Będzie krótko, bo wciąż jestem w szoku, jak to się mogło zdarzyć.
I wciąż w szoku po bliskim spotkaniu z wyboistym, krakowskim brukiem.

A więc piątkowe popołudnie, długo planowane zakupy, czas wyliczony do minuty, niemal w biegu, z rozmachem skręcam za róg, w bramę podworca, prowadzącego do Kolorowych Nastrojów, sklepu, w od którego planowałam zacząć.
I tu niespodzianka – wpadam na grupkę młodych ludzi, w podobnym jak ja pośpiechu.
Usiłuję zrobić unik, żeby uniknąć zderzenia.
I powiem szczerze – nie wiem, czy tego zderzenia uniknęłam, a robiąc ten unik zahaczyłam butem o toporny bruk, czyli pospolite kamory, którymi wyłożono to podwórko – czy jednak któryś z nich mnie potrącił.
Poczułam, że lecę.
No i kolejny raz telemark mi się nie udał.
I to poważnie nie udał.
W rękach trzymałam plecak, szykując się już w myślach do przymierzania ciuchów w sklepie.
I tak zupełnie bez asekuracji runęłam prosto na twarz.
Na tym plecaku to się jeszcze huśtnęłam, można by rzec, że nabrałam rozpędu.
Przywaliłam lewą częścią twarzy w ten kurewski bruk tak, że aż mnie zamroczyło.
Jesus, jak przyjebałam.
Potem jak przez mgłę.
Jakaś Rosjanka czy Ukrainka pomaga mi wstać, bo mam z tym kłopot, zbieram się powoli z tych kamorów i zbieram też okulary, jedno szkło rozpierdolone i czuję jak puchnie mi gęba.
Skóra wokół oka mnie piecze, odruchowo sprawdzam, czy widzę na nie, zasłaniając drugą część twarzy, ok, widzę.
Dobra, pomalutku, ja, plecak, kawałki okularów… Rosjanka pyta, czy wszystko ok, czy nie pomóc, odpowiadam nieprzytomnie, że spoko, że dam radę, chyba nawet mówię po rosyjsku i wtedy dopiero ogarniam, co się stało. Okulary, znaczy oprawki, wbiły mi się w twarz, i sądzę, że szkło, wypadłszy, przejechało mi po policzku i pod brwią. A może to nie szkło i nie oprawki – tylko któryś z tych kanciastych kamieni? Ogrom strat ogarnęłam dopiero w lustrze jakiegoś sklepu, do którego weszłam.
A tak nawiasem – żeby nikt po drodze nie posiadał w sklepie apteczki?
Wody choćby, coby umyć twarz?
W tym trzecim z kolei jakaś babka się ulitowała i dala mi 2 chusteczki higieniczne, którymi jedynie rozprowadziłam kurz po całej facjacie.
Oczywiści, była bardzo miła, pocieszała itepe, ale lustro, czy raczej to, co w nim zobaczyłam, zniweczyło jej wysiłki.

Byłam tak roztrzęsiona, że zadzwoniłam do exa, żeby mnie zabrał do domu.
Po drodze rozważam SOR, bo wciąż kręci mi się w głowie, ale to chyba bardziej ze zdenerwowania.
I po przemyśleniu sprawy jedziemy do domu.
Przecież, przy weekendzie, mieliby tam tylu połamańcow, że wyszłabym pewnie dopiero rano.
W domu moja najlepsza na świecie sąsiadka ratuje mnie altacetem i takim sztucznym lodem, ale okłady niewiele pomagają.
Zaraz to udowodnię, przy pomocy fotek.
A zasinienie rośnie z każdym kwadransem, niestety.
I wciąż puchnie.
Prawie nie boli, ale wzięłam 2 ibupromy zatoki, rzadko biorę p/bóle, więc mocno na mnie działają.
Czuję tylko, jak „ciągnie” mnie policzek. I strasznie wkurwia ta opuchlizna.

Tera będzie powypadkowy opis obrażeń, uwaga, zdjęcia:

Ta krecha wzdłuż policzka i tuż pod brwią, słabo widoczna na fotach – to chyba to wypadłe szkło mnie zajechało.

Otarcie na policzku – to chyba kamory.

Najgorsza to chyba ta śliwa, wciąż nabierająca kolorów i objętości śliwa pod okiem.

 

 

 

 

I jeszcze, kurwa, jedno szkło w okularach muszę wymienić, bo że wypadło – to pikuś, ale jest zarysowane poważnie i nic przez nie nie widzę.
Nowiutkie okulary, kurwa.
No i piątek zjebany.
I pewnie jeszcze parę dni, zanim wrócę do normalnych kolorów.
Dziś ominie mnie impreza, jutro urodziny Gosi.
Mam nadzieję, że na panieński Belit wydobrzeję.

No, w każdym razie kocham Was jak dzika, po prostu rozwalił mnie ogrom wiadomości od Was, dopytywań, serdeczności, deklaracji pomocy i w ogóle ❤
Melduję, że wszystko mam, syn dowiózł piwo, jest git, na tyle, na ile to możliwe 😛

PS. Z exem robimy sobie teraz heheszki, że przemoc domowa, że to exmąż mnie pobił  😛

A Wasze komenty przywracają mi wiarę w ludzi i dobry humor:

Dżizasie, wypadek w sensie „spadłam ze schodów” czy „jebnął we mnie tramwaj”? Ty weź nie strasz człowieka, jeszcze nie jestem gotowa na twój pogrzeb…

Już miałam pytać cóżeś w łóżku odwalała..

 

i na temat zapowiadanych zdjęć: „lubię takie, poproszę o zbliżenia”   😛

(więc Madziulka, te zbliżenia to dla Ciebie  😛  )

i jeszcze:

„Jezu, Drzo, co Ci się stało? trzeba komuś wpierdolić?
😀
😀
😀
Sugestia z wpierdoleniem powtarzała się zresztą wielokrotnie.
😀
😀
„Ale co się stało? unikałaś ciosu w ramię i przyjęłaś na twarz?”
😀
😀
Wiem że lubisz fiolet ale tym razem chyba organizm przegiął
 😀
😀

I jeszcze Kruk, który był uprzejmy zawiesić mi niedawno półkę na porcelanę:

 

„Półka ci na łeb spadła, nowy bojler czy po prostu uczeń ci jebnął?
(…)
Aha. Czyli że nie półka i nie wykreślisz mnie z testamentu. To ulga.
😛
😛

Zainteresowanych zapewniam, że jutro będzie kolejna sesja zdjęciowa  😀

 

Reklamy