Tagi

 

To miał być spokojny, piątkowy wieczór z urodzinami w tle, bez szaleństw, po pracowitym tygodniu, ale życie, wbrew moim staraniom, napisało nieco inny scenariusz   🙂
Spokojny wieczór zakończył się wraz ze wschodem słońca o pół do 7 sobotniego poranka   😀
Niestety, nie mogę opowiedzieć Wam wszystkich szczegółów – ale te, które mogę, zrelacjonuję pieczołowicie, na bank   😛

Zapewniam więc, iż zgodnie z tradycją odbyło się chóralne „Sto lat!!!” (Apoteka na zawsze zapamięta mój fałszujący sopran) składanie życzeń, wręczanie prezentów oraz uściski i całusy,  Jubilatka więc świetnie się bawiła i wyglądała na bardzo szczęśliwą  ❤

(że wyglądała, jak zwykle, pięknie i seksownie, dodawać chyba nie muszę, prawda?)

Przysięgam, że tort nie tylko wyglądał wspaniale ale i wspaniale smakował, został jednak tak szybko pożarty, że o zrobieniu fotek nie było mowy   😛

Oto kilka wstępnych, grzecznych fotek (te późniejsze już takie nie będą, oj nie …   😛   )

Tego wieczoru odbyło się także wręczanie zaległego prezentu urodzinowego Ancikowi, toast spełniono podobnie hałaśliwie, dzięki za pyszne szociki,  Belit   ❤

Powyżej wzruszona Jubilatka z zielonowłosą Strażą Przyboczną    😉

A oto sesja zdjęciowa prezentu:

Dysputa o tym, jak dać temu koniu na imię, umilała nam resztę imprezy   😀
Może więc Kornel, bo w piątek obchodził  imieniny, jak podpowiadał kalendarz…
Zanim pomysł przegłosowano – okazało się, że to nie koń, ale konica, klacz znaczy, ponieważ posiada, ekhem, sami wiecie co posiada a czego nie, prawda? Oglądaliśmy komisyjnie i bardzo dokładnie okolice bujnego ogona  😛
Po długich debatach koń otrzymał imię Sylwia, ale były inne, mocno interesujące propozycje:  Maksymilian W. zapodał przykładowo, że, cytując, może jednak silny, niezależny koń o polsko brzmiącym imieniu Wiesław albo Czesław, ze stajni Drzo, no bo zobaczcie, jak to super brzmi, mógłby się przedstawiać jestem Czesław ze stajni Drzo. ( jak znana postać –  Maćko z Bogdańca, czy coś  😀   )
A  że dziewczynka o imieniu Czesław? To nieistotny szczegół w epoce gender  😛

A potem, z nagła, zaczęły się odpierdalać takie sytuacje, że, cytując Belit „co oni na tym parkiecie wczoraj to ja nie wiem”    😛
Rozumiem – upał, szalona muzyka i jeszcze bardziej szalone emocje –  ALE ŻEBY AŻ TAK???  😀  😀  😀
Sami popatrzcie i sory, ale wszystko działo się tak dynamicznie, że Wasz ulubiony fotograf nie nadążał z ostrością i łapaniem w kadr, stąd foty, zawierające jakieś 40 % człowieka, najczęściej  bez głowy  😛
Dodatkowo, jak zwykle, włączała się świetlna magia, a może były to opary szaleństwa, kto wie, w Apotece wszystko jest możliwe   😀

Oczywiście – początek, jak zwykle, był niewinny:

A potem, całkiem znienacka:

Krystyna zaś przeżyła romans,  w zasadzie to kilka romansów, czyli dokładniej rzecz biorąc – porwał ją melanż. Nie oceniajcie jej jednak zbyt surowo, proszę….   😉

Generalnie, podsumowując – love was in the air:

Wszyscy kochają Edytkę.
I Krystynę.
I wentylator, oczywiście   😉  😉  😉

A niżej  – królowie parkietu w akcjach tanecznych, na części fotek uciachałam głowy, na innych poza kadrem ręce czy nogi, ale tak do kupy, statystycznie, wszystko jest git, prawda?

(trzymam partnerkę w tańcu, ale pamiętam o uśmiechu do kamery   😀   )

Tu także akcje taneczne, mniej więcej….   😛

I jeszcze na koniec gustowne portreciki:

Ogromne dzięki, po prostu rozpierdoliliście system   😀

Końcowy ukłon, tak, wiem, że ciachnęłam głowę, nie pierwszy raz, zresztą    😛  😛

I choć przysięgałam sobie w duchu, że tym razem żadnego robienia z siebie debila na parkiecie, żadnego machania włosami – to niestety, ten kawałek to dla mnie kult, jeszcze z czasów Uwagi, więc się poddałam, popędziłam na parkiet no i sami wiecie.  😛

A potem była wyprawa z Ancikiem i Kają do Pubu Pod Ziemią – na pożegnanie głównego karaokowego didżeja. Wyciągnęłyśmy też Adama i Łukasza, jak dobrze, że im także udzielił się nastrój pod tytułem „co do domu, jakie do domu, piątek jest ej!!!!!”   😛

(tu, jak widać, Sylwia eksperymentuje z sado-maso  😉   )

Ale, jak się okazało,  była to nie tylko noc szaleństw… zdarzały się również niespodzianki.
Bo w taki to sposób, idąc z żoną aktualną, spotkałam żonę byłą.
Z NARZECZONYM.
I widzicie te wielkie litery? Bo to nie narzeczony, ale (tu akcent)  NARZECZONY. No.   😛
I koledzy NARZECZONEGO.  I zupełnie inni koledzy, ze szczególnym wskazaniem na exów. I na takich, którzy mieli nadzieję, o ile rozumiecie. Z jednymi i drugimi to, jak wiecie, bywa różnie, jedni usuwają się w cień z godnością, inni się nie usuwają, że o godności nie wspomnę.   I czasem jest to niefajne, wręcz bywa groźne – a czasem zabawne.
To, że w piątek było zabawnie – nasza babska trójka zawdzięcza męskiej obstawie.
Adam i Łukasz – jesteście bohaterami wieczoru.

Zupełnie poważnie.
Ogromniaste dzięki, chłopaki !!!   ❤ ❤ ❤

Ja zaliczyłam jeszcze nocny spacer i wysłuchałam opowieści o najlepszym prezencie urodzinowym, czyli o koncercie Ajronów, którego nie było   😛
A potem usiłowałam dojść na ten swój Ludwinów po kocich łbach Kazka, w sandałkowych kilometrowych platformach, w temacie których padło tyyyyle komplementów w Podziemiu, rany   ❤
I w ogóle to był wieczór, podczas którego usłyszałam mnóstwo pochwał i wyrazów uznania – na temat bloga i ostatniego opowiadania o karaoke w PZ (dzięki, Magda, może tego nie okazałam – ale Twoje słowa bardzo mnie wzruszyły)… zostało więc (i to nie raz) mile połechtane moje kobiece ego. Padł także rekord wszech czasów w kwestii „obstawiania” mojego wieku   😀

PS.

Sylwia pozdrawia, trochę rozczochrana i już nie tak dziewiczo czysta, ale to fotka z sobotniego poranka  😛

————–

 


PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast użycie fotki bez pytania, a szczególnie wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie/przeróbki zdjęcia spotkają się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamią mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!