Tagi

Jestem szczęśliwą kobietą.
Myślę nawet, że należę do samiuśkiej elity tych najszczęśliwszych w galaktyce, bo nie tylko jestem szczęśliwa, ale dokładnie wiem, co tak naprawdę do tego szczęścia jest mi niezbędne, a bez czego mogę się obejść.
Miałam sporo czasu, żeby tę kwestię solidnie przemyśleć, ba, poddać bardzo szczegółowej analizie i zweryfikować.
Wielokrotnie.
Wyniki mogą wydawać się zaskakujące i kompletnie nietypowe, ale mam to gdzieś   🙂
Dla mnie ważne jest – że mam co do nich absolutną pewność.
Że dokładnie wiem, czego potrzebuję w sprawach tyczących miłości i związków.
Dokładnie wiem, czego potrzebuję od faceta, jaki powinien on być, jakie posiadać cechy charakteru, jakie poglądy i zachowania.
Wiem, co w tej materii jest dla mnie pierwszorzędne i najważniejsze, a co spokojnie mogę odpuścić, wzruszyć ramionami czy przywitać śmiechem.
Nie pragnę więc odbicia w lustrze – ale kogoś, kto mnie lubi i rozumie.
Kto jest mnie ciekawy i kogo ja byłabym ciekawa.
Kto wie i pamięta, co dla mnie jest ważne. Kto zna wszystkie moje czułe struny i omija je z daleka     🙂
Przy kim czuję się kobietą piękną, seksowną i pożądaną. Kto lubi się ze mną wygłupiać i poważnie dyskutować, kto jest dla mnie serdeczny i czuły, obejmuje mnie, przytula i całuje nawet przez sen    🙂
Trzyma za rękę, kiedy razem oglądamy horrory.
I cierpliwie znosi moje zachwyty nad nowymi sztukami porcelany i kiedy pokazując mu nowy domowy dizajn, wlokę go za rękę od plakatu do plakatu, od nakastliczka do nakastliczka, od kufra w przedpokoju do lustra w łazience…
A właśnie, nowa porcelana.
Zanim w kuchni zawisną półki z sosjerkami, dzbankami, cukiernicami, mlecznikami, czajniczkami, filiżankami, talerzykami i miseczkami, sygnowanymi przez Palissy Avon Scenes, Johnson Bros, Villerboy&Boch Rusticana i Burgenland – pokażę wam 2 figurki.
Figurki to w moim zbiorze coś zupełnie nowego.
Jak wiecie, kupuję niemal wyłącznie porcelanę uszkodzoną, na inną mnie nie stać, a ryski, przetarcia, krakelura (pajęczyna pęknięć szkliwa) przyklejone uszka czy ubicia wielkości główki od szpilki zupełnie mi nie przeszkadzają. Więcej nawet – ja sama przecież jestem wiekowa i zużyta, moje półeczki, nakastliki i inne mebelki to odrestaurowane starocie, więc porcelana także powinna nosić piętno minionych lat i używania, żeby lepiej pasować  😉  A ślady te nadają jej charakteru i urody, całkiem, jak moje zmarszczki i inne takie   😉
Ale moje nowe figurki są w stanie idealnym, nietknięte zębem czasu.
Pierwszą kupiłam znowu u Pani I. – w rozpaczy, że już chyba nigdy na allegro nie pojawi się nic, chociaż trochę przypominającego antyki, zrabowane z mojego rodzinnego domu w Tarnowie.
Przeglądam allegro kilka razy dziennie od miesięcy i nie natrafiłam na nic, choćby podobnego do biskwitowej miniatury „Erosa i Psyche” Antonia Canovy,

ani do szkliwionej, pokaźnej postaci kobiecej.
Figurka od pani I. przypominała tę ostatnią w niewielkim stopniu, ale na otarcie łez była w sam raz.

Nie jest sygnowana, ale to mi niespecjalnie przeszkadza.

Na elfa z http://www.julianacollection.com/

trafiłam zupełnie przypadkiem, w trakcie takiego właśnie rytualnego, codziennego przeszukiwania allegro.

To  żaden tam antyk, nic z tych rzeczy, ale kto kurna oparłby się elfowi?   🙂

I to elfowi w takiej kolorystyce?

Ja w każdym razie nie miałam tyle siły    😉

Rozwalił mnie także Przemiły Pan z allegro.
Kiedy wysłałam do niego maila z zapytaniem, czy w niewielkiej cenie proponowanej wysyłki mieści się dokładne i precyzyjne zabezpieczenie i opakowanie delikatnej figurynki, z tyloma cieniutkimi „wystajączkami” że od samego patrzenia na nie mogą się ukruszyć – pan od razu odpisał. Rzeczowo i szczegółowo zrelacjonował, punkt po punkcie, w jaki sposób planuje to zrobić, a kiedy uspokojona dokonałam zakupu – z własnej dobrej i nieprzymuszonej woli do mnie zatelefonował i powtórzył jeszcze dokładniej swoją opowieść o warstwach bąbelkowej folii i kilku tekturowych pudełkach.
Tak też uczynił – przesyłka nadeszła w stanie nienaruszonym, starannie poowijana, w oryginalnym pudełku i z oryginalną, sprzedażową ulotką.

Tak więc teraz obie figurki stoją sobie razem na prześlicznej komódce tuż obok mojego stanowiska pracy    🙂

W zasięgu wzroku i ręki   🙂

Tak, wiem, kompletnie do siebie nie pasują – ale mam to gdzieś   🙂
Patrzę na nie, od czasu do czasu biorę ostrożnie do ręki, przesuwam palcami po drobniusieńkich detalach, falbanach sukni, skrzydełkach i płatkach kwiatów.

I czuję się szczęśliwa   🙂

Reklamy