Tagi

,

Akt 1.

Wtorek bez neta.

Nie mam internetu.
Nie mam i nie wiadomo, kiedy mieć będę, masakra.
W skrócie to tak, że fachowiec z Orange, który zakładał sąsiadowi neta, odciął kable Netii, prowadzące do mieszkania mojego i mojego exa.
Czemu odciął?
Bo jest debilem, jak sadzę.
Sąsiad, widząc co ten robi, zapytał przytomnie fachowca, „panie, a co tu pan odcina” na co padła odpowiedź, „eee, to jakieś niepotrzebne kable panie”, sąsiad spojrzał na zegarek, był blady świt, postanowił więc oszczędzić exowi pobudki z pytaniem „ej Jasiu, sprawdź se czy Ci działa internet”.
Gdyby więc nie to dobre serce sąsiada, to udałoby się złapać fachowca-kretyna na gorącym uczynku i zmusić na miejscu do jakichś konkretnych działań.
A tak – to jest po zupie.
O tym, że net nie działa dowiedzieliśmy się w południe, długo po wyjściu tego super-specjalisty, teraz więc na telefony sąsiada nie odpowiada, albo się miga, pierdoląc jakieś dyrdymały, że niemożliwe i że to nie on i w ogóle. A my z exem jesteśmy pozbawieni łączności ze światem, mój ex jakby podwójnie, bo prócz komórki używa także stacjonarnego, który przestał działać..
I generalnie jest słabo, nawet bardzo, bo światłowodu nie da się łatać, Netia z Orangem przerzuca się odpowiedzialnością i kto może dotykać czyje kable, a ja cały dzień nie weszłam na fejsa, nie sprawdziłam maili ani aukcji na allegro. A wieczorem, w ramach przedsennego seansu filmowego zmuszona będę oglądać „Wołyń”, bo to jedyny film jaki znalazłam w czeluściach moich dysków, pozostałe wywaliłam, żeby nie zajmowały miejsca.
Mam stertę filmów na płytach, ale odtwarzacz DVD nie działa mi od dawna, przywykłam i pokochałam oglądanie online, więc go nie naprawiałam.
Przeciw „Wołyniowi” nie mam nic specjalnie, ale kurde wolałabym jakąś durną komedią poprawić sobie nastrój niż dodatkowo dołować się „Wołyniem”.
Poza tym lubię używać swojej wolnej woli i mieć wybór, a nie że „Wołyń” albo nic kurde.
Poziom mojego wkurwu niebezpiecznie zbliżył się więc do czerwonej kreski alarmowej.

Akt 2.

Środa, już netem, uff.

Wczorajszy wieczór umiliłam sobie Apotekowym Walk in Silence i na przekór nieszczęściom nie schodziłam z parkietu.
W przerwach brałam udział w dyskusjach na temat zdjęć w dokumentach, co się komu śniło oraz kibicowałam występom iluzjonistek:

Kibelkowe selfe zawsze na propsie:

 

 

 

Piwo Stiger także było wyśmienite.

 

 

Na dobranoc spróbowałam z tym „Wołyniem”.
Tu poszło mi gorzej, zdecydowanie nie był to dobry moment na taki film, przerwałam projekcję w połowie i do 6 rano usiłowałam zasnąć.
Nie wiem, czy to wina gorzkiej, depresyjnej fabuły filmu, czy mojego podminowania.
Mimo to ranek przywitał mnie radośnie, nic to, że spałam ledwie 3 godziny ale net, net wrócił!
Fachowiec z Netii zjawił się już o ósmej, tym razem na ręce patrzyli mu i mój ex i otulona cieplutkim szlafrokiem sąsiadka.
I słusznie, że patrzyli, bo gość tym razem chciał odciąć kable założone przez pana z Orange i pozbawić neta sąsiadów. Tak w sumie to miał rację, nie w sensie stresowania sąsiadów, ale co do kabli, bo to pan z Orange użył tych naszych, Netiowskich, przy okazji i po chamsku nas odcinając.
Tu jednak wkroczyła sąsiadka (wciąż w tym słodkim szlafroczku), że zaprasza pana na kawę, może przy kawie uda się panu wybrnąć z tego kablowego supła, pan pomyślał chwilę, pomarszczył czoło i nawet bez kawy udało się sprawę rozwiązać.
Dziś więc od rana nadrabiam netowe zaległości, chyba mi zejdzie do świtu.
Mój eks włączył wszystkie komputery, chyba ogląda jakiś mecz, bo mój komp trochę zwalnia.
Sąsiadka pisze skargę do Orange.

 

Reklamy