Tagi

,

16195623_1182684145180603_6026449967865485321_n.jpg

 

 

https://www.facebook.com/events/1724747961144655/?active_tab=discussion

 

W pierwszych słowach mego listu… eeeee, zara, pozwólcie uspokoić się myślom oszalałym a umysłowi odzyskać kontrolę i nad nimi i nad ciałem, co będzie raczej trudne, albowiem sobotnia impreza zmasakrowała moje starcze ciało i całą niematerialną resztę.
W zasadzie to zamiast, że „dla smutnych” powinna nosić nazwę „Totalny Rozpierdol Systemu” co w kontekście koncertu w Tauron Arenie, odbywającego się tego samego dnia – byłoby zupełnie stosowne. Ten rozpierdol był tym bardziej zaskakujący, mój głupiutki rozumek stawiał nawet tezę, że wszyscy zapaleni rozpierdalacze będą właśnie tam, a do Apo przywloką się tylko smutasy i zamulacze, tacy od wzdychania i ronienia łez nad jednym piwem, no wiecie.
Tymczasem w Apotece piwo lało się strumieniami, a pub wypełnił się atmosferą szalonej i dzikiej zabawy, na parkiecie to już w ogóle.
Tego, że i ja wezmę udział w tych hulankach także nie przewidziałam, jak niektórzy wiedzą – mocno mi się w życiu popierdoliło i szalone imprezowanie to ostatnia raczej rzecz, na jaką miałam ochotę i siły.
Ale chyba zadziałała jakaś magia i zamiast wymknąć się dyskretnie po godzince zamulania i smęcenia – trafiłam do domu dopiero wtedy, gdy niebo już mocno pojaśniało.
Do dzisiaj boli mnie cały człowiek, kręgosłup szyjny krzyczy z powodu machania włosami a stopy mam odbite od skakania i tupania.
A z włosów wyczesuję tynk (to z powodu niezbyt udanej próby przeskoczenia mnie przez pewnego chłopaka, gdy z Gosią chłodziłyśmy się na schodach wejściowych dyskutując o życiu, związkach i takichtam. Próba skończyła się zahaczeniem stopą o sufit, a spadające grudki tynku nadały mojej stylówie nieco nefilimskiego charakteru. Część z nich wysypałam z bielizny dopiero po powrocie do domu, ha ha )
Reszta wrażeń jest podobnie ekscytująca, nie no, poważnie 🙂
Ale te najistotniejsze – to towarzysko-muzyczne 🙂
Do dziś zastanawiam się, gdzie szukać źródła sukcesu tego eventu… Czy to sama nazwa przyciągnęła tylu cudownych świrów (i paru normalnych, tak mniej więcej 😛 ) ?
Czy dlatego, że czerwiec i że rockoteka?
Czy doskonale dobrana zawartość muzyczna? (Kornik, jesteś wielki ❤  )

No bo wiecie, „Toxicity” zawsze na propsie i to hymn „naszych” imprez i w ogóle…
The Cuts w sumie też nie jakieś specjalne zdziwko, choć tym razem nie była to „Smutna dziewczyna”… podobnie rzecz się ma z Siekierą.
Ale do „Epitafium” Karmazynowego Króla to bujałam się na parkiecie pod koniec lat 70tych zeszłego wieku, jeśli w ogóle… a do Floydów to jedynie chyba Pod Przewiązką, na specyficznych Rockotekach Jurka Skarżyńskiego 20 lat później.
A „Paint it black” Stonesów? Kto z Was szalał do tego na dansflorze w 21 wieku?
Mam wrażenie, iż Zeppelinów także nie zabrakło…
Ten cudowny oldskul w dużej mierze zawdzięczamy, śmiem przypuszczać, dwójce tajemniczych, cudownie wystylizowanych chłopaków, (plasiam, przedstawiliśmy się sobie jak cywilizowani ludzie, ale imiona, niestety, wyleciały mi z pamięci) i ich requestom. Niesamowicie było potem patrzeć, jak świetnie się do tych muzycznych zamówień ( i nie tylko do nich ) bawią 🙂
Gorące więc podrówka dla zagadkowych rockmenów o wyglądzie gwiazd sceny, może zresztą byli nimi faktycznie, twarze wydawały mi się znajome, ale chłopaki broniły się przed dekonspirą, a ja w dociekliwych nagabywaniach zbliżyłam się niebezpiecznie do granicy taktu, więc tak to może zostawmy   🙂
Można było też usłyszeć, powydzierać się i poskakać do „Alei gwiazd” Sośnickiej i „This corrosion” Wiadomo-Kogo czyli wiecie, chodzi o „hejnał” 😛
Cieszyła też niezmiernie „Długość dźwięku samotności” Myslovitz.
I „Losing my religion”.

I Rush z „Tears”.

I Nirvana ze „Smells Like Teen Spirit”.
Ale tu muszę wspomnieć o pewnej osobie i o jej talentach wokalnych.
Wyobraźmy  więc sobie początek imprezy, grupki znajomych to tu to tam – i chłopaka, samotnie sączącego sok przy barze.

SAM_3286.JPG

 

W końcu na wydarzeniu pojawia się takie oto wołanie o ratunek:

akcja1.png

 

I sypią się lajki a do Maćka podchodzi Giovi White, we własnej, Asiowej osobie : )

SAM_3283.JPG

 

SAM_3284.JPG
A potem okazało się, że nikt, ale to nikt, nie zachwycił mnie wcześniej tak doskonale growlując do Simona and Garfunkela i do The Cranberries, a konkretnie do „Zombie”.
A może to był scream raczej, nvm, umówmy się, że było to po prostu absolutnie mistrzowskie darcie ryja.

Maciek – szacun i rispekt  😀

Oczywiście, początkowo na parkiecie pojawiali się pojedynczy i samotni wykonawcy, soliści, czasem zgrane duety…

SAM_3271.JPG

 

3273.png

 

Szybko jednak dołączyły do nich inne smutasy – bo kto jak kto, ale smutni ludzie potrafią się bawić   😀

SAM_3332.JPG

 

Bawiono się więc i przy stolikach:

3288.png

SAM_3343.JPG

 

SAM_3289.JPG

 

3302.png

 

 

 

3298.png

 

SAM_3299.JPG

 

3303.png

 

I za barem:

SAM_3353.JPG

 

 

SAM_3320.JPG

 

SAM_3355.JPG

 

SAM_3376.JPG

I oczywiście na didżejce:

SAM_3307.JPG

 

SAM_3308.JPG

 

3352.png

 

SAM_3326.JPG

 

A na parkiecie to już w ogóle 🙂

 

3350.png

3295.png

 

3369.png

3358.png

 

3373.png

 

3388.png

 

SAM_3293.JPG

 

SAM_3319.JPG

 

SAM_3294.JPG

 

SAM_3321.JPG

 

SAM_3389.JPG

 

SAM_3387.JPG

 

3383.png

 

A po tym zdjęciu 2 panów z lewej podeszło do mnie i zapytało, gdzie ukażą się te foty.
Po angielsku zapytało.
Już czujecie kłopoty, prawda?
Bo zrozumieć, o co im chodzi – zrozumiałam, ale wytłumaczenie, że foty będą na moim blogu, ale link do relacji umieszczę na wydarzeniu na fb – przekraczało moje nikłe umiejętności.
Nawet Gosię zaangażowałam do pomocy w zawiłej translatorskiej akcji – dzięki, Gosia !!! ❤

SAM_3347.JPG

 

Na koniec plasiam, Asia, że nie podeszłam do Ciebie i nie podziękowałam za super pomysł z tą imprezą, i w ogóle zachowałam się jak nieogar, bo okazji do wyciągnięcia łapy i kulturalnego przedstawienia się było bez liku. Ale słyszałam, że zanosi się na riplej, będę więc miała okazję to naprawić :*
Jeśli więc Ty, drogi czytelniku, nie trafiłeś do Apoteki w ubiegłą sobotę –  także będziesz miał okazję to naprawić.
I nie daj się zwieść pozorom ani skromnym początkom…
Bo może zacząć się delikatnie i elegancko:

SAM_3342.JPG

A skończyć, ekhem, nieco inaczej:

SAM_3324.JPG

 

3322.png

😀

PS.

Cieplusie pozdro dla „smutnej” w misiowym kigurumi, jednej z gwiazd wieczoru  😀

I dla miłych młodych ludzi, którzy dorwali mnie już wychodzącą z Apo i koniecznie chcieli fotę   🙂

Ależ prosz:

3390.png

To pisałam ja, Drzo, bloger klasy powiatowej.

SAM_3318.JPG

Niech żyją nam smutni ludzie sto lat!!!!

Drzoanna.jpg

Reklamy