Tagi

13ReasonsWhy655.jpg

 

Ten serial po prostu MUSIAŁAM obejrzeć.
Wszyscy o nim dyskutowali i wszyscy mi go polecali – znajomi, uczniowie i moja serialowa wyrocznia „Ogarniamy seriale z Jakbyniepaczeć”.
Czekałam jedynie, aż rozprawię się z 7 sezonami „Suits” i z radością szykowałam na zupełną odmianę klimatu, bo tak właśnie mam, po słonym wybieram słodkie, po łagodnym –  mocne, a po prawniczym –  młodzieżowe. Nazwy tych ostatnich kategorii uogólniłam i mocno  uprościłam, bo „Garniturki” to solidny serial obyczajowy, roztrząsający wiele moralnych czy wręcz filozoficznych dylematów, natomiast co do „13 powodów”… przyznam, że połowę pierwszego sezonu odebrałam jako poprawny serial o amerykańskich nastolatkach, których problemy, jak wrzucanie w sieć kompromitujących fotek kolegów czy koleżanek ze szkolnej ławy, pierwsze zauroczenia czy szkolny ranking popularności nie wydały mi jakieś specjalnie mocne czy dramatyczne i przypominały mi polską szkolną codzienność.
Dopiero po minięciu półmetka poczułam, że fabuła łapie mnie za gardło i zaczęłam pojmować „co oni wszyscy w tym serialu widzieli”.
Osłabionej po szpitalu nie udawało się obejrzeć na raz więcej, niż 1 – 2 odcinki, choć każde napisy końcowe witałam niesamowicie podjarana i nakręcona i natychmiast zabierałam się za buforowanie następnego. I tylko to osłabienie spowodowało i, mam nadzieję, tłumaczy fakt, iż nie obejrzałam w zachwycie ostatnich odcinków na raz, jeden po drugim, do świtu.
Kładłam się spać tuż przed nim, czując w okolicach godziny 5 rano – że po prostu muszę odpuścić i cały następny dzień niecierpliwie czekałam na wieczór, kiedy będę mogła wrócić do przerwanej opowieści.
Oglądaniu ostatnich trzech odcinków towarzyszyło mi napięcie sięgające zenitu, niesamowite podniecenie i wzburzenie, w emocjach starałam się wyobrazić, co się wydarzy, co tam się jeszcze może wydarzyć kurna… atmosfera tak się zagęszczała i wypadki następowały tak nagle i szybko jedne po drugich, że przychodziły mi do głowy najrozmaitsze rozwiązania i najbardziej zaskakujący rozwój fabuły.
Jednak tym najważniejszym pytaniem i główną osią wydarzeń był temat pewnych magnetofonowych kaset.
Czy zostaną upublicznione, w jakim stopniu i zasięgu, czy zostanie zweryfikowana zawarta na nich treść – i jakie to wywoła skutki, jakie przyniesie konsekwencje dla bohaterów opowiadanej historii.
Bo „13 powodów” to opowieść o konsekwencjach właśnie.
O nieuchronnych następstwach ludzkich działań i zaniechań oraz o bezwzględnym i nieodwołalnym sumowaniu się tych następstw.
Bo każdy kolejny czyn czy słowo, każda kolejna sytuacja, kiedy coś zignorujemy czy nań zareagujemy – dokłada się i współtworzy skomplikowaną mozaikę bodźców, które mają moc, by kogoś uratować – ale i zepchnąć ze skały.
Główna bohaterka serialu pracowicie odtworzyła tę mozaikę, cały ten zawiły układ, całą tą ścieżkę zdarzeń, prowadzającą ją wprost do finału.
Pokazała, jak wyglądały poszczególne części mechanizmu – i w jaki sposób zadziałał.
A ja patrzyłam, w jaki sposób, z odcinka na odcinek, zmieniali się  główni bohaterowie, w jaki sposób ulegało zmianie ich zachowanie i sposób myślenia.
W niektórych przypadkach nie chodziło jednak o zmianę, a o pokazanie prawdziwej twarzy raczej i muszę przyznać, że niektóre oblicza budziły we mnie przerażenie, inne mieszaninę litości z pogardą.
Jednak wszystkie chyba przypadki budziły we mnie chęć krzyku.
Dlaczego nikt nie zareagował, nie zadał sobie nieco więcej wysiłku?
Dlaczego nikt nie zdążył z pomocą?
Choć tak naprawdę to Hannah Baker odpowiedziała na to pytanie dość dokładnie… pokazała, czemu nikt się nie domyślił, nie dostrzegł, zobaczył za mało, albo zobaczył/usłyszał wystarczająco – ale nie zrobił tego, co było trzeba. Jak to się stało, że wszystko działo się zupełnie otwarcie i oficjalnie, na oczach innych, tylko te oczy były zwrócone w inną stronę, bo były inne sprawy, własne plany, własne kłopoty i problemy, waliły się jakieś projekty, uparcie dzwonił telefon.
Bo tak to chyba właśnie wygląda – gdy trzeba nie zawsze potrafimy zdobyć się na odwagę, nawet zachować po ludzku, jak porządny człowiek… w obliczu próby okazujemy się małymi, słabymi, leniwymi, kalkulujemy zyski i straty, udajemy, że nie widzimy, że nie wiemy o niczym.
Kasety Hannah punktują to wszystko bezlitośnie.
Lecz to nie koniec,  ktoś zapisuje ostatnią, 14stą stronę, potem zaczynają się zupełnie inne nagrania.
Co zostanie na nich zapisane?
Co tak naprawdę się zmieni?

Drzoanna.jpg

PS. I jeszcze jedna mocna strona serialu – oprawa muzyczna. Sami posłuchajcie:

Co nie zmienia faktu, że boli mnie serce,  gdy słyszę skowerowane „Atmosphere”, mój absolutny nr 1 Joy Division… może i fajnie skowerowane, ale świętości się nie tyka…

 

 

 

 

Reklamy