Tagi

6.

2×30

 

W moim sześćdziesięcioletnim ciele mieszka o połowę młodsza kobieta
panie lubią się
lecz nie zawsze rozumieją
trzydziestolatka tupie niecierpliwie sześćdziesięcioletnią nogą
gdy ta starsza nie może nadążyć
i narzeka
że bolą plecy
i łapie zadyszka
sześćdziesięciolatka znosi cierpliwie
gdy młoda wyrywa się na koncerty
i tam skacze
szaleje nieprzytomnie
albo gdy zakochuje się po wariacku
wtedy starsza wykrzywia twarz w pobłażliwym uśmiechu
i myśli
poczekaj tylko
poczekaj jak będziesz w moim wieku

 

——————————————–

5.

Wizyta.

Puste miejsce po Tobie pali bardziej niż zgaga
snuję się po mieszkaniu i na płacz mi się zbiera
sączę wino, lecz czuję, że to słabo pomaga
nie wiem, kurwa, no nie wiem, co ja robić mam teraz

Przecież ślad Twojej głowy ciągle nosi poduszka
kołdra także zapisała Twój zapach
talerzyki po pizzy, trzy po Harnasiu puszki
i wciąż ta sama zza okna woń wczesnego lata

Niby wszystko tak samo – tylko Ciebie już nie ma
od kwadransa, godziny – na wskazówki wciąż patrzę
liczę chwile, przysypiam, czas się wlecze jak ślimak
pustka krzyczy mi w głowie, już nie mogę i płaczę

W międzyczasie zmierzch zapadł i za oknem już ciszej
ślady łez na policzkach wysychają powoli
z kompa sączy się gotyk, Diary słodko kołysze
tępy ból w środku osłabł, chociaż ciągle mnie boli

Wstaję wreszcie ospale i ogarniam bałagan
czuję Ciebie na skórze, czuję Ciebie na ustach
jak automat podnoszę, porządkuję, układam
z Tobą zasnę, to pewne – choć poduszka już pusta.

————————————————–

4.

Sprzedam nerkę.

Potraktujcie to na serio
nie – że jakieś śmichy-chichy
to poważna jest konieczność
wybór trudny, zgryz nielichy…

zamiast stroić sobie żarty
posłuchajcie opowieści
o nałogu – co uparty
źródłem mojej jest boleści.

Nałóg to nie byle jaki
może to choroba wręcz
nie poddaje się terapii
żaden lek nie działa też

Już niejeden mądry lekarz
i niejeden specjalista
poddał się, chociaż przyrzekał
wyleczyć cholerstwo do czysta

bo jak leczyć, kiedy pacjent
tak naprawdę, w duszy głębi
(chociaż ci przyznaje rację)
kocha nałóg, co go gnębi.

Bez choroby żyć nie umiem
Bez choroby żyć już nie chcę
i wciąż spieram się z rozumem
ja, czy raczej moje serce

A serce przez nałóg zżarte
i świata nie widzi poza
już wiecie czym? bo ta przypadłość
zwie się porcelanoza.

I teraz już wszystko jasne
historia się w całość układa
na dzbanki wydaję kasę
mój nałóg zarobki me zjada

pożera je z każdym czajnikiem
dzbanuszkiem, paterką i kubkiem,
sosjerką i małym mlecznikiem
i filiżaneczką tyciutką

pożera je bez litości
Carl Tielsch i Ohme i Ćmielów
pożera je Sevres, Schumann i Plaue
cóż, widać, kasożerców jest wielu

i znikąd, ach, znikąd ratunku
i z biedy przyjdzie mi zginąć
bo rozum już zszedł z posterunku
i razem z sercem popłynął

Stąd pomysł z tą nerką, (czy płucem)
by na rachunki starczyło
na piwo, chleb i nowe półki
na porcelanę, mą miłość.

😀

————————————————————————-

3.

Moje tymczasowe życie

udaję, że zapomniałam
próbuję
jeszcze
przez chwilę
żyć normalnie
wstawać o zwykłej porze
pracować jak zwykle
odkrywać nowe muzyki
śmiać się ze szczeniaczków na fejsie

ale to pozór
jeszcze tylko parę dni
jeszcze tydzień czy dwa
i wszystko runie
rzeczywistość da mi w twarz
skoczy do gardła
zatopi w nim zęby
przegryzie kark
wszystko stanie się szybko
jak wystrzał
i odtąd będę już tylko umierać

—————————————————————————-

2.

dotykasz mnie czubkami warg
opuszkami palców
powolutku
tak jak lubię
czuję Twój zapach
ale go nie pamiętam
nie ma już we mnie ognia
chyba za długo czekałam
zmarzłam
posiwiałam
nie patrz tak
już nic się nie wydarzy

———————————————————————————–

1.

To nie dlatego, że zima
że dni takie krótkie i bure
że śniegu jak nie ma, tak nie ma
tylko chłód, smog i błoto ponure.

To nie to, bo lubię, gdy ciemno
lubię szarość i mgłę i ziąb
to nie z tego powodu mi zimno
to nie stąd ten mój nastrój, nie stąd.

Źle mi – bo cały świat zszarzał
nie zimowo, jakoś inaczej
wszystko się rozsypało
czy rozpieprzyło raczej.

To co kochałam – zniszczone…
zblakło, rozpadło się, zgniło…
co było ważne – umarło
coś się zmieniło.


 

Reklamy