Tagi

,

https://www.facebook.com/events/121861505178854/?active_tab=discussion

https://drzoanna.wordpress.com/2016/06/10/monstrum-w-pubie-pod-ziemia/

Zanim rozpocznę opowieść o koncercie, o jednym z najlepszych, w jakich uczestniczyłam w moim długim życiu – pozwolę sobie na wstęp.
Powiem otwarcie – zdaję sobie sprawę z faktu, że jestem już w tym wieku, iż w sumie nie wiadomo, w ilu koncertach uda mi się jeszcze uczestniczyć i gdy się nań wybieram, robiąc przegląd szafy, plecaczków i glanków, to czasem przemknie mi przez głowę myśl, że właśnie ten może być moim ostatnim.
Kiedy wracam do domu – umęczona do bólu, ale szczęśliwa na maksa, kiedy rozpamiętuję każdą chwilę i cieszę się jak dziecko, kiedy przeglądam zdjęcia, kiedy je obrabiam i te chwile znowu wracają – ta świadomość pojawia się ponownie.

Nie, nic mi nie dolega, spoko, nic, poza wiekiem, mniej więcej 🙂
Ale siódmy krzyżyk na karku to jednak kurde nie przelewki, i choć serce się rwie to ciało już słabsze i mniej ma sił na skakanie pod sceną.
Nie wyobrażam sobie chwili, kiedy o skakaniu nie będzie już mowy, ani o machaniu włosami ani nic… lubię myśleć i mówić, że ja to nawet z balkonikiem i pampersem pod tą scenę się doturlam, ale wiem, że może być inaczej.
Dlatego, kiedy gasną światła, kiedy zajmuję swoje miejsce z lewej strony barierek, jak zwykle… kiedy porwie mnie atmosfera, muzyka, moc metalu – to nic i nikt mnie nie powstrzyma.
Im mocniej do mnie dociera, że jeszcze mogę, że wciąż mam siły, dziś jeszcze tak, ale jutro – kto wie… Im ta świadomość staje się wyraźniejsza – tym mniej stawiam sobie ograniczeń, wiedząc, że za chwilę postawi mi je życie.
Starość znaczy 🙂
Dlatego zawsze czekam na moment, kiedy mnie poniesie.
Bo to nie zdarza się zawsze i nie zawsze od razu.
Musi zadziałać magia, musi się coś wydarzyć, jakiś akord, uderzenie gitar, charyzma wokalisty, nagły rozbłysk świateł…
Choć czasem bywa i tak – że nie musi wydarzyć się nic specjalnego.
Myślę, że MonstruM jest właśnie kapelę tego rodzaju.
Oni nie potrzebują żadnego specjalnego wejścia, żadnego czary mary intro.
Pojawiają się na scenie najzwyczajniej na świecie, Mariusz zagaja i zaczynają grać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I już.

 

I tyle.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A potem się dzieje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Chciałam napisać, że samo się dzieje – ale nic nie dzieje się samo, nigdy, w tym przypadku też nie.
To, że szaleństwo zaczyna się od razu, natychmiast, że porywa mnie od pierwszego akordu, i mnie i wszystkich, od sceny po drzwi klubu – to właśnie fenomen MonstruM.
Niektóre kapele to potrafią – inne próbują i nie udaje im się nigdy.
Gdybym miała powiedzieć, na czym to polega, gdybym miała spróbować rozłożyć magię na czynniki pierwsze a czar i moc zaszufladkować – to powiedziałabym, ze chodzi o bezwzględną szczerość i o kontakt z publicznością.

 

 

 

O oczywistościach, jak rewelacyjny warsztat muzyczny, umiejętność tworzenia pięknych melodii i aranżów, nawet nie wspominam.
Nie wiem jak wy – ale ja kocham to chwytające za serce, purplowskie zawodzenie gitar… i proste, mocne teksty.
Dlatego chodzę na koncerty MonstruM.
Dlatego daję się ponieść tej niesamowitej, dzikiej przyjemności.
Dlatego skaczę z tłumem, śpiewam wraz z tłumem, szaleję razem z tłumem.

Dlatego nigdy nie zetnę włosów 🙂
Obawiam się, że piszę o czymś, czego nie byłabym w stanie wytłumaczyć osobie, która nie słucha metalu 🙂
Ani tego, dlaczego ostatniej soboty posunęłam się jeszcze dalej – wylazłam na barierki i tak skakałam 🙂
Miałam wrażenie, że za chwilę barierki runą, że rozpadną się ściany pubu, że zespół, publiczność i muzyka zjednoczą się, zespolą w całość 🙂
I miałam ochotę skoczyć.
Żałuję, że tego nie zrobiłam.
Następnym razem się odważę, mam nadzieję, że mnie złapiecie 🙂
Byłby to mój pierwszy raz – i pewnie ostatni, ale kto wie, jeśli mi się spodoba …. 🙂

Niektórzy byli odważniejsi, niż ja  😀

 

 

 

Plasiam, Gaba mi wlazła w kadr i ostrość poszła na nią, nie na lewitującego. sorcia  🙂

 

Więc na koniec – ogromne dzięki, Darek!!!

 

Zajebiście było Cię spotkać po tych paru latach, zajebiście przekonać się, że Boss Garage Pub – to Twoje dzieło.
I że jest to miejsce super, po prostu super.
Świetna miejscówka, i ten wybór piwa, mniam 😀
I ogromniaste dzięki za plakat, po prostu mnie wzruszyłeś, własnoręcznie wydłubując zszywki z płyty wiórowej ścian klubu.Teraz już wisi w moim pokoju, mam nadzieję, że w porządnym towarzystwie 🙂

Z tego koncertu zapamiętam na zawsze jeszcze jeden moment.
Siedzimy w kącie klubu, namówiłam chłopaków na kolejne piwo i płyniemy we wspomnieniach, bo z niektórymi nie widziałam się ponad 3 lata – aż tu nagle, jak spod ziemi, pojawia się przy naszym stoliku:

 

Powiem Wam, przerabiałam już różne bliskie spotkania 3 stopnia z gwiazdami i gwiazdeczkami sceny… ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby muzyk, którego przed momentem oklaskiwałam spod sceny po koncercie odszukał mnie wśród zalegającej przy stolikach publiki po to, by ze mną porozmawiać.
Żeby uścisnąć mi łapę.
Żeby opowiedzieć mi, jaką przyjemność daje mu zaglądanie na mojego bloga.
Nie, że fajne zdjątka i fajna relacja z poprzedniego koncertu MonstruM – ale, że w ogóle, że fajny blog, mądre teksty i …. sorki, tu się czerwienię i wstydzę i jaram jak dzika i skaczę pod niebo, bo dawno nie usłyszałam tylu komplementów w związku z moją pisaniną ❤
I jeszcze o tyn, że pamięta mnie z koncertów, z każdego, mało tego, przypomina mi o koncercie, na którym byłam, a zupełnie zapomniałam 😀 😀 😀
I nie tylko mnie, mojego wiernego towarzysza, Kruka pamięta także 🙂
Matkobosko, byłam w takim szoku, że nawet nie zaproponowałam, żeby usiadł, matoł ze mnie 😛

I najcieplejsze causki i przytulasy dla ekipy z Buska ( ❤ ❤ ❤ ) to już kurna staje się jak widać tradycją 😀

 

I dla wszystkich fanów MonstruM, poznanych w Pubie PodZiemią ❤ ❤ ❤ , którzy w sobotę mnie rozpoznali i po metalowemu potraktowali żółwikiem 🙂

I dla Agi i Gaby

I dla Sleepera.
I oczywiście dla najlepszego pod słońcem Kruka, z podziękowaniami, że mi o koncercie przypomniał i cierpliwie znosił nasze (czytaj moje) głupawe żarciki na temat picia pepsi ❤
I generalnie cierpliwie znosił całą mnie 😀

 

I dla Artura za nadesłaną fotę:

 

\m/

I jeszcze zapytam was na koniec – czy byliście kiedyś na koncercie, na którym frontman, na prośbę fana, odczytał ze smartfona tekst, skierowany do innej osoby?
Bardzo romantyczny tekst 😀
A w sobotę w Boss Garage Pub właśnie się tak zdarzyło 🙂

 

No.
Więc jeśli ktoś zapyta mnie – jak było, odpowiem, że zajebiście.
Prze-kurna-zajebiście.
No.

\m/

 

—————————————————-

PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast użycie fotki bez pytania, a szczególnie wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie/przeróbki zdjęcia spotkają się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamią mi serce, poważnie….

 

Reklamy