Tagi

Przeglądanie ofert na allegro to super przyjemne zajęcie.
I jakież emocjonujące!
I w jakież niespodzianki obfituje!    😀
Nawet, jak się jest biedniejszym od myszy kościelnej – zawsze można poczynić jakieś ciekawe odkrycia (czytaj – pokusy) i nawet spróbować się im oprzeć    😛
Mnie z reguły się to nie udaje, w sensie z tym opieraniem, ale tu zmilczmy i udawajmy, że tak sobie tylko przeglądam, nic nie kupuję i nie skończę pod mostem, a żarcie gruzu to już w ogóle i wcale nie.    😛
No więc przedwczoraj tak sobie właśnie wertuję strony, (z porcelaną rzecz jasna)całkiem od niechcenia i niezobowiązująco – aż tu nagle bum!
A nawet BUM!!!!!
Patrzę i co widzę?
A kubeczki (czy raczej wysokie filiżanki) , w zupełnie przyzwoitej cenie, w zasadzie to niskiej nawet – o identycznej malaturze, jak mój Najpiękniejszy na Świecie, Stareńki Czajnik – ten, który miałam swego czasu na profilowym na fejsie. Reliefy i ogólny kształt czy styl, wszystko idealnie pasuje, tyle – że bez złoceń. Ale podobieństwo ogromne, więc muszą być moje i już.
Między mną a wystawiającą ofertę wywiązała się korespondencja – na temat ilości kubeczków, ich podobieństwa, sygnatury itepe.
Muszę przyznać, że w związku z tym od razu do Pani Beaty zapałałam wielką sympatią, bo na moje głupawe pytania odpowiadała lekko i dowcipnie, z mnóstwem emotek – to lubię 😀
Po prostu – Swoja Dziewczyna  ❤
Zanim umówiłam się na odbiór osobisty – bo to w Krakowie, na dodatek rzut beretem od mojego domu, a od domu Dzieci to już w ogóle ćwierć rzutu, dowiedziałam się, że jest jeszcze trzeci kubeczek, ale z wadą fabryczną. Wybierając się obiecałam sobie, że oczywiście wezmę go także, ale po stosownych targach i marudzeniu.

Idąc (noga za nogą, bo plus 30, a w tramwaju to 2 razy tyle) zastanawiałam się, jak to możliwe, że sklep działa od lat (na miejscu okazało się, że od 12) w Podgórzu, bliziuśko, a ja go nie zauważyłam. To sam koniec Limanowskiego (pod nr 42) , już za placem Boh. Getta.
I faktycznie – trudno nie zauważyć, bo jak pisała Pani Beata – z daleka widać „żółte drzwi i różności na chodniku powystawiane”.
To czarowne miejsce nazywa się Stary Kufer i jest to takie coś (info dla wtajemniczonych) jak Graciarnia Nutki tylko do milionowej potęgi, bo i meble ogromniaste też.
Szafy, szafki i szafiska, półki, stoły i stoliki, komody, serwantki, barki, toaletki z lustrami, niektóre z potrójnymi.
Większość rzeczy IMO do renowacji ale niektórzy lubią taki surowy styl bez konieczności przerabiania na shabby chic    😉
Stare zdjęcia, obrazy, książki, lampy, garnki, kamionka, narzędzia wszelakiego sortu, szkło i porcelana, jesus – jaka porcelana!!!!
Z wytrzeszczem oczu łaziłam i dotykałam ostrożnie, kompletnie nie przejmując się astmą i zakurzonym nieco wnętrzem, bo gdybym chciała wynieść tylko to, co mnie zachwyciło, nie starczyła by bagażówka…..
Pani Właścicielka też zrobiła na mnie wrażenie – czarnowłosa, w ciuchach w jedynym słusznym kolorze, styl taki mniej więcej gotycko-boho, w zasadzie mogłaby bez przebierania wystąpić na Kastlu.
No mówiłam – że swoja ❤
I spędziłam w jej sklepie ponad godzinę – raz, że od grubych murów wiało cudownym chłodkiem.
Dwa – zobaczyłam zaraz przy wejściu, na ladzie – książkę Grzebałkowskiej o Beksińskich, no więc sami rozumiecie – musiałam jej opowiedzieć całe swoje życie.
Pani Beata dopiero do książki się zabierała, ja właśnie wczoraj dobrnęłam do finału, ostatnie 2 rozdziały przeczytałam nawet dwukrotnie, ale obyło się bez spojlerów 🙂
Wymieniłyśmy się uwagami na temat filmu „Ostatnia rodzina” – no i proszę, okazało się, że nasze opinie są zgodne, mimo, iż Pani Beata osobiście żadnego z Panów Beksińskich nie znała, a to podobno stąd brało się moje nastawienie.
Oczywiście nie ominęłyśmy tematu porcelany, ulubionych stylów i kolekcji, miejsca na zbiory w kontekście posiadania psa, kota, tudzież raczkującego wnuka.
Dostałam klimatyczną wizytówkę i wiem, jestem pewna, że zajrzę tam nie raz, choćby powdychać zapach zakurzonego wnętrza, a przecież to bliziusieńko z Krzemionek, po których często się włóczę…
A – i oczywiście nabyłam tę trzecią filiżankę, a o planowanym targowaniu się zupełnie zapomniałam.
Tak więc wizja mostu i gruzu jawi mi się coraz wyraźniej, natomiast z całą pewnością jestem od wczoraj szczęśliwszą niż przedwczoraj.
Szczęśliwszą dokładnie o te 3 kubeczki i o zapowiedź pięknej przyjaźni   ❤
Dziś spędzam dzień przeglądając zdjęcia na fanpage’u  https://www.facebook.com/rekwizytorniaaaa/ a trochę się ich przez te 12 lat zebrało…. moje ochy, achy i inne odgłosy niosą się więc tęsknie po dzielni już od paru godzin i nic nie zwiastuje rychłego zakończenia.
Bo dzięki tym zdjęciom w liczbie ponad 4 tysiące cofnęłam się w czasie, przeniosłam do zupełnie innej, magicznej rzeczywistości.
A magia jest tak mocna, że wydaje się, iż czuję kuchenne zapachy z waz i aromat kawy z porcelanowego garnituru Carla Tielscha, słyszę szelest sukien w starych szafach, płacz niemowlaków i śmiechy zakochanych ze zdjęć…  i chcę otworzyć każdy kufer, odsunąć każdą szufladę, uchylić każde drzwiczki i drzwi – z nadzieją, że odnajdę tam drogę do świata secesji i art deco, świata starych kapliczek, malowanych skrzyń i niezliczonych wersji aniołów stróżów w złoconych ramkach.
Świata mojej babci – ale i mojego także.

 

A poniżej fotki filiżanek i dzbanka, zusammen do kupy, sami oceńcie, czy stanowią całość, czy podobieństwo jest dziełem przypadku.

kube2.png

 

kube3.png

 

SAM_3525.JPG

 

SAM_3526.JPG

 

SAM_3527.JPG

 

SAM_3529.JPG

 

sta1.png

https://www.facebook.com/rekwizytorniaaaa/

 

—————————————————

Drzoanna.jpg

 

Reklamy