Tagi

,

 

 

 

Gdybym miała określić jednym słowem, co najbardziej kocham w Michałowych, co-drugo-wtorkowych „Walk in Silence”, to byłaby to atmosfera tych imprez.
Niewymuszona, bez spiny, swojska.
Fajne w nich jest to, że jeśli najdzie Cię ochota, to możesz kilka godzin przesiedzieć z jednym piwem przy barze.
Albo z czterema.
Na luzie, spokojnie, swobodnie i powolutku.
Podumać nad losami świata, nad własnym życiem i jeszcze raz zanalizować przegraną licytację porcelanowego czajniczka na allegro.
Jeśli masz w sobie tego dnia więcej energii – to przegibiesz się do zamknięcia knajpy na dansflorze – to też spoko, nikt nie będzie się gapił, ani dziwił, nawet jeśli nie będzie tam nikogo poza Tobą.
Czasem więc samotnie, czasem w kółku paru czy parunastu osób, i jeszcze trochę uśmiechów człowiek do człowieka, jakieś „hej, hej” rzucone w przelocie… ale czasem od kilku osób płci obojga usłyszysz, że przepięknie wyglądasz, słodko tańczysz a Twój olbrzymi wisior z różą od Barw Nocy jest zajebisty fchuj.
Może ktoś wyrazi to nieco innymi słowami – ale przekaz będzie ten sam 🙂
I możesz przysiąść się do znajomych, przez chwilę pogadać, wysłuchać opowieści o wczorajszym koncercie Paradise Lost, a potem tylko się już bujać w rytm muzyki.
Możesz przyjechać tu z Hiszpanii, nie znać słowa po angielsku – ale i tak uda Ci się zamówić jakiś request.
Może Ci odwalić na punkcie jednego kawałka Penumbry i choć nijak nie wpisuje się on w zakres muzyczny WiS to Michał bez problemu puści Ci go w drugiej części imprezy.

A w pierwszej – to gibiąc się na parkiecie, albo przy stoliku, przeżywając z zamkniętymi oczami każdy dźwięk – pozwolisz muzyce płynąć, poprzez Ciebie, przez Twoje ciało, swobodnie przepływać kolejną i kolejną falą.
I później, dużo później, przyjdzie Ci do głowy, że w zasadzie to chciałbyś pogadać z twórcą i prowadzącym event w jednej osobie – skąd bierze utwory na codwutygodniowe spotkania, gdzie szuka, czym kieruje się przy wyborze. I jeszcze, że w zasadzie to masz tyle pytań, że wyszedł by z tego niezły wywiad, chyba, ale nie teraz, teraz to razem z Michałem podchodzisz do baru, uśmiechasz się i zamawiasz kolejne piwo.
I znowu pozwalasz płynąć muzyce i myślom, swobodnie i luźno…
I wracasz nocą do domu, piechotą, bo to przecież rzut beretem, zaraz po drugiej stronie Wisły… Twoje platformy raźno tupią po bruku, po asfalcie, a muzyka wciąż śpiewa Ci w głowie.

 

Reklamy