Tagi

17358976_1275351489180662_727337021278172528_o.jpg

 

https://www.facebook.com/events/413651222330822/?active_tab=discussion

Jest noc z wtorku na środę, a ja właśnie wróciłam z najdziwniejszej imprezy w moim długim życiu.
Dziwne jest choćby to, że (jak sugeruje nazwa) to jej 14ta odsłona  – a ja trafiłam dopiero na to wydanie i nie miałam pojęcia o wcześniejszych.
Nie dojdę, kto tym razem mnie oświecił, zaprosił czy wydarzenie zalinkował – kimkolwiek był, wiszę mu piwo i buzi i co zechce 🙂
W każdym razie po wykopaniu za próg ostatniego ucznia o 21 i po godzinnej walce z szafą (co-ja-mam-na-siebie-włożyć) zjawiłam się w Apotece cała gotycka i gotowa na zimnofalową zabawę.
I teraz będzie najdziwniejsze – mimo wcześniejszych zapowiedzi na fb nie ujrzałam w moim ukochanym klubie ani jednej znajomej twarzy.
Ani kurwa jednego znajomego.
Jak debil obczaiłam dansflor, okolice baru, małą salę, kibelek nawet – nic.
Z nadzieją zajrzałam na didżejkę – no nie, kurna nie, to nie Kornik, nie ma opcji.
W tym, że trafiłam w odpowiednie miejsce  – upewniały mnie jedynie zimnofalowe dźwięki, wypełniające wnętrze i jeden, słownie jeden tańczący na dansflorze.
Ale kurna JAKI !!!!
Niestety, fotek nie będzie, wyszłam przecież tylko na chwilę  i nie zabrałam swojego fotoaparacika, musicie więc użyć wyobraźni.
Tańczący wyglądał jak żywcem przeniesiony z lat 80 czy 90tych, z jakiegoś BatCave’a czy coś, makijaż i fryzura naczapirzona jak u Kjurów czy im podobnych, czerń ciuchów miło kontrastowała z metalowymi aplikacjami, łańcuchami i łańcuszkami, klamrami, kolcami i ozdobnymi pętelkami –  po prostu 100% gotyckości w człowieku, albo nawet 150.
Nie robił sobie nic z tego, że jest sam na parkiecie, wywijał w najlepsze.
I chyba już od tego momentu wiedziałam, że będzie dobrze  🙂
Zostawiłam płaszcz w małej salce i dołączyłam do niego, łącząc się w gotycko-cold wave’owych pląsach.
I do końca, gdzieś do pół do drugiej, praktycznie nie schodziłam z parkietu.
Od czasu do czasu do nas dwojga dołączało parę osób (tu propsy dla baru!!!!) ale gdyby nawet tak się nie działo, to i tak tonęłabym w dźwiękach, muzyka by mnie porwała i wciągnęła w zimną, ciemną toń.
Powiem szczerze – dawno się tak nie czułam.
Wśród obcych na parkiecie i w klubie – a tak genialnie.
Po prostu płynęłam, unosiłam się wśród dźwięków, odpływałam i przypływałam, z falą…
Było kilka takich momentów, kiedy totalnie dałam się ponieść, zapomniałam, gdzie jestem, wszystko wokół zniknęło, zatopiło się w fali dźwięków, a moje ręce i całe ciało wykonywało ruchy, jakbym płynęła rzeczywiście…
Musiałam wyglądać jak debil  😀
Z pewnością tak było – ale miałam to gdzieś, było super, czułam się cudownie, czułam się szczęśliwa.

A jeszcze bardziej – że udało mi się zakumplować z didżejem i szybko okazało się, że requesty jak najbardziej i chętnie 🙂
I za moment szczytowałam na parkiecie otoczona dźwiękami  „Stolzes Herz” Lacrimosy i „Love me to the end” Deine Lakeien.

Wielkie dzięki, Michał !!!!   ❤

Pogaduchy przy barze poskutkowały z kolei miłym poimprezowym suwenirem:

SAM_2271.JPG

 

SAM_2279.JPG

A tu wersja oficjalna:

17309330_1281015211947623_3943957223263820328_n.jpg

 

Looknijcie tylko na tę setlistę, ja pierdolę, rewelka nie?

Wychodząc jak zwykle pożegnałam się z wszystkimi – z przemiłym chłopakiem, słodko przeciągającym głoski na wschodni (rosyjski czy ukraiński) sposób, który kojarzył mnie z imprez w Naukowej i na szczęście po chwili porzucił formę „pani” (może poskutkowało postraszenie ciężkim łomotem  😀  )
Zamieniłam też parę słów z zimnofalowym tancerzem, ale spadłam z krzesła dopiero po otrzymaniu zapro do znajomych na fb.
Okazał się on bowiem nie jakimś randomowym, cudnie wystylizowanym mroczniakiem, a członkiem jednoosobowego projektu Світло (czyt. Switło, ukr. światło).
Już przeglądając jego profil co chwilę mruczałam pod nosem „japierdolę, noż kurna, japierdolę” , a mój szept zamienił się w głośne okrzyki podczas przesłuchiwania https://svitlo.bandcamp.com/
Jak widać – mój pomysł, by wybrać się na imprezę w środku tygodnia był strzałem w dziesiątkę 🙂
Wybawiłam się rewelacyjnie i poznałam rewelacyjnych ludzi.
Jeśli macie ochotę na to samo – polecam gorąco kolejną odsłonę Walk In Silence 4 kwietnia, tym bardziej, że wśród tych rewelacyjnych osób do poznania znajdzie się oczywiście i moja skromna osoba   😀
Bo jak już zapowiedziałam w Apotece – zjawię się za 2 tygodnie bankowo.
Jeśli nie, możecie mnie nazwać … kto był w Apo doskonale wie, jak może mnie nazwać    😀
Pozostałym zostawiam swobodę wyboru – jest tyle obraźliwych określeń w języku polskim, prawda?
A w ukraińskim pewnie drugie tyle  😀
Do następnego razu więc!

A – i szalenie spodobała mi się nieco oldskulowa metoda zapowiadania każdego z utworów, w sam raz dla takiego matoła i ignoranta, jak ja, zaskoczonego info choćby o tym, że She Past Away to grupa z Turcji. I wielkie propsy za sporą dawkę polskiej zimnej fali i innych pokrewnych gatunków, i oczywiście za Kælan Mikla, nojaniemogę  ❤