Tagi

Proszę wybaczyć, że piszę do Pana po polsku – niestety, moja znajomość angielskiego jest mniej niż znikoma… może uproszę kogoś z przyjaciół o tłumaczenie, ale nie wiem, czy się ośmielę – zanosi się bowiem na bardzo długi list.

Piszę do Pana, ponieważ jest Pan autorem i wykonawcą najpiękniejszej kompozycji, najcudowniejszego utworu muzycznego wszech czasów.
Nie sądzę, żeby kiedykolwiek, komukolwiek na tej planecie udało się stworzyć coś równie doskonałego, tak idealnej melodii, tak zapierających dech, skrajnych emocji.
Gdyby, na skutek jakiegoś kosmicznego kataklizmu miała zniknąć z wszechświata cała muzyka – błagałabym o ratunek dla tego jednego utworu, dla tej jednej piosenki.
Ona byłaby w stanie zastąpić mi wszystko, starczyłaby by mi na zawsze.
Tak było od samego początku, tak czułam od pierwszego momentu, kiedy ją usłyszałam.
Zdarzyło się to zaraz po jej narodzinach – co jest dość niezwykłe, bo w Polsce lat 70tych dostęp do nowości muzycznych był niezwykle ograniczony. Dziś już nie pamiętam, jak zdobył jej nagranie mój dawny kolega z lekcji angielskiego, spotkany przypadkowo na ulicy mojego rodzinnego miasta… pewnie nagrał z radia Luksemburg, może mi nawet wtedy o tym opowiedział, ale proszę wybaczyć – to miało miejsce ponad 40 lat temu. W każdym razie po bezładnej wymianie informacji, co słychać u każdego z nas, co się zmieniło – wszak nie widzieliśmy się wiele długich miesięcy, zwierzyłam mu się z kiełkujących dopiero fascynacji muzycznych. Wtedy niemal siłą zaciągnął mnie do swojego domu z „wobec tego musisz, koniecznie musisz czegoś posłuchać”.
Mieszkał niedaleko, szybko więc popłynęły z magnetofonu pierwsze dźwięki klawiszowego intro…

Nigdy nie zapomnę tego pierwszego wrażenia, nie zapomnę momentu, gdy wrosłam, wtopiłam się w fotel, gdy rozpłynęłam się cała – w tym Michałowym pokoju pełnym staroświeckich mebli, obrazów na ścianach, kryształów, eleganckich lamp i dywanów, i przez długi czas później „Sebastian” Cockney Rebel kojarzył mi się z tym pięknym mieszkaniem, wypełnionym antykami.
Żadne z nas nie znało wtedy ani tytułu ani nazwiska wykonawcy, słuchaliśmy utworu jeszcze raz i jeszcze i kolejny i wtedy Michał powiedział, że to imię, powtarzające się w tekście – być może jest jego tytułem.
Dzięki tej wskazówce udało mi się zdobyć tzw pocztówkę dźwiękową z tym nagraniem, do dziś pamiętam, że miała malinowy kolor, a słuchałam jej na gramofonie marki Bambino2, jedynym dostępnym mi wtedy sprzęcie grającym, niech mi Bóg wybaczy, o jakości nagrania ze wstydu nie wspomnę…
Pamiętam też niezliczone wersje tego utworu, które pracowicie rejestrowałam w latach 80tych na magnetofonie szpulowym, a później na kasetowym – dzięki audycjom Piotra Kaczkowskiego i Tomka Beksińskiego.
Wersje wczesne – i późniejsze:

krótkie – 4minutowe i rozbudowane, 10minutowe:

wersje z klawesynem i skrzypcami, wykonane w różnym tempie i w różnych tonacjach:

(tę wersję powyżej pokochałam szczególnie – niesamowite, zawodzące smyczki i znacznie zwolniony rytm potęgują psychodeliczny klimat)

XXI wiek dostarczył mi, jak widać, nowych możliwości – przesłuchałam chyba wszystkie dostępne na YT wykonania „Sebastiana”, włącznie z coverami i gościnnymi występami innych wokalistów…
Te najnowsze, z ostatnich lat dostarczyły mi nie mniej wzruszeń: Ty, Steve, tak odmieniony upływem lat – ale wciąż z tą niesamowitą mocą, wciąż z charyzmą… i za każdym razem Twój „Sebastian” przygważdżał słuchacza do krzesła, wbijał w fotel, wyrywał serce.

Każde wykonanie było zdecydowanie inne, każda interpretacja różna od poprzedniej, odrębna, indywidualna, specjalna, niezwykła.
Przez wszystkie te lata poznałam je na wylot, zapamiętałam każdą nutę, każde zwolnienie i przyspieszenie tempa, każde zawieszenie głosu…

Jednak dopiero dostęp do komputera pozwolił mi poznać tekst, jednak, jak się okazało – na tyle, na ile to możliwe  😉

SEBASTIAN

Radiate simply, the candle is burning so low for me
Generate me limply, I can’t seem to place your name, cherie
To rearrange all these thoughts in a moment is suicide
Come to a strange place, we’ll talk over old times we never spied

Somebody called me Sebastian
Somebody called me Sebastian
Work out a rhyme, toss me the time, lay me, you’re mine
And we all know, oh yeah!

Your Persian eye sparkle; your lips, ruby blue never speak a sound
You, oh so gay, with Parisian demands, you can run-around
Your view of society screws up my mind like you’ll never know
Lead me away, come inside, see my mind in kaleidoscope

Somebody called me Sebastian
Somebody called me Sebastian
Mangle my mind, love me sublime, do it in style,
So we all know, oh yeah!

You’re not gonna run, babe, we only just begun, babe, to compromise
Slagged in a Bowery saloon, love’s a story to serialise
Pale angel face; green eye-shadow, the glitter is outasite
No courtesan could begin to decipher your beam of light

Somebody called me Sebastian
Somebody called me Sebastian
Dance on my heart, laugh,
swoop and dart, la-di-di-da
Now we all know, oh yeah!

Na tyle, na ile to możliwe – ponieważ próby dokładnego, dosłownego tłumaczenia kończyły się fiaskiem, poddawałam się nie tylko ja – ale i moi znajomi, o niebo lepiej znający angielski.
Przytoczę dwie, błagając o wyrozumiałość…

Emanuj prosto, ta świeca za wolno się dla mnie wypala
Stwórz mnie przeźroczyście, myślę, że nie wstawię sobie Twojego imienia, cherie
Aby zobaczyć te wszystkie rzeczy na nowo, w momencie kiedy chcę popełnić
samobójstwo.

Więc chodź, w jakieś dziwne miejsce, będziemy razem rozmawiać o starych czasach,
których nigdy nie byliśmy w stanie prześledzić/szpiegować.

Ktoś nazwał mnie Sebastianem.

Nie rymuj słów, rozchybotaj dla mnie cały czas, okłam mnie, jesteś moja
I razem to wiemy, o tak!
Oczy twoje, jak perskie iskry, twoje usta, niebieski rubiny nie wydające żadnego
dźwięku.

Oh tak człowieku, z paryskim [po]żądaniem, potrafisz biegać dookoła
Twoje myśli o społeczeństwie/związku śrubują mój umysł, i nawet o tym nie wiesz
Zawładnij mną i opuść mnie, wejdź do środka, zobacz mój umysł jak w
kalejdoskopie.

Kochaj mnie majestatycznie, pomieszaj mi w głowie, zrób to finezyjnie
I wtedy oboje będziemy wiedzieć, o tak!
Nigdzie już nie uciekniesz, kochanie, dopiero zaczynamy, naszą ugodę
Popiół w małej altance, miłość niczym opowieść którą tworzymy…

Wyblakłe twarze aniołów, cień który ma zielone oczy, i lśni na zewnątrz
Żadna z dziwek nie rozszyfruje promienia płynącego z twojego światła
Kochaj mnie majestatycznie, pomieszaj mi w głowie, zrób to finezyjnie
Tańcz w moim sercu, dosiądź mnie, mocno uciskaj/przytul całą sobą
Teraz już oboje znamy Cię, o tak .

—————————–

Po prostu promieniuj; ta świeczka tak marnie się dla mnie pali
Stwórz mnie bezsilnie; nie mogę umiejscowić twojego imienia, cherie
Zmiana wszystkich tych myśli w jednej chwili to samobójstwo
Chodź w niesamowite miejsce; będziemy rozmawiać o starych czasach
których nigdy nie prześledziliśmy

Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Ułóż rym, kołysz mnie czasem, powal mnie, jesteś moja
i wszyscy to wiemy, o tak!

Twoje perskie oko iskrzy; twoje usta, błękitne rubiny, nie wydają żadnego
dźwięku
Ty, och, tak rozwiązła, z paryskimi zachciankami, możesz sobie biegać w kółko
Twój pogląd na społeczeństwo rżnie mój umysł i nawet o tym nie wiesz
Prowadź mnie stąd, wejdź do środka, zobacz mój umysł w kalejdoskopie

Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Pomieszaj mi w głowie, kochaj mnie majestatycznie, zrób to finezyjnie
tak, byśmy wszyscy wiedzieli, o tak!

Nie masz zamiaru biec, kochanie, my tylko zaczęliśmy, kochanie, kompromisować
Popiół w sali Bowery, miłość jest materiałem na serial
Wyblakła anielska twarz, zielonooki cień; blask jest na zewnątrz
Żadna dziwka nie mogłaby rozszyfrować promienia twojego światła

Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Ktoś obwołał mnie Sebastianem
Tańcz w mym sercu, śmiej się,
dosiądź i mocno przytul, la-di-di-da
Teraz wszyscy wiedzą, o tak!

—————-

Każdej z powyższych wersji daleko do doskonałości – ale nie ma to dla mnie znaczenia.
Ja i tak WIEM, o czym śpiewasz, Steve.
Wiem.
O miłości i szaleństwie, o czułości, dotyku, seksie i zatraceniu.
I o LSD – tego dowiedziałam się z kilku Twoich wypowiedzi w wywiadach, zamieszonych w necie 🙂
Trochę światła w mroczną postać tytułowego Sebastiana wniósł z kolei ten krótki film dokumentalny:

Ty sam nazywałeś utwór „Gothic love song”, jak czytamy w wiki; to, że poświęciła mu jeden ze swoich artykułów to wyjątkowe i znamienne, bo chyba niewiele piosenek może poszczycić się takim sukcesem.
https://en.wikipedia.org/wiki/Sebastian_(song)

Mijały lata, zmieniała się też muzyka, której lubiłam słuchać, muszę przyznać, że zdradziłam rock progresywny i art rock, zwracając się ku mocniejszym brzmieniom – ku rockowi gotyckiemu, goth-metalowi i metalowi w ogóle, także death czy black, ale „Sebastian” nieustannie miał miejsce w moim sercu – pierwsze i najważniejsze, przez nikogo i nic niezagrożone.
Wciąż oczywiście lubiłam „Hideaway”, „Death Trip” i „Ritz’a” – ale to „Sebastianowe” intro kroiło moją duszę na kawałeczki, cięło jak masło…

Przyznam się – że nie słuchałam tego utworu zbyt często – każde przesłuchanie zostawiało w moim sercu piętno, ślad wypalony żelazem, piekący i bolesny długo po wybrzmieniu ostatnich dźwięków… później rana się zabliźniała, ale wystarczyło podejść do pianina i wystukać jednym palcem choćby prościutkie h a g e, h a g e, h a g e, e fis g – żeby poczuć to znowu.
Czasem zdarzały mi się też „bluźniercze” myśli, że „Sebastian” to znakomity materiał na metalowy cover, jednak, ku mojemu zdziwieniu, nikt tego chyba nie próbował, wersję poniżej nazwałabym co najwyżej rockową i moim zdaniem – jest zupełnie średnia.

Ale to, wiesz, tak tylko w ramach żartu  🙂

Teraz będzie poważniej, bo właśnie, zupełnie przypadkowo, dowiedziałam się, że miałeś w Polsce koncert kilka lat temu, a dokładnie w lipcu 2007 supportowałeś występ The Rolling Stones na warszawskim Służewcu. I że było strasznie  😦
Że próbowałeś nawiązać kontakt z publiką – a ta stała jak słup soli.
Że nikt Ciebie nie słuchał.
Że „Sebastiana” zagłuszały głośne rozmowy, wrzaski, przekrzykiwania się (ze strony „Tomek Beksiński. Portret prawdziwy” na fb )
Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić… przecież do dziś Twoje koncerty, i to nie tylko w Anglii, wywołują entuzjazm i owacje na stojąco, zarówno te w małych klubach – jak i w wielkich salach koncertowych, z pełnym orkiestrowym składem:

Myślę, że gdybym była w którymkolwiek z tych miejsc – przeżywałabym Twój występ podobnie, jak pokazana na clipach publiczność… a w duszy śpiewałabym razem z Tobą, krzyczała i płakała wraz z Tobą.
I myślę też – że dobrze, że nie było mnie wtedy na tym koncercie, w Warszawie, bo chyba by mi serce pękło…
I dodam jeszcze, że podobnie, jak jeden z komentatorów postu na w/w stronie – wolę jednego Twojego „Sebastiana” niż całą dyskografię Stonesów.
I ogromnie, ogromnie mi przykro, że widzowie zgromadzeni 9 lat temu na Służewcu nie znali Twojej twórczości i nie potrafili jej docenić… i strasznie mi źle, gdy próbuję sobie wyobrazić, co wtedy musiałeś czuć i jakie wrażenie wyniosłeś ze spotkania z polską publicznością.
Nie mam nawet cienia nadziei, że kiedykolwiek uda mi się usłyszeć Cię na żywo, to marzenie nie spełni się nigdy, wiem to, ale gdyby jednak, gdyby stał się cud – to dojrzysz mnie i rozpoznasz bez trudu: pod samą sceną z oczami pełnymi łez, będę wtórować Ci bezgłośnie:

Somebody called me Sebastian
Somebody called me Sebastian
Mangle my mind, love me sublime, do it in style,
So we all know, oh yeah!