Tagi

Ten zakup to część historii, którą opowiem wam po maturach, kiedy już będę miała czas na pisanie, oddychanie i życie.
Warto na nią poczekać, bo to kolejny dowód na to, że nie wszystko jest tym, na co wygląda, a konflikt może zaowocować piękną znajomością.
Póki co – pokażę wam niezwykły dzbanek.
Niezwykły – bo pierwszy raz spotkałam się z taką formą patyczaka.
Niewtajemniczonym wyjaśniam, że nazwa ta nawiązuje to kształtu ucha dzbanka – przypominającego patyk, często sękaty i często „przymocowany” do trzonu dzbanka czymś o kształcie kołeczków, sznurków itp.
Najczęściej wygląda to więc tak:

 

A mój dzban prezentuje się tak:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prawda, że skojarzenia z bambusowymi „kolankami” same się narzucają?

Dla porządku – sygnatura:

 

Przyznam się wam, że tak, jak patyczakowa forma jakoś mi się już przejadła – to temu „bambusakowi” nie mogłam się oprzeć  🙂

Tym bardziej, że jego stan był praktycznie idealny, co rzadkie jak na ten wiek, a zdobienia wykonane ręcznie.

 

 

 

 

Reklamy