Tagi

Za parę dni Wigilia i Święta.
Świadczą o tym tłumy w Galeriach i marketach, odgłosy podwórkowego trzepania dywanów, zapachy rozchodzące się po klatkach schodowych bloków i kamienic.
Ja to akurat nic nie trzepię, ani nie kucharzę, w Święta mam nadzieję zrelaksować się do spodu, a jak zostanie mi sił i czasu –  zająć tapetowaniem mebli i układaniem porcelany na nowych półkach, ale ja to nienormalna jestem, więc wiadomo – wszystko robię dziwnie i na opak.
Jednak, prócz mnie i mi podobnych, którzy spędzają te Święta inaczej niż tzw większość i  nie zasiądą do tradycyjnego wigilijnego stołu z wyboru, jest ogromna masa ludzi, których atmosfera  Świąt ominie, niezależnie od ich chęci czy marzeń.
Bo ich problemem nie jest wybór choinki czy podarunków dla rodziny – ale rachunek za czynsz czy prąd, kupno chleba czy zimowych butów dla dzieci.
Żadne z nich nie krząta się teraz po ciepłej kuchni, wkładając do piekarnika kolejny makowiec czy lepiąc drugą setkę uszek.
Świąteczny czas spędzą przykuci do szpitalnego łóżka – albo samotni, uwiązani we własnym mieszkaniu, bo nogi już dawno odmawiają schodzenia z czwartego piętra.
Na ich głowy sypie się gruz, na ich domy spadają bomby, ich dzieci umierają  z powodu ran czy chorób.

Myślę, że tak naprawdę nie ma miejsc na świecie, pozbawionych nieszczęść i zła, to zło dzieje się wszędzie i cały czas, latami,  a pomoc jest potrzebna okrągły rok, nie tylko w Święta.
I doskonale wiem, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim, zaangażować się we wszystkie sprawy, odpowiedzieć na wszystkie apele i wołania o pomoc.
Nikt nie jest w stanie.
Myślę, że każdy włącza się w tyle przedsięwzięć – w ile da radę, pewnie wybiera te bliższe sercu, do czego ma przecież niezbywalne prawo.
I właśnie o tych wyborach chcę napisać.
Bo przecież nie jest tak, że zajmując się jedną pomocą umniejszamy rangę tej drugiej.
Myślę, że jeśli w ogóle chcesz pomóc – to pomagaj, temu, komu chcesz, jak Ci jest wygodniej, jak Cię stać, kogo podpowiada Ci serce/rozum/religia…
Moim zdaniem żadne pomaganie nie ma priorytetu, żadne nie jest lepsze od innych, niezależnie czy składasz się na Szlachetną Paczkę, wysyłasz kasę dla ofiar w Aleppo czy wspomagasz inną akcję humanitarną.
Niezależnie, czy wrzucasz 2 dychy do puszki WOŚP, czy robisz od czasu do czasu zakupy ubogiej sąsiadce.
Albo zmieniając wystrój mieszkania zamiast wywalić stare (ale w zupełnie niezłym stanie) meble na śmietnik – szukasz osób, dla których staną się cudownym prezentem.
Albo kierując się przypadkiem usłyszaną rozmową dzieciaków w szkole  – organizujesz zbiórkę artykułów spożywczych dla rodziny, w której rodzice niespodziewanie stracili pracę i wszyscy zwyczajnie nie dojadają. Uruchamiasz znajomości, by im pomóc w znalezieniu zatrudnienia i nowego mieszkania, organizujesz im nawet potrawy wigilijne czy świąteczne…
Jeśli nie stać Cię na nic większego – dzielisz się czasem zupą ze staruszką z trzeciego piętra.
Bo nigdy nie jest tak – że nie stać Cię na ŻADNĄ pomoc.
Nigdy nie jest tak, że NIE DA SIĘ, że masz tę stary płaszcz czy kołdrę i NIE MA JAK czy NIE MA KOMU ich przekazać.
Jeśli naprawdę chcesz pomóc – znajdziesz sposób.
I jeśli wolisz ratować głodne, zmarznięte czy źle traktowane zwierzęta,  bo tak Ci dyktuje serce – to super, i nie wylecę Ci z komentarzem „jest tyle biednych i głodnych dzieci, czemu im nie pomagasz i jak w ogóle możesz zajmować się jakimiś bezdomnymi, parchatymi kotami, podczas gdy chore dzieci potrzebują każdej złotówki?”
Pod żadną akcją pomocową dla sprawy „a” nie wyskoczę z pouczeniami w rodzaju „czemu nie zajmiecie się sprawą b?”.
Uważam, że to, komu decyduję się pomóc, kogo wesprzeć i w jaki sposób – to mój wybór, moja sprawa, sprawa mojego sumienia i serca i nikomu nic do tego.
Mogę udzielać się tu czy tam, na ile mnie stać i ile potrafię.
I Ty także.
Czy wybierzesz ofiary powodzi w dalekim azjatyckim kraju, czy ubogą rodzinę z bloku obok.
Czy będziesz pędzić na drugi koniec Polski, żeby uratować zagłodzonego kota –  czy psa, przywiązanego do drzewa w środku lasu.
Czy wybierzesz wolontariat w hospicjum dla dzieci czy coś zupełnie innego.
Coś, do czego czujesz się przekonany, w co wierzysz, co wypływa z głębi Ciebie.
Dobro, które dajesz z siebie pozostaje dobrem, niezależnie od adresu przeznaczenia, nie zmienia wraz z nim swojej wagi ani ważności.
Szlachetny cel pozostaje szlachetnym celem, a szlachetność czy wielkoduszność to coś – czego nie można stopniować.
Ważne – że coś robisz, że robisz coś konkretnego, ktoś/coś odczuwa tę pomoc i jego stan się polepsza.

A czy będziesz ratował pszczoły czy zwierzęta, prowadzone na rzeź – to Twoja sprawa, Twój wybór i osobiście kopnę w dupę każdego, kto się będzie krzywił, czemu akurat te pszczoły, a nie głodujące dzieci Afryki czy coś.

Tekst powyższy dedykuję Belit – właścicielce najlepszego serca na świecie, mojej mentorce, wyroczni  i niedościgłemu wzorowi do naśladowania w kwestii pomocy innym i nie tylko    ❤