Tagi

 

coronatus2.jpg

 

Odkąd pamiętam – zawsze wolałam męskie wokale.
Z różnych powodów, ale między innymi dlatego, że lubię się pogapić na długowłosego, wytatuowanego frontmana, lubię, gdy przenika mnie dreszcz od jego growlu.
Lubię te wszystkie emocje, wynikające z tego, że jestem hetero i jego wokal… no wiecie  🙂
Dlatego krzywię się nieco na wieść o kapelach goth-metalowych, w których wokalista ma cycki.
Dlatego nigdy nie pokochałam Closterkeller.
Nie powiem, owszem, lubię niektóre kawałki, niektóre nawet mocno – ale to tyle, nic więcej, żadnego dzikiego podniecania się całokształtem.
Gdyby więc ktoś powiedział mi wczoraj, że oszaleję na punkcie kapeli, gdzie frontmanki są dwie… czaicie? przy mikrofonie 2 pary cycków, żadnego growlującego przystojniaka, żadnego machania włosami ze sceny w męskim wydaniu, żadnych podniecających tatuaży na nagim torsie, ech…
Ale jednak, stało się – i to znowu wina mojego ukochanego Goth’n’Metal-Radia, czy raczej jego playlisty.
Oto więc Coronatus w „Geisterkirche”:

Powiem wam od razu, co mnie urzekło, co mnie zwaliło z nóg, porwało i nie chce puścić: połączenie tego przecudnego, operowego sopranu jednej z frontmanek i rockowego, zadziornego wokalu drugiej. I oczywiście – niemiecki, ten niesamowity język niemiecki, nadający stylowi obu wokalistek, ale szczególnie tej rockowej, jej barwie i manierze –  oldskulowego brzmienia, trochę jak z niemieckiego kabaretu lat 20tych.
Niezależnie od tego, czy oba wokale uderzają równocześnie w niesamowitym, zróżnicowanym ale cudownie harmonijnym dwugłosie, czy słyszymy fragment utworu, gdy każdy z nich  brzmi solo – wyczuwam, wyłapuję, słyszę to charakterystyczne, zadziorne niemieckie „r” i jakiś taki nonszalancki sposób operowania głosem, coś bezczelnego wręcz, bezwstydnego i perwersyjnego – i strasznie mnie to bierze.   🙂
Niesamowicie mi się to podoba.
To jakby wokalistka w meloniku, gorsecie i czarnym, koronkowym pasie do pończoch postawiła stopę na krześle i pochylając się nad jego oparciem śpiewała mi prosto w twarz  🙂
Zawstydza mnie to i onieśmiela – i równocześnie szalenie rajcuje  😀
Niezależnie od moich plastycznych skojarzeń każdemu, kto będzie marudził coś na temat, że jak to, że ten niemiecki to raczej nie i czemu nie angielski – roześmieję się w twarz  😛
Posłuchajcie sobie jeszcze choćby „Der Fluch” albo rewolucyjnego „Kristallklares Wasser”  z albumu „Fabula magna” (2009), jak dla mnie – najlepszego w dorobku kapeli, jesu, jak ten niemiecki tam butnie brzmi, po prostu super  🙂
A dwugłos rockowo-operowy po prostu zwala z nóg, jak czerń z purpurą, jak kobalt i złoto, dwa style i 2 odmienne barwy splatają się w powalający urodą muzyczny warkocz.

Z powyższego wydawnictwa polecałabym  jeszcze nieco melancholijne „Blind” i śpiewane po łacinie „Est Carmen…”.

Inne albumy nagrywane są w zmienionym składzie, z różnymi wokalistkami, ale jak zauważyłam – zawsze dbano o to, by jedna dysponowała operowym sopranem – druga rockowym altem.
Jednak, nie zawsze, niestety, alt wyposażony był w ten zadziorny, buntowniczy pazur, czy na wczesnym krążku „Porta obscura”, czy na ostatnim „Raben in Herz” brzmi on zupełnie nijako. Niby wszystko gra – ciekawe konstrukcje melodyczne i harmonie, różnorodna stylistyka, zahaczająca o folk i medieval…  niby wciąż wyczuwalny kontrast wokali, ale brzmienie nie ma już w sobie nic wyjątkowego i przypomina setki innych kapel goth-metalowych.
Powiedzmy to wyraźnie – za ten rewelacyjny kontrast wokalny na „Fabula magna” odpowiadają  Carmen R. Schäfer, (Carmen R. Lorch) zimna blondynka, właścicielka tego niesamowitego klasycznego sopranu –  i Lisa Lasch, brunetka, ta od prowokacyjnego altu.
Zresztą lista albumów Coronatus, w nagraniach których uczestniczyła Carmen – jest imponująca:

2007     Lux Noctis
2008     Porta Obscura
2009     Fabula Magna     
2013     Recreatio Carminis     
2014     Cantus Lucidus     
2015     Raben im Herz

Pozostaje jedynie żałować, że udział Lisy Lasch był jednostkowy i do kolejnych nagrań angażowano coraz to inne wokalistki, poza Adą Flechtner żadna nie zagrzała dłużej miejsca przy mikrofonie,  zmieniały się praktycznie z płyty na płytę.
Skład na „Fabula magna”:

    Carmen R. Schäfer – śpiew
   Lisa Lasch – śpiew
Jo Lang – gitara
Aria Keramati Noori – gitara
   Fabian Merkt – klawisze i elektronika
Todd G. Goldfinger – bas
Mats Kurth – perkusja

Mam jednak prośbę 🙂
Jeśli kogokolwiek z Was przekonam i zachęcę do sięgnięcia po muzykę Coronatus – to, błagam, omijajcie szerokim łukiem clipy, dostępne choćby na YT, kompletnie niepasujące do zawartości muzycznej utworów.
Za najlepszy przykład mógłby mi posłużyć sztampowy obrazek nakręcony do wspomnianego przeze mnie wcześniej „Kristallklares Wasser”.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam tak beznadziejnie nudny, przeciętny i przewidywalny zestaw scen pod tytułem „kapela na łonie przyrody”. Nie mam pojęcia, o czym opowiadają słowa utworu, ale tytułowa krystalicznie czysta woda oczywiście pojawia się i to zaraz na wstępie teledysku w postaci górskiego strumienia, a potem mamy „kapelę na łonie przyrody nad strumieniem”. Dodajcie jeszcze trochę zgrabnego machania włosami, trochę popisów z ogniem – i tyle.
A gdzie ta dzika energia, ten dramatyzm, który odbieram w muzycznej opowieści? Gdzie napięte do granic emocje, wybuchy namiętności, pękające tętnice i gardło ściśnięte żelazną pięścią harmonii i rytmu?
Gdzie wreszcie ten bezwstydny, wyuzdany wamp o przeszywającym spojrzeniu… czemu w klipie widzę machającą włosami czarnulę, beznamiętnie poruszająca ustami, nawet nie całkiem zgodnie ze słowami?  Nie rozumiem też tego słodkiego, koronkowo-gotyckiego entourage’u, skoro przed oczami wyobraźni widzę raczej to:

ikony-stylu-xx-wieku.jpg

 

 

liza--minelli-rexfeatures-4598434a.jpg

Reasumując więc: Coronatus, jak najbardziej, ale żadnych official video – jedynie muzyka plus wyobraźnia.
I najlepiej po niemiecku.

 

A  jeśli album – to „Fabula magna”.

Coronatus-Fabula-Magna-Back-Cover-27546.jpg

Drzoanna.jpg

Reklamy