Tagi

https://www.facebook.com/events/760113900790592/

Foto – Marcin J. (Pandrador)

Tak, wiem, dałam dupy z tym krzyżem w odwrotną stronę, niż trzeba    😉 ale kiedy już zwrócono mi uwagę, uprzejmie i troskliwie, to próbowałam to naprawić, niestety – nieskutecznie.
Supły były tak zasupłane, że nie byłam w stanie ich rozplątać i przewiesić moją posrebrzaną ozdóbkę tak – jak należy, ech… mam nadzieję, że mi wybaczycie, Behe mi wybaczył i nie rzucił żadnej klątwy ze sceny ani nic   😉

Więc, żeby była jasność – poszłam tam przede wszystkim dla Батюшки.
Zetknięcie z ich muzyką w grudniu zeszłego roku było jak iluminacja, jak jakieś pieprzone satori, a debiutancki album „Литоургиiа” zwalił mnie z nóg magicznym połączeniem death metalu, doomu z cerkiewnymi chórami.

Dlatego uważam, że kolejność występów w Hali Wisły powinna była ulec zmianie,  moją opinię podziela jeszcze wielu miłośników Jedynej Prawdziwej Muzyki.
Bo dać TAKI pierwszy support to naprawdę jakaś pomyłka…
Dodajmy, że Batushka ( jak niektórzy chcą „bacówka”  😀    ) dostała naprawdę najgorętsze przyjęcie z wszystkich 3 kapel, największy aplauz, przed i po występie była najdłużej wywoływana przez publikę, więc chyba jest coś na rzeczy, prawda?

Ok – teraz w temacie zarzutów, że koncert wypadł statycznie.

Bagi, napisałeś to na fb tak pięknie, że muszę Cię zacytować, co prawda z opinią nie zgadzam się zupełnie, ale brzmi ona rewelacyjnie, 3 razy umarłam ze śmiechu   😛
„No wiesz oprawa dojebana na maxa, nastawiane mebli, na scenie 7 typów, zajebiście fajne intro i potem stoją w bezruchu bez żadnej energii, zero atmosfery a wszystko chujowo oświetlone. Na końcu tylko się wokalista ruszył z kropidłem ludzi pod sceną. Przerost formy nad treścią poziom Himalajski. „
Najpierw więc śmiechłam, ale na poważnie to ja tam nie wiem, ja się jakoś nie spodziewałam, że będą ganiali po scenie i odpierdalali jakieś wygibasy – od ogni, dymów i confetti to Behe jest, co nie?
A oprawa plastyczna, 7 zakapturzonych typów, te meble, postumenty i ołtarze, nawet chujowe oświetlenie mi osobiście jakoś bardzo pasowało do liturgicznej atmosfery.
Podniosłej, doomowej, wręcz kościelnej.

Ktoś w komentach na fb napisał – że idealnie oddany klimat cerkwi, i jeszcze ten świecowy zapach, wow….
Dla mnie rewelka.

Dla mnie mogli stać tak bez ruchu calutki czas – moc i tak była. I to kurwa jaka!!!

—————–

 Bölzer:

Więc tego ten… po Batushce szwajcarski duet wypadł bledziutko, jak dla mnie. Nie pomogły przekonywania Marcina, że trza się wsłuchać, że to taka „smolista” muzyka… jak dla mnie ta smoła była mocno rozrzedzona i  zwietrzała, ale niewykluczone, że mój odbiór był nieco zafałszowany: batiuszkowa smoła wciąż płonęła w moim sercu i trzewiach, by wypalić wnętrzności do cna i pozostawić je nieczułe na inne brzmienia.

Dla porządku jednak dodam, że połówka duetu, grająca na gitarze, posiadała zajebiste tatuaże i niezwykle apetyczne ciało, co wzmocnione machaniem włosami dawało efekt, pozwalający na naprawdę głębokie muzyczne przeżycia, co nie, Ola?  😛

Poniżej „konkurencja” w akcji  😉

I sama, przystojna konkurencja, bez akcji  😛

—————

Behemoth:

No i cóż ja, biedna mała sierotka, mogę napisać o występie Behemotha?
Mój pierwszy raz z Behe live wypadł po prostu niesamowicie.
Muzyka, efekty, charyzma  w wydaniu całej kapeli i samego Nergala, moc, magia, trzęsienie ziemi i wybuchy galaktyk.

Wszystkie kawałki zabrzmiały ze zwielokrotnioną energią i siłą, ogień ze sceny (ten w przenośni i ten rzeczywisty) przypalił mi włosy i osmalił  twarz) a kiedy Nergal stając tuż przede mną pochylał się ku mnie ze sceny, to kontakt wzrokowy pozbawiał mnie oddechu a złośliwy flesz się zacinał.

I jeszcze ta niesamowita, końcowa mowa dziękczynna Nergala – proste słowa o sytuacji w naszym kraju, o znaczeniu muzyki i wolności, po prostu miód na serce   ❤

Koniecznie muszę też napisać o akcji pt „Ochrona/obsługa sceny się bawi”. Przysięgam, było na co popatrzeć, ten widok zajebiście cieszył moje stare oczy.

Pierwszy raz w życiu widziałam, żeby ochroniarze wyraźnymi gestami zachęcali publikę do crowd surfingu, żeby sami, z fosy, wdrapywali się na barierki i z rozpędu skakali w tłum.

Oczy przecierałam ze zdumienia, patrząc, jak gibią się do muzyki, jak machają czachami, jak obficie oklaskują wykonawców.
Panowie – rispekt i szacun!!!!

A rozmiary i liczebność, że się tak wyrażę, crowd surfingu tego wieczora przekroczyły wszelkie wyobrażenia.
I wszelkie dotychczasowe moje doświadczenia.
Non stop, dosłownie co parę sekund ktoś lądował w fosie. (oczywiście wyłącznie podczas 1 i 3 występu   😉  ) Jeden długowłosy przystojniak zrobił to ze 20 razy, albo więcej, rekordzista, mówię Wam  😀

Oto on we własnej osobie, po raz kolejny przebiegający fosę z bananem na ustach i przybijający piątki z publiką z pierwszego rzędu   😀

Ale specjaliści od fejsowego bólu dupy nie odpuszczają.

Więc jeszcze – że podobno fatalne nagłośnienie.
I tu kolejny raz moje niepewne – no nie wiem… w moim stałym, ulubionym miejscu było całkiem wporzo, może te  batiuszkowe cerkiewne chóry wypadły ciutkę za cicho – ale reszta ok.
Było tez narzekanie, że scena za nisko, że dalej od sceny nic nie widać, że światła nakurwiają po oczach, a ja na to – no nie wiem, ja tam nie narzekałam… ale tym razem nie narzekałam, bo generalnie rzadko to robię… bo tak naprawdę niskie umieszczenie sceny spowodowało, że stojąc przy samych barierkach widziałam koncert między głowami ochrony. W zasadzie, kiedy zrobili potem krok do przodu – zasłaniali mi scenę całym, zwartym szpalerem  i stali się głównymi bohaterami większości moich fotek, niestety… ten fakt plus dymy i migające światła to powód, iż zaledwie kilka zdjęć nadaje się do publikacji.
Pojawiły się też zarzuty poważniejsze, z którymi trudno mi się nie zgodzić, zarzuty natury organizacyjnej: mało sprawna kontrola biletów/wpuszczanie do środka, niektórzy czekali na wejście blisko godzinę… podobne utrudnienia przy odbiorze biletów dla tych, którzy wybrali taka opcję –  tylko dwie zatrudnione do tego osoby… i ogólnie „za mało miejsca, za wąskie przejścia, megakolejki po piwo”.
Tu szczególna uwagę zwróciłabym na „wąskie gardło” podczas wychodzenia/wchodzenia na samą płytę Hali – podczas przerw tworzyły się tam megaściśnięte kolejki dla tych, co siku czy po picie, i to przy spokojnym, eleganckim tempie – a dodajmy do tego w wyobraźni panikę, z powodu jakiegoś niebezpieczeństwa i nieszczęście gotowe, ja na żywo mam w pamięci wypadek w Bydgoszczy sprzed roku, więc tego no.
Ten ból dupy to tak nie do końca, jednak.
Ale na plus muszę zaliczyć doskonałe chłodzenie i nawiew, to rzadkie na koncertach, na których bywam, matko, najgorszy pod tym względem jest chyba klub Kwadrat, tam zawsze masakrycznie grzeją, co przy braku dopływu świeżego powietrza daje tropik pod sceną.
Tu chłodzenie i nawiew bardzo przydały się podczas pirotechnicznych atrakcji występu Behemotha, gdy praktycznie dostawałam ogniem w twarz.

Tu mię widać   😀

A.I. Groo – Ciebie też, nawet jakby bardziej  🙂

http://www.antyradio.pl/media/galeria/87799/87861/3

http://www.antyradio.pl/media/galeria/87799/87861/5

zdjęcia z galerii: Bolzer w Krakowie – foto: Romana Makówka / Antyradio.pl

I podziękowania/pozdrowienia końcowe: ogromniaste dzięki za umilanie mi koncertu od początku do końca, z bohaterskim pilnowaniem sobie nawzajem miejsc podczas spacerów na pecika czy siku – dla Oli, oraz Marcina z kapeli o wdzięcznej nazwie Pandrador, z której muzyką obiecuję się zapoznać.
Metalowy żółwik z uściskami i wyrazami podziwu dla 9letniego Gabrysia, którego niestety nie zdołałam sfocić z powodu padu baterii w fotoaparaciku.
Wspomnienia z naszej rozmowy w kolejce do szatni – bezcenne, jego rezolutność połączona z grzecznością, plus dziecięcy urok i metalowy tiszercik – Gabryś, jesteś moim idolem.
W Tobie widzę nadzieję dla przyszłych, metalowych pokoleń!
\m/