Tagi

https://www.facebook.com/caffe.zacmienie.krakow/?fref=ts

Do Zaćmienia na Szczepańskiej miałam już kilka podejść, zakończonych odwrotem, z prostego powodu: o tym podobno uroczym zakątku towarzysze moich wieczorno-nocnych melanży przypominali sobie zazwyczaj w soboty koło 20tej.
To, jak wiadomo, pora, gdy większość pubów i to nie tylko w okolicach krakowskiego Rynku, notuje ponad stu procentowe wypełnienie gośćmi, a liczba ta rośnie wraz z atrakcyjnością czy popularnością miejsca.
Tak więc, złaknieni piwa i innych nocnych atrakcji, z posadzeniem tyłka w jakimś ładnym miejscu włącznie, musieliśmy niestety odchodzić z kwitkiem.
Jednak ostatniego piątku było inaczej – wybrałam się na piwo z dwiema moimi gotyckimi psiapsiółkami w porze obiadu, jak dla mnie, czyli o 18:30 i w związku z tą porą planowałyśmy prócz rzeczonego piwa jakiś obiadowo-kolacyjny posiłek. Dziewczyny bywały tu wcześniej i zapewniały, że karmią tu pysznie, niedrogo i jak na te  ceny – zupełnie wykwintnie.

Jeśli chodzi o wygląd i aranżację wnętrza, to lepiej sami sobie tam pospacerujcie, bo słowa mogą nie oddać jego zajebistości:

https://www.facebook.com/caffe.zacmienie.krakow/app/434837546609536/

My, małe sierotki, stanęłyśmy niezdecydowane zaraz po przejściu tego pełnego uroku drewnianego mostka nad oczkiem wodnym  (!) ale zanim rozejrzałyśmy się porządnie po wnętrzu już była przy nas Niesamowita Kelnerka, dziewczyna równie śliczna co profesjonalna.
No powaga.
Może nie mam porównania, bywam w miejscach, gdzie trza jedynie pilnować, żeby szklankowy nie zabrał resztki piwa sprzed nosa i nie przywykłam, żeby ktoś w tak uroczy sposób troszczył się o mnie cały czas, bez przerwy, o to, co jem i piję, i czy nie chcę więcej, a może jednak, bo która to? no przecież jeszcze młoda godzina… i czy smakuje, czy jestem zadowolona i czy się dobrze bawię.  Przyznaję – zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie.
Tak więc od razu Najlepsza Kelnerka na Świecie wskazała nam wolne stoliki, do wyboru – zdecydowałyśmy się rozpocząć biesiadę tu oto:

mij1.png

Zanim wybrałyśmy coś dla siebie z gęsto zapisanego menu, bo głodne czy nie, pomarudzić trzeba, prawda? to dziewczyna zaglądała do nas kilkakrotnie sprawdzając, czy jesteśmy gotowe złożyć zamówienie.
Ale żadnego ponaglania, nic z tych rzeczy – pilnowała po prostu, żebyśmy nie musiały czekać 🙂
Yaga zdecydowała się na tosty, Kasia na tortillę wegetariańską a ja na taką z kurczakiem, dopytując o szczegóły wśród żarcików i heheszków, bo humory nam dopisywały, a Najlepsza Kelnerka na Świecie doradzała cały czas w podobnym tonie, dowcipkując sympatycznie i życzliwie. Pomogła mi wybrać piwo, za co będę jej wdzięczna do końca świata, bo Dunkel okazał się przepyszny, dokładnie taki, na jaki miałam ochotę. Druga butelka była chyba jeszcze pyszniejsza   😀
Przepraszam, że nie obfociłam naszego dania głównego, ale przyznaję, burczało mi w kiszkach solidnie i na przyniesione żarełko rzuciłam się natychmiast i od razu.
Dodam jedynie, że moja tortilla z ledwością mieściła się na talerzu, zawierała uczciwą ilość i mięsną i warzywną, i smakowała całkiem nieźle nawet bez sosu, bo choć go zamówiłam – zostawiłam nietknięty… już po złożeniu zamówienia przypomniałam sobie, że przecież wciąż jestem jeszcze przed operacją i na lekkostrawnej diecie; zanim nie powychlastują mi tego, co wychlastać planują, powinnam uważać na przyprawy, sosy i tłustości.
Tak więc tortilla bez sosu była nieco sucha, ale od czego jest piwo, prawda?   😀
Deser zjadłyśmy już przy innym stoliku – wczesnowiosenny wieczór okazał się dosyć chłodny, a stolik, który tym razem wskazał nam  przystojny Pan Kelner (wytatuowany mmmm….   ❤  ) przytulnie ukryty w niszy naprzeciw baru, w sensie stolik, nie Pan Kelner     😀
ccv.png
Z wyborem deseru też oczywiście było sporo certowania się i przebierania, ja zaszalałam na maxa – szarlotka na ciepło z bitą śmietaną, lodami, karmelem, po prostu full wypas    😀
Tak, tak, oczywiście, operacja i te sprawy, ale przecież wcześniej bohatersko odmówiłam sobie sosu, no to mogę zaszaleć z deserem, co nie?    😀
Dziewczyny wzięły po serniku z podobnymi dodatkami, trochę popróbowałyśmy jedna od drugiej, jeju, pyszota.
I pewnie by się na tym skończyło, ale Najlepsza Kelnerka na Świecie okazała się skuteczną kusicielką   🙂  Z wachlarza zaproponowanych owocowych wódeczek, tak oczywiście na deser po deserze, i malusich, rzecz jasna, bo eleganckie kobiety to tylko po maluszku, wybrałam naparstek malinówki, potem drugi, bo przecież dwa tyciusie to znacznie mniej, niż jeden większy, prawda?    😀
Kiedy akcja wabienia rozpoczęła się na nowo, jęłam się tłumaczyć, że ja tak, nawet bardzo tak – ale mój żołądek i cała reszta się sprzeciwia, o woreczku żółciowym nie wspominając… no i co usłyszałam?  Całą listę wódek, nalewek i innych spirytualiów, doskonałych na trawienie, a szczególnie ze specjalnymi dodatkami, tu kolejna lista… jak widać nasza kusicielka była profesjonalistką w swoim zawodzie, doskonale wiedziała, jak rzucić przynętę, czym wabić i mamić …  😉
Musiałam zmobilizować i wytężyć cały swój rozsądek, aby rozwaga pokonała ułańską fantazję, która już już zaczynała mnie ponosić i przyznaję, mało brakowało    😀
Ale wyobraźcie sobie, mimo, iż tego wieczora ilość przyswojonych przeze mnie tego kalorii oscylowała wokół 2 tysięcy i zwierała kilka pozycji z mojej listy „absolutnie nie można i niech Cię ręka boska broni” – mój układ pokarmowy zniósł to z godnością.
Podobnie moja alergia na laktozę, o której zupełnie zapomniałam w ferworze walki   😉
Żadnego wołania „na pomoc”, żadnych wizyt na SORze – cisza, luz i zdrowy, spokojny sen po    🙂

Tak więc, reasumując, jeśli chodzi o Zaćmienie, to absolutnie tak, a nawet TAK, bardzo  ❤

I jeszcze podsumowanie fotograficzne:

Oto Najlepsza Kelnerka na Świecie przynosi nasze słodkie zamówienie:

SAM_2236.JPG

Niestety, nawet nie zapytałam o imię, ale może ktoś rozpozna ją po widocznych na fotce ciuchach i uściska od 3 klientek, uszczęśliwionych kulinarnie i nie tylko .    ❤
Na pierwszym planie Dunkel, idealny wybór, z prawej moja szarlotka z dodatkami i proszę mi się tu nie ślinić  😛
Z lewej pszeniczne ciemne, też fajne, ale Dunkel wygrał tego dnia bezapelacyjnie, do samego końca, eeeekhem, nic nic, się mnie skojarzyło   😀

Teraz rzut oka na sernik, zaatakowany przez widelczyk, stąd ta malownicza plama sosu, plasiam, już będę grzeczna, raczej  😛

SAM_2238.JPG

Troszkę nadgryzłam, niebo w gębie, powaga  ❤
I plan ogólny, na sekundę przed chwilą, gdy ujęłyśmy szable, znaczy widelczyki, w dłoń:

SAM_2239.JPG

I Kasia, cała uszczęśliwiona, z sokiem porzeczkowym w łapce:

SAM_2241.JPG

A tu Yaga… nie patrzy w obiektyw, nie, nie, spogląda na talerzyk z serniczkiem i uśmiecha się radośnie na myśl o tym, co za chwilę  😀

SAM_2242.JPG

Jak widać, kontakt z serniczkiem spowodował pełen wachlarz nastrojów, od zadumy do radosnego upojenia:

SAM_2253.JPG

SAM_2254.JPG

Dla uspokojenia emocji, na koniec, kilka fotek wnętrza, dokładnie 3 tylko, bo wieczór piątkowy, mnóstwo rozbawionych gości przy stolikach i głupio tak atakować ich fleszem znienacka.
Sfociłam więc dyskretnie jedynie to, co widoczne było znad naszego stolika – barową ladę naprzeciw i trochę pobliskich dekoracji.

 

SAM_2244.JPG

 

SAM_2247.JPG

 

SAM_2248.JPG

A oto i ja, mrużąca oczy z zadowolenia:

 

SAM_2250.JPG

Caffe Zaćmienie – dziękujemy !!!! Było super!!!!