Tagi

Dzisiejszą opowieść dedykuję wszystkim, którzy na widok moich porcelanowych zbiorów łapią się za głowę i dodają „no dobrze, ale TO się musi kurzyć strasznie! Jak Ty to sprzątasz?”
Opowiem więc – jak 🙂
Ostatnio przecierałam porcelanę, kiedy wybierała się do mnie moja siostra.
Dla niewtajemniczonych w moje zawiłe rodzinne historie dodam, że posiadam siostrę bliźniaczkę i że zerwałyśmy kontakty na równe 20 lat, nie była to więc jakaś pierwsza lepsza wizyta, ale Spotkanie przez duże S.

Moja siostra nie widziała nigdy moich zbiorów, chciałam więc, aby zaprezentowały się godnie i zrobiły należyte wrażenie, błyszcząc, złocąc się i srebrząc. 🙂 Przeleciałam więc z wilgotną szmatką wszystkie pomieszczenia, 2 pokoje, kuchnię, przedpokój wraz z łazienką. Zajęło mi to jakieś 2 czy 3 dni, ale efekt był i super.  😀
To wielkie odkurzanie porcelany miało miejsce we wrześniu zeszłego roku.
Dziś, jak wiecie, pokazało się takie porządne wiosenne słońce, coś mnie tknęło i przejechałam paluchem po 19towiecznym kabarecie z regału tuż przy piecu, tam kurzy się najbardziej. Nie pytajcie – dlaczego, cyrkulacja powietrza w moim mieszkaniu jest równie zagadkowa jak akustyka: ktoś wydziera się za oknem a ja mam wrażenie, że za moimi plecami  😛
No w każdym razie spod mojego palca pofrunął całkiem pokaźny kłębek kurzu, zwany „kotem”.
Powzięłam więc decyzję – czas na wielkie sprzątanie.
Zaopatrzyłam się w drabinę, mokrą ściereczkę i dzielnie zabrałam się do pracy.
Zaczęłam od ogromnej szafy, na szczycie której stoi złota lampa, 3 figurki, Leonardo, zdaje się i pamiątka z domu rodzinnego – śmieszny zegar z lat 60tych, na którym moje dziecko wiele lat później przykleiło Myszkę Miki.

Ochoczo i solidnie umyłam szafę od góry, podumałam nad losami zegara, naprzyglądałam się figurkom… potem powalczyłam z lampą, coby swoim światłem objęła wszystkie przedmioty na regałach – i minęła godzina.
Do mycia regałów przystąpiłam więc z zapałem jakby nieco mniejszym.
Umyłam dokładnie jedną półkę i jakieś ćwierć serwisu Hutschenreuther Arzberg Bavaria z lat 1969-72.. i się zamyśliłam.

 

Mokrą ściereczką ciapnęłam to tu, to tam, najbardziej po tych srebrnych Niemcach z dolnej półki, ale tak trochę tylko, bo mnie rozbolały plecy od schylania… przypomniałam sobie o kabarecie, sprawdziłam – ale koty zniknęły.
Potem pomyślałam, że przecież moje okna od zeszłej wiosny nie zaznały mycia, trza koniecznie zaplanować akcję z panią Beatką – a wtedy i tak się nakurzy, więc …
Odniosłam drabinę na miejsce i spokojnie zajęłam się obczajaniem allegro.
Więc moje drogie porządnisie – tak właśnie sprzątam 😀
Bez spiny, zero napinki i przymusu, jak mi się chce, a częściej mi się nie chce.
Jak to powtarzała Jasnorzewska, poetka : „kurz jest po to, żeby leżał”. U mnie i tak słabo poleguje, podłogi myję regularnie, ale na porcelanie się zbiera, nie ma rady.
Jasne, żebym wolała, żeby go nie było, ale, żeby faktycznie nie było ani pyłku, to musiałabym nie pracować, nie spać, nie imprezować – tylko zapierdzielać ze ściereczką, a, sory, mam lepsze zajęcia.
Więc ta moja najpiękniejsza na świecie porcelana będzie musiała znieść na sobie trochę kurzu.
Jest tak zajebista, że odrobina kurzu temu nie zaszkodzi.
Albo taka nieco większa odrobina. 😛
Jak uznam, że ta odrobina rozrosła się za bardzo, to …. to się zastanowię. 😛
Póki widać wzory, malaturę i reliefy – to jest spoko.
I już 😀

 

 

Reklamy