Tagi

Wczorajsze Walentynki wcale nie zapowiadały się różowo.
Z samego rana (mojego rana, czyli koło 14tej) zaczął mnie pobolewać kręgosłup.
Znając swoje skłonności do postrzału od razu walnęłam sobie masaż, może nawet 2, potem rozgrzewająca poducha z pestkami wiśni, i na deser Voltaren w żelu.
Ale chuj i niestety, z każdym kwadransem ból narastał a poruszanie stawało się coraz trudniejsze i naprawdę z trudem udawałam przed uczniami, że och, ach, biegam sobie jak sarenka.
Kiedy ostatni z nich wyszedł byłam totalnie zesztywniała i rozpakowanie 2 paczek z porcelaną, które w międzyczasie nadeszły, wydawało mi się wyczynem na miarę olimpijską.
Obejrzenie zawartości wcale nie poprawiło mi humoru.
Dzbanek w jednej, jak stało w ofercie, miał posiadać dosyć „wartościowe” sygnowania – a tu kurde nic, jedynie jakaś granatowa plamka.
Na szczęście po założeniu podwójnej pary okularów, jednych na drugie i w świetle kilku lamp udało mi się dostrzec charakterystyczne T z kropką i ślad dużego C przed nim.
Uff.
Z orła z rozpostartymi skrzydłami zostało jedynie kilka kropek, ale to C.T. jest doskonale rozpoznawalne.
Uff uff.
I nie, nie chodzi o to, że jedynie sygnowana porcelana ma dla mnie wartość, nie w tym rzecz, ale jeśli drżącą dłonią wysupłuję kasę na, przykładowo, płytę Lacrimosy i potem słucham i słyszę, że super, fajnie grają, nawet może przepięknie – ale to jedynie cover i nie to kupowałam – to mam prawo być wkurwiona.
Tu na szczęście nie było mowy o coverze   🙂
Jednak zanim te lampy i okulary i oddech ulgi – to rozpakowałam drugą paczkę.
I zupełnie przypadkowo, biorąc do ręki przecudną, delikatniusią cukierniczkę, wyczułam pod opuszkiem palca ostrą krawędź ubytku. Maleństwo jak główka od szpilki, mniejsze nawet, ale że na złoceniu – to widoczne. A że na rancie, pod dekielkiem, to dodatkowo narażone na dalsze obicia.
I nie chodziło o kasę, jednak przyznaję, że takie uszkodzenie, choć maleńkie, wpływa na wartość porcelany w sposób istotny.
Bardziej o to, że sprzedający w opisie kilka razy podkreślał „absolutnie idealny stan cukierniczki, żadnych przetarć czy obtłuczeń, najmniejszych nawet uszkodzeń”.
I zrobiło mi się przykro i poczułam się zrobiona w… no wiecie.
Złapałam więc aparat, zrobiłam ubytkowi sesję zdjęciową i wysłałam do sprzedającego.
I nie uwierzycie, kurde.
Odpowiedź przyszła natychmiast, elegancka i uczciwa, z przeprosinami, tłumaczeniami i kilkoma propozycjami rozwiązania problemu.
Wybrałam tę najlepszą, oczywiście 🙂
Jak nadejdzie, to pokażę, natentychmiast pokażę 🙂
A wieczorem przyszła moja siostra i mogło być już tylko świetnie i to nie tylko dlatego, że przyniosła piwo, mineralkę i czekoladki… ja wyciągnęłam z lodówki makowiec z lukrem, Lewkowy ale mniam, i były to najsuperowsze Walentynki pod słońcem.
Popłynęłyśmy we wspomnienia i opowiedziałyśmy sobie nawzajem kolejną część, kolejny ułamek życia, który przeżyłyśmy osobno.
Jest jeszcze tego sporo, tych osobnych zdarzeń, myśli, filmów, muzyki, książek… sporo przeżyć własnych i przygód naszych synów, jakżeby inaczej  🙂
Było więc o mrożącym krew w żyłach porwaniu przez motorniczego tramwaju, o zmianie pieluchy niemowlakowi przez pięciolatka, było też wspólne fortepianowe wykonanie czołówki serialu „Bella i Sebastian” oraz „Delfin Um„, wraz ze śpiewem, przepraszam, sąsiedzi.
Było o naszych lękach i ulubieniach, tych wspólnych i osobnych… o przeszłości i o teraz.
Ale jest jeszcze tyle historii, które musimy sobie opowiedzieć, tyle tematów, które musimy przegadać, tyle myśli, spostrzeżeń, doświadczeń.
Te klocki wciąż się układają, powoli zapełniają się puste miejsca, ale przybywa nowych i to mnie niesamowicie cieszy.
Wciąż dzieje się tak, że gdy się coś wydarzy, to chcę natychmiast o tym opowiedzieć Marcie… wystarczy, że coś mi się przypomni i od razu chcę z nią o tym pogadać, o coś zapytać.
Kiedy wczoraj wyszła, to zaraz chciałam pisać maila, żeby nawiązać do naszej rozmowy, bo coś mi umknęło, nasunęła mi się jakaś myśl czy dwie…
I wciąż się zastanawiam, jak mogłam wytrzymać bez niej te 20 lat 🙂

Marta mnie zabije, ale zamieszczam jej fotkę, łazienkowe selfie, a jak 🙂

 

No.

 

😀

 

 

 

 

 

Reklamy