Tagi

,

Tej opowieści miało nie być, ale nie mogę się oprzeć opowiedzeniu jej – mimo wszystko.
Mimo, że poszłam „nieprzygotowana”, nie wzięłam ze sobą aparatu foto i w związku z tym nie będzie żadnych zdjęć.
Żadnych fotek dla dokumentacji wydarzeń.
Mam jednak nadzieję, że mimo to wysłuchacie tej opowieści chętnie.

banerw.png

 

https://www.facebook.com/events/346752282418302/?acontext=%7B%22ref%22%3A%22106%22%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D

 

baner.png

 

Schizofrenia przyjęła gości ciepło, nawet rzec można, że upalnie, bo w okolicy dansflora panował wręcz tropikalny klimat.
Mówię o temperaturze powietrza – ale także i uczuć  🙂
Powiedzmy to jasno, nie owijając w bawełnę – mówię o szalonym, dzikim tańcu zmysłów  🙂
Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze z niesamowitą radością patrzę, kiedy ktoś TAK tańczy, kiedy w jego ruchach jest tyle niewinnego piękna ale i erotyzmu.
Ten erotyzm udzielał się także i innym, ale tu przerwę moją opowieść, nie liczcie na pikantne szczegóły 😛
A dla dziewczyn, o których mówiłam wyżej – gorące i szczere pozdro ❤

I od razu cieplusie uściski, rzecz jasna, dla Kornika-Karmelka, najlepszego didżeja w tej galaktyce  ❤
I najbardziej kochanego pod słońcem, bo prócz Marilyn Mansona znalazło się miejsce także i na Lacrimosę, mmmmm…. i na mnóstwo innych, świetnych kawałków, takich „naszych”, jeśli wiecie co mam na myśli 🙂
Stąd te zmysłowe parkietowe układy taneczno-osobowe, stąd dzikie machania fryzurami do świtu!

Słowa pochwały należą się też całej ekipie Schizowej, z Magdą na czele 🙂
Ale nie zapominajmy o ekipie za barem, cierpliwie dosypującej mi lodu do ciemnego Kozela, mmmmm….   ❤
I jeszcze jedno.
Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać: w Schizo, prócz uprawiania tańców i innych dzikich swawoli można też się najeść!!!!
Poważnie!!!!
Tanio i pysznie, wiem, bo próbowałam.
Nie obczaiłam całego menu, ale pierogi pachniały tak, że zaśliniłam dekolt   😀
I zapiekanki ze szpinakiem, mniam!!!!!
I nie tylko szpinakowe, no naprawdę ❤
Kurde, następnym razem wybiorę się na Schizową imprezę bez obiadu 🙂

Hmmmm, mówiłam, że nie będzie zdjęć?
Kłamałam 😀

Bo choć ja nie zabrałam ze sobą aparatu fotograficznego, to od czego są przyjaciele?
I ich wypasione komórki/smartfony/cokolwiek, co to pranie zrobią, obiad ugotują, że o fotkach nie wspomnę, że cykną 😀

Więc jednak będą dowody rzeczowe.
Że byłam, miód i wino piłam, debila z siebie robiłam, ekhem, miało być – doskonale się bawiłam, co ta klawiatura no …. 😛

Oto więc częściowy skład osobowy przy naszym stoliku:

siedzo2.png

 

22014927_1440986145978917_732899481_n.jpg

 

siedzo.png

 

21979179_1440988109312054_708249903_n.jpg

 

22014674_1440986102645588_469805160_n.jpg

Belit, kochanie, dzięki za użyczenie fot ❤ ❤ ❤

 

21942088_1440986122645586_1252498004_n.jpg

 

 

A na koniec chciałam mianować Magdę J. – Naczelnym Imprezowym Strażakiem.
I dodatkowo przyznać medal za odwagę i refleks.

Jej to bowiem Michał, zwany Kjurem, zawdzięcza 90% fryzury, uratowane z pożaru.
I chyba znacznie, znacznie więcej ❤

W zasadzie nie bardzo wiem, jak się to stało, bo wszystko działo się tak niesamowicie szybko…. ale żegnając się ze mną, już gotową do wyjścia, Michał pochylił się na stolikiem, a dokładnie nad jedną z zapalonych, klimatycznych Schizowych świeczek.
W ułamku sekundy jego fantastyczna fryzura stanęła w ogniu.
Podobne dramatyczne zdarzenie miało miejsce kiedyś w ś.p. Kocie Karola, jednak wtedy pożar objął włosy znacznie dalej od twarzy… wczoraj ognisko zapaliło się jakiś centymetr od Michałowej skroni….
Przyznaję, że zamarłam, ktoś chyba krzyknął, ale nie minęła sekunda – a Magda niemal przefrunęła nad stolikiem i zagasiła ogień własną dłonią.
Magda – jesteś moją bohaterką, tego wieczoru, i nie tylko ❤

Czekam więc na następne imprezy w Schizo – niecierpliwie i z nadzieją, a na wszelki wypadek przytargam jakąś klimatyczną gaśnicę, najlepiej fioletową i w czaszeczki, coby mi się ze stylówą komponowała 😛

 

 

SAM_4445.JPG

Drzoanna.jpg

 

Reklamy