Tagi

… opowieść o pewnym piesku, któremu najpierw się nie szczęściło – a potem poszczęściło 🙂

***

Moja opowieść sięga korzeniami  czasów portalu Altergothic, bo dzięki niemu poznałam Ivana.

To na AG właśnie dostawałam do recenzowania materiał muzyczny, który nie do końca mieścił się w gotyckim, głównym kręgu zainteresowań witryny, a ja akurat byłam nim bardzo mocno zainteresowana    😉

Najczęściej chodziło więc o industrial i wszelkie inne klimaty, zbliżone do metalu.
Projekt Ivana Luzana/Іванa Лузанa  – Сонцесвiт/Sontsesvit  świetnie się w nie wpisywał, tak więc równo 3 lata temu na AG pojawiła się moja recka albumu

TENEBRAE (2013)

Ivan zaprosił mnie też do znajomych na fb, tak więc od czasu podczytywałam sobie jego ścianę. Językowych problemów w zasadzie nie było, bo ukraiński jest przecież trochę podobny do polskiego a trochę do rosyjskiego, a ja rosyjski znam przecież doskonale, no prawie   😉 Tak całkiem poważnie, kiedy próbowałam wspomóc się google translatorem, to po wklejeniu tekstu oryginalnego wypisywał takie kretynizmy, że więcej rozumiałam „na czuja” i posiłkując się tymi w/w podobieństwami.
Trudności pojawiały się oczywiście, gdy, prócz lajka, chciałam coś napisać, wtedy te różnice między językami, szczególnie w pisowni, stawały się jednak istotne.
Ale dawałam radę, jakoś, przynajmniej na tyle, że nikt nigdy tej mojej pisowni i błędów nie obśmiał 🙂

Nocą 16 lipca Ivan zamieścił krótką notkę i 2 zdjęcia, które musiałam sobie powiększyć, żeby domyślić się, co przedstawiają.

Kiedy to w końcu zrozumiałam – po prostu mnie poraziło.
Jezu, do tej pory nie mogę patrzeć na nie spokojnie.

A oto, co Ivan napisał:

Dopiero co, razem z tatą, uratowaliśmy pieska.

I dalej, że szedł na spotkanie z tatą i zauważył, że w krzakach, pod płotem – coś się rusza.

Kiedy podszedł bliżej – okazało się że to pies. Pies, w worku po cukrze.

Ktoś wepchnął go tam, włożył jeszcze do środka bochenek chleba, zawiązał worek i wrzucił w krzaki.
Ivan sądził, że ten mały otwór, przez który biedulek wystawił pyszczek i dzięki temu się nie udusił – też został zrobiony przez zwyrodnialca, który w taki sposób pozbył się psa.
Jednak w dyskusji pod postem, która się natychmiast wywiązała, pojawiły się sugestie, do których i ja się przychylam – że psina sama sobie wygryzła dziurę w tym worku z plastikowej plecionki i tylko dlatego przeżyła.
Wokoło worka i pod nim już była widoczna kałuża, musiał widocznie długo tam leżeć i w taki sposób, pod siebie, był zmuszony „chodzić do toalety” jak dobrodusznie napisał Ivan.
Także w okolicy wystawionego przez dziurkę pyszczka widoczna była kałuża śliny.
Panowie ostrożnie podeszli i z delikatnością go oswobodzili.
Tej ostrożności się nie dziwię – pies wcale nie taki mały, z pewnością w szoku, mógł, niestety, skierować swoją agresję w kierunku oswobodzicieli, nic takiego jednak nie miało miejsca.
Na szczęście okazało się także, że piesek nie jest poraniony, tylko niesamowicie wystraszony.
Nie warknął nawet, nie zaszczekał – wydawał się tylko ogromnie smutny i wdzięczny za ratunek. Od razu powlókł się w krzaki, żeby dać upust zapewne długo wstrzymywanej „grubszej” potrzebie.
Ivan nie chciał mu w tym przeszkadzać, nie zrobił więc zdjęcia tuż po uwolnieniu, ale zachwycał się, że taki piękny pies, jeju… i dodał jeszcze, że, mówiąc szczerze, gdyby zobaczył na swoje oczy potwora, który coś takiego zrobił zwierzęciu, to… i tu następuje zwrot, zapewne idiomatyczny, który Ivan tłumaczy mi później, że chodzi o danie w mordę, ale sądzę, że w oryginale jest znacznie mocniejszy.
Ivan, ja rozumiem, ja też spuściłabym draniowi wpierdol.

Ale na tym historia się nie kończy 🙂

Bo następnego dnia Ivan nie wytrzymał i poszedł w to samo miejsce, tym razem z bratem.

I przekonał się, że piesek cały dzień tam przesiedział, przytulony do parkanu, głodny… chłopaki przynieśli mu wodę i mięso, ale zwierzątko było tak przerażone, że bało się jeść.

Nie zastanawiając się długo otulili go kurtką i zanieśli do domu 🙂

Teraz piesek już jakby weselszy 🙂

A oni jeszcze rozważają, co robić dalej, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że go sobie zatrzymają 🙂

…z ostatniej chwili…

Decyzja zapadła – psinka została odwieziona do dziadków Ivana, na daczę, gdzie młodsza część rodziny bardzo często bywa.
I wystarczył jeden dzień – by zwierzak się zadomowił.
Biega sobie wesolutko, ogonem merda, skacze i wspina się na przytulaski 🙂
Ivan pisze, że najzabawniejsze jest to, że od razu poczuł się „psem właściciela”, już teraz pilnuje obejścia, obszczekując wszystkich przechodzących wzdłuż ogrodzenia domku 🙂
W dyskusji pod postem pojawiły się sugestie, żeby nazwać go „Фартовий” (Fartowny) jednak Ivan ze śmiechem prostuje, że o ile może mieć pewność, to jest to dziewczynka 🙂
Zapytałam więc na fb, że, skoro tak, to jakie imię wybrali dla dziewczynki?
Ivan odpowiedział, że od początku planował nazwać go Lucky i postanowił nie zmieniać decyzji, bo może nie wszystkim się  podoba, ale imię jest w sam raz i tak już zostanie.
Też się z tym zgadzam.
OK, дівчина Lucky що круто 🙂

 

(wszystkie fotki z fb Ivana, za jego wiedzą i przyzwoleniem  🙂