Tagi

Mam wrażenie, że pierwszy raz w historii mojego blogowania doszło do sytuacji, kiedy gdzieś w otaczającym świecie wydarzyło się coś IMO istotnego, dramatycznego, wręcz tragicznego i z jednej strony bardzo chcę podzielić się z Wami moimi emocjami i przemyśleniami, ale z drugiej strony jakoś mi do tego nieśpieszno.
Z jednej strony nosi mnie, żeby o tym napisać – a z drugiej opadają mi witki.
I nie chce mi się tym gadać.
Bo czytam komentarze w necie, pod innymi felietonami na temat, czytam wypowiedzi pod linkowanymi przeze mnie artykułami i chyba pierwszy raz w życiu czuję się bezsilna.
Czuję się stara, znużona i obolała od walenia głową w mur.
Wymęczona do granic tłumaczeniem, tłumaczeniem bez końca, szukaniem argumentów i ich starannym doborem, konstruowaniem porównań i rzeczowych konkluzji.
Bo po co?
Po co cały ten wysiłek, wkładany w napisanie notki, emocje, ta szarpanina sama ze sobą, krwawienie serca i duszy…
Po cholerę i po chuj, jeśli i tak połowa komentarzy zapewne będzie, mówiąc delikatnie i elegancko, oddalona od meritum o lata świetlne, a moje próby polemiki spowodują jedynie lawinę im podobnych.
Bo jeśli spotkało to lepszych ode mnie (patrz 3 linki na końcu), bogatszych o wiedzę w temacie i lepiej władających słowem – to ja się poddaję.
.Bo jeśli rozmowy o rzeczach ostatecznych, o sens i cel życia sprowadzane są do dysput o pieniądzach i kategorycznych zakazów i nakazów, jak należy żyć i myśleć i jaką wybrać drogę – to ja się poddaję.
Bo świat nie stanie się lepszy, jeśli swoją opinię o himalaizmie i o tym, co wolno ojcu rodziny wyrazi każdy, posiadający dostęp do neta. Na pewno nie mój świat.
Szczególnie, że w opiniach tych nie znajdziemy sformułowań typu „ja myślę” czy „sądzę”, nie ma żadnego „może” czy „spójrzmy na to z drugiej strony”.
A przecież każda sprawa ma wiele stron i aspektów – jak choćby to nieszczęsne ubezpieczenie.
Ale i w tej kwestii brakuje spokojnej i rzeczowej dyskusji.
Zamiast tego mamy jeden wielki wrzask „jak to, „po co”, „nie miał prawa”, mamy zarzuty, oskarżenia, słowne ataki. Mamy złość, pychę i nienawiść (jak napisała Edyta). Arogancję i absolutny brak empatii.
Nie napiszę więc ani słowa, ani jednego własnego słowa – ja to tylko tu zostawię.
Myślę, że autorzy trzech linkowanych felietonów zrobili to lepiej i pełniej, niż ja bym to zrobiła, dlatego ograniczę się do wklejenia tych linków.
Bo zabrakło mi sił do walki, mam nadzieję, że jedynie chwilowo…

http://hakierka.pl/2018/01/29/tysiac-mil/

http://www.calareszta.pl/dramat-nanga-parbat-wtyczka-wylaczajaca-internet-zadzialala/

https://teklak.pl/2018/dlaczego-nie-byli-ubezpieczeni/

PS. Jeśli i Wam spodoba się jakiś głos w dyskusji na powyższy temat – śmiało linkujcie arty. Chętnie też poznam opinie różniące się od mojej i tych przeze mnie zalinkowanych. Obiecuję, że przeczytam teksty uważnie i że je przemyślę. Ale nie wiem, czy znajdę siły, by napisać szerzej, co sama o tym wszystkim myślę…

 

I napiszę jeszcze coś.
Kiedy myślę o Nanga Parbat to widzę ogromny, niewyobrażalny wprost dramat.
Myślę o niewyobrażalnym dramacie Francuzki, o wyborze, którego musiała dokonać – nikomu, nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłabym takich dylematów.
Myślę o tym co czuła i co musi czuć teraz.
Myślę o och wspólnej walce i o dramatycznym pożegnaniu.
I o samotnym umieraniu Tomka.
O każdej godzinie i sekundzie wśród lodu i kosmicznego mrozu, o każdej minucie, w której uchodziło z niego życie.
I nie nie było nikogo, tylko on, jego myśli i ten lód i potworne zimno i cisza.
I powoli odpływająca świadomość.
Te obrazy prześladują mnie od paru dni i nie dają spokoju.
Dręczy mnie, czy wiedział? Czy zdawał sobie sprawę, że jego podróż dobiega końca?
Czy cierpiał?
Nie mogę przestać o tym myśleć.

I, wybaczcie, to ma dla mnie znaczenie pierwszorzędne.
To, że główny ciężar netowej dyskusji to kasa, i „dobre rodzinne rady” czy raczej nakazy, oskarżenia i potępienie, że wszystko to aż kipi od złości, podłości i chamstwa – to po prostu dla mnie porażka. I że to wszystko jest takie straszne, strasznie i okrutnie przyziemne, umierają ideały, nie masz prawa żyć dla idei czy pasji i umierać dla niej, bo Cię nazwą idiotą, zmieszają z błotem, zhejtują.
To jest dla mnie szalenie bolesne.
Przeraża mnie świat, w jakim żyję.
Przerażają mnie ludzie, którzy mnie otaczają.
I dlatego czasem nie chce mi się z Wami gadać.

PS.
Dzięki Belit i Tomasz C.   ❤

I tak, dla mnie Tomek Mackiewicz jest bohaterem, wygrał z Nanga Parbat i zapłacił za to najwyższą cenę.

Reklamy