wzięli w niej udział (czy raczej – wzięły w niej udział) a żółknąć z zazdrości – nieobecnym  😛
Podczas pisania tej relacji muszę jednak wyłączyć emocje, albo przynajmniej spróbować, w przeciwnym razie utoniecie w moich łzach wzruszenia, ochach i achach    😀

O pierwszej części panieńskiego wieczoru musi jednak opowiedzieć ktoś inny, ponieważ wieczór ów, wbrew temu, co sugeruje nazwa, rozpoczął się już o 6 rano, a że pisząca te słowa o takiej porze zwykła się raczej kłaść spać, nie wstawać, to relacja poniższa tyczyć będzie nieco późniejszych wydarzeń.
A więc – wyprawa na sushi.

Ginza Sushi, Mistrzejowice.

A teraz – zabawa w rozpoznawanie smaków  🙂

I wreszcie – tańce i hulanki w Jazz Rocku, a także – dalszy ciąg zwyczajowych zabaw i zgadywanek. I od razu – miła niespodzianka, bo do imprezy dołączyły dwie koleżanki, nieco spóźnione – ale jakąż radość wywołały swoją obecnością  😀   😀   😀

Od razu dostały okolicznościowe emblematy, a także piękne chusty góralskie  😀

😀  😀  😀

Ten tajemniczy, zamaskowany przedmiot – to niespodziankowy tort, jego odsłona nastąpi nieco później   😛

A teraz, halo, uwaga, zaraz nastąpi moment kulminacyjny:

Tak, nie mylicie się, to sam Krzysio Krawczyk, w swojej najsłodszej z odsłon  😀

A tak cieszyła się Belit, najwierniejsza z fanek Krzysia, z tortu z wizerunkiem swojego idola:

❤  ❤  ❤

Poniżej – krojenie Krzysia   😀

Mmmmm… naprawdę pyszny   😀

A teraz – tańczymy do świtu  🙂

Jedni przychodzą – inni muszą się już pożegnać….

Ale inni – tańczą do świtu  🙂

Ogromniaste dzięki i gratki dla Kasi S. i wszystkich pozostałych pomysłodawczyń i organizatorek imprezy za pyszną zabawę. Tego dnia widać było najlepiej, jak wiele osób kocha Belit i że to prawdziwe szczęście, mieć tyle bliskich i życzliwych.

Wszystkiego dobrego, Ewelinko!!!!   ❤

 

Reklamy