Tagi

https://www.facebook.com/events/1104378736291463/

Zacznę może od tego, że wstałam.
Jest niedziela, 15:53 i udało mi się wstać chwilę temu.
(miejsce na szalony aplauz)
A na pytanie, jak się bawiłam mam taką oto odpowiedź: tak się bawiłam, że aż buty rozwaliłam.
Oba.
Te śliczne, w kwiatki na mega platformie. Rozpierdoliłam je, w sensie – platforma jest osobno, góra osobno. Mam wrażenie, że to nieszczęście stało się, gdy skakałam i wrzeszczałam  „SZI, SZI SZI SZI SZAJN ON”... albo może podczas któregoś Rammsteina
Czyli chyba się natańczyłam, nie?   😀
Zaniosę je do szewca i będę błagać o ratunek, jak mi minie ból wszystkiego i trochę się ochłodzi, wewnątrz mnie także musi się ochłodzić, bo tak na razie to wciąż płonę   🙂

Początek był taki, że na imprezę wybierałam się ze swoją Byłą Żoną, Lukrecją, z którą, jak na wzorową parę po rozwodzie przystało –  utrzymujemy nadal bardzo bliskie stosunki  😉

Lukier miał dopiero co urodziny (jest z mojego ulubionego rocznika, mmm…) więc po drodze na digitalowe hulanki i swawole miał wpaść po prezent i przy okazji oblukać „nostalgiczne” zmiany w moim mieszkaniu.
Wszystko odbyło się zgodnie z ustaleniami, Lukier prezent zabrał ze sobą, przysięgając, że ani nie siądzie na nim przez pomyłkę ani nie pozwoli na to nikomu innemu, bo prezent był z takich trochę delikatniejszych, tłukących się znaczy.
Do Apoteki wybrałyśmy się nóżkami – północ, letni piękny wieczór a z Ludwinowa niedaleko.
No i już na wstępie zaskoczenie, bo uparcie przeze mnie fotografowany ostatnio parkietowy Apotekowy wymiatacz okazał się być Lukrowym dobrym kumplem, Las…. ehkem, chciałam powiedzieć, że ma na imię Michał   😀

(tu rozpiął 1 guzik koszuli  w związku z naszym „pokaż cycki!!! pokaż cycki!!!”    😀 )

Po chwili bezładnych opowieści, kto, z kim, kiedy i skąd  – zajęliśmy strategiczne miejsce pod wentylatorem, Michał ze śmiechem zauważył, że zawsze, na każdej imprezie w Apo – w końcu tam ląduje   😉

Pod stoliczkiem znalazł się cały nasz  majątek nieruchomy, wraz z prezentami otrzymanymi i prezentami do wręczenia, ponieważ tego dnia w Szacownych Jubilatów obrodziło w klubie   🙂
Jeden wydawał się naprawdę zaskoczony i ucieszony – tym większa moja radość   :*
Inny nie przyszedł, ale ma usprawiedliwienie od mamy, więc wybaczone   😉
Jeden jednak zjebał po całości, więc jak nie dostarczy L4 albo zaświadczenia z SORu o zapaleniu lewej skarpetki czy coś – to ma przesrane na dzielni i poza nią też !!!!  😉

Ok, zgodnie z tradycją pokażmy na początek Digitalowe towarzystwo przy stolikach, szykujące się dopiero do tanecznych wygibasów:

——————————–

Adam, zawsze uważałam, że jesteś za mało mroczny, postanowiłam więc Ci nieco pomóc w tym względzie   :*

———————————

tu, jak sądzę, mroku jest w sam raz  😀

——————————-

Lukier i jej tatuaże   :*

————————

—————————-

Niektórzy pompują swoje siły przy barze:

——————–

:*

—————————

:*

—————————

Didżejka pracuje pełną parą:

Żebyśmy potem, na parkiecie, mogli dawać z siebie wszystko, albo i jeszcze więcej:

(fotka powyżej jest szczególna   🙂  w galerii Apoteki znajduje się zdjęcie, wykonane dokładnie w tym samym ułamku sekundy, na mojej widać nawet błysk tamtego flesza   🙂   porównajcie sobie pozę Deitha i innych osób    🙂   )

————————

tak, wiem, mam przekichane, jak mnie Belit dorwie, to udusi, ale musiałam, po prostu musiałam… tak, głowy niet, ale ta reszta, to cudowna reszta …  ❤ ❤ ❤  oczywiście chodzi o nowy gorset   ❤

———————————–

————-

wyżej pierwsze dowody na to, iż machanie włosami na parkiecie nie jest mi obce…. będzie więcej  🙂

——————

i jeszcze trochę machania włosami w moim wydaniu:

——————————–

Ten przystojniak przyszedł tylko po śliczną Panią Fotograf:

tak, tak, wspólna fotka i do domu, do domu!!!!

ale jak tu nie skoczyć na parkiet, włosów nie rozpuścić – jak TAKA muzyka leci….

————————-

A na koniec portrecik Niedoścignionej Wymiataczki Parkietowej:

i z magicznym uśmiechem:

:*

————————–

Bez selfie kibelkowego niedasię:

i jeszcze Liska dopadłam w kibelku    ❤

————————–

Na wyraźne życzenie  Deitha publikuję jego oświadczenie i zapewniam, że traktuję je z pełną powagą  😉 :
Przypominam że część zdjęć powstała z rąk wirtuozera fotografii Deithwena (tzn. te wszystkie niewyraźne, zaplamione i zamazane przedstawiające Drzoanne)! 😉 Ale oświadczam że nie będę podnosił roszczeń z tytułu autorskich praw osobistych i majątkowych.   😉
I ogromne dzięki, Deith, za odwiezienie do domu, jesteś nieoceniony i przekochany    <3.
A nasze rozmowy o sensie życia, pod moim domem, w Twoim srebrnym automobilu, wśród promieni wschodzącego słońca i moich sąsiadów, śpieszących na poranną mszę – bezcenne      ❤  ❤  ❤
Poszłam spać koło 7, jak za dawnych, kazamatowych czasów  🙂
Moje osiągnięcia niedzielne to:
wstałam ( po 15)
dotrwałam do wieczora.
Tyle   😀
Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że niektórzy zerwali się już w południe, bo podano im pomidorówkę przepyszną, przecież 12 to pora na obiad, no nie?
Ja tam jednak wolę spanie do 15 bez pomidorówki, chociaż, jak mi teraz w wyobraźni zapachniała….   😉

Ogromne dzięki za rewelacyjne sety wszystkim kochanym sobotnim didżejom, a najbardziej za lacrimosowe „Alleine zu zweit”. I za „Wedding” Diary, które nas z Deithem zawróciło już ze schodów  🙂
Za wszystkie stałe punkty programu, jak choćby za „Hellreisera”, do którego każdej wersji skaczę i wydzieram się równie chętnie.
Za Editors, Apoptysie i Kombikrajsta. Za największy hicior Dętek. Za Prodigy i Bluta. I za „tą kupkę co Cię wyrucha”, no prawie  😉

Dzięki kochanej Apotece z jej przekochaną ekipą: tą za barem i tą pilnującą, żeby nikomu nie stała się krzywda i tą z aparatem rejestrującym nasze swawole –  na czele z Panią Edytką  ❤

❤  ❤  ❤

Dziękuję kilku osobom, zdaje się płci pięknej, które przejęły mój aparat foto i uwieczniły mój duchowy upadek    😉
I Wam wszystkim, którzy bez problemów i ochoczo pozowali do moich fotek – bez Was ta relacja nie byłaby możliwa     ❤

———————

———————-


PS.
I jak zwykle, prośba 🙂
Jeśli spodoba Ci się tu zamieszczone, a wykonane przeze mnie zdjęcie, tekst – albo jego fragment i chcesz je wykorzystać – na fejsie, swojej stronie, blogu itp, to dołącz plis link z adresem artykułu, z którego pochodzi, albo z adresem tego bloga. Natomiast użycie fotki bez pytania, a szczególnie wycinanie mojej sygnatury, dowolne kadrowanie/ciachanie/przeróbki zdjęcia spotkają się z moim dożywotnim fochem i okrutną klątwą, a wcześniej złamią mi serce, poważnie….
Dzięki !!!!!